Z poszanowaniem dla piękna natury i tradycji

Od lat produkują kosmetyki naturalne bazujące na produktach pszczelich. Firma Korana to nie tylko wysokiej jakości kosmetyki. To przede wszystkim rodzinna tradycja, która przekazywana z pokolenia na pokolenie pokazuje, że w rodzinie i oddaniu idei jest siła. O tym, jak ważna jest uczciwość, zaufanie i  natura rozmawiamy z Nadią Nicpoń – założycielką firmy.

Rozmawia: Marta Rosół

Korana powstała w 1993 roku…

Nie pamiętam dokładnie… (śmiech)

Tak, tak, sprawdzałam. To był okres, kiedy powstawało w Polsce mnóstwo nowych firm. Skąd pomysł na branżę kosmetyczną i kosmetyki naturalne?

Skończyłam mikrobiologię lekarską, ale zawsze blisko mi było do tej przemysłowej. Na pomysł wpadliśmy z mężem, to była nasza wspólna inicjatywa, która pochłonęła sporo pracy i zaangażowania, ale też – w efekcie – przyniosła niezwykłą satysfakcję. Ważnym aspektem przy zakładaniu firmy było nasze pochodzenie: oboje mieliśmy korzenie pszczelarskie, więc złożyło się idealnie. Początki, jak to zwykle bywa, były trudne: budowaliśmy wszystko od podstaw, nie mieliśmy żadnego zaplecza. Startowaliśmy z niewielką liczbą produktów, pojedynczymi kremami, a naszym pierwszym surowcem był wosk pszczeli.

Nadia Nicpoń

Firma rodzinna to przywilej i wyzwanie?

Obie te rzeczy. Na początku byliśmy w dwójkę, teraz w prowadzenie zaangażowani są syn i córka. Jednak nie było tak od początku. Chcieliśmy, aby nasze dzieci poznały wartość pracy i tego, co w życiu jest ważne. Dopiero z czasem, po zdobyciu własnych doświadczeń, wrócili do nas i są mocno zaangażowani w prowadzenie i rozwijanie firmy. Teraz to oni kreują markę, kontynuują tradycję. Zatrudniamy także osoby z zewnątrz, jednak każdego traktujemy bardzo indywidualnie, ponieważ wielkość firmy na to pozwala. W małych przedsiębiorstwach dostrzega się pracownika, wywiązuje się między nami więź, często wspólnie przeżywa się wszystkie problemy. To chyba jest największy atut małych, rodzinnych biznesów.

A jakie są plany na przyszłość?

Powoli się rozwijamy, ale nie chcemy przeholować, robimy to metodą małych kroczków. Ciągle rozwijamy park maszyn tak, by sprzęt mógł pomagać w wytwarzaniu jeszcze lepszych produktów. Produkcja kosmetyków naturalnych to zawsze większe wyzwanie. Rosnąca sprzedaż wymusza rozwój, chcemy wprowadzać nowe produkty, bo tego wymaga klient. Tworzymy teraz linię kosmetyków z propolisem, który ma właściwości wykorzystywane w lecznictwie. Do współpracy zaangażowaliśmy wybitnych specjalistów. Chcemy także wprowadzić ekskluzywną serię na bazie mleczka pszczelego czy produkty dla dzieci.

Wosk, propolis, mleczko – pszczoły odgrywają znaczącą rolę w Państwa kosmetykach.

To wynika z naszych korzeni. Jako dziecko spędzałam wakacje u dziadków, gdzie była pasieka. Naszymi cukierkami był plaster miodu, a babcia z sąsiadkami smarowała się miodem jak kremem. Dziadek nie pozwalał mi podchodzić do uli, ale często go podglądałam i pamiętam, że to było niezwykłe, wyglądało, jakby rozmawiał z pszczołami, a one wokół niego tańczyły. Ogromnie żałuję, że takie czasy odchodzą już w niepamięć i że roboty mogą zastąpić pszczoły w zapylaniu. Znana jest przepowiednia Alberta Einsteina, że jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną jeszcze tylko cztery lata życia. Nie ma w tym przesady, ponieważ te pożyteczne owady utrzymują życie na Ziemi dzięki zapylaniu. A dane statystyczne dotyczące wymierania pszczół są zatrważające.

 

Państwo temu nie wtórują. Własne receptury, sprawdzeni dostawcy…

Pierwsze receptury były mojego autorstwa. Teraz też tworzymy własne, często je konsultuję. Chcemy, żeby nasze produkty były sprawdzone. Chemiczne środki zastępujemy naturalnymi. Nasze produkty mają krótką datę ważności, bo okres aktywny niektórych składników jest ograniczony. Wyciągając z archiwum próbki i porównując je widzimy różnice w kolorze: w lecie i zimie miód zmienia kolor, tak samo propolis. Seria serii nierówna, każdy produkt różni się od siebie, to prawie rękodzieło.

 

W ofercie nie ma nadmiaru produktów. Stawiają Państwo na jakość, a nie ilość? Myślą Państwo o wejściu na większe rynki?

Przy kosmetykach naturalnych nie ma wyboru, trzeba stawiać na jakość – to jest nasza cecha charakterystyczna. Dopieszczamy każdy produkt, by klient był zadowolony i byśmy spełnili jego oczekiwania, które ma wobec nas. Oni nam ufają, a my nie chcemy ich zawieść. Bazujemy też na niewielkiej reklamie, ponieważ nie widzimy sensu w masowości. Wolimy działać na starych zasadach i korzystać z tego, że stali klienci polecają kolejnym osobom nasze produkty. Doceniamy także współpracę z firmami podobnymi do nas, czyli rodzinnymi. Są to wartości, którym hołdujemy. Nigdy nie weźmiemy miodu od niesprawdzonej pasieki albo od wielkiego producenta, gdzie nie znamy jego pochodzenia.

Zdjęcie serii miodowej

Takie podejście i taka firma to wielkie osiągnięcie. Gratulujemy Pani nominacji do tytułu Kobiety Sukcesu.

Zaskoczyło mnie to ogromnie.

 

Sukcesem jest chyba podejście, które sprawia, że klienci związani są z marką, a pracownicy z właścicielami? A także to, że prowadzi Pani nie tylko firmę Korana, ale także własne medyczne laboratorium diagnostyczne Lab-test?

 

Mam syna i córkę, Koranę traktuję jak przybrane dziecko. A że personel wtóruje mi i utożsamia się z firmą, to myślę, że niczego więcej nie potrzeba. Największym sukcesem dla mnie jest wytworzenie się pewnej więzi pomiędzy wszystkimi zaangażowanymi w działalność firmy. Nie ma u nas typowej hierarchii, jak potrzeba, to każdy wykonuje pracę fizyczną, bo wie, że będzie to miało pozytywne skutki dla nas wszystkich. Utrzymanie zdrowych relacji pomiędzy prowadzeniem biznesu a rodziną to praca, którą wykonuje się każdego dnia i której uczy się przez całe życie. Nic nie przychodzi samo, na wszystko trzeba zapracować. Największym sukcesem jest sukces wewnętrzny – człowiek musi być zadowolony z siebie.