Walczę z brzydotą

Projektant, grafik, artysta interdyscyplinarny. Tworzy na fali wewnętrznego buntu przeciwko – jak ich określa – pseudoprojektantom. Materiałów do jego prac dostarcza… Bałtyk. Przedmioty wyrzucane przez morze na brzeg stanowią budulec jego asamblaży. Bogdan Bartkowski, bo o nim mowa, opowiada o tym, czego szuka w lumpeksach i dlaczego Mazury to dobre miejsce dla artystów.

Rozmawia: Szymon Skalski

Pana prace to zaskakujące połączenia zużytych lub popsutych przedmiotów, często śmieci. Skąd koncepcja na ich powtórne wykorzystanie?

Od zawsze miałem pasję zbieracką i podróżniczą. Gromadziłem różne cuda i wytwory cywilizacji. Niezliczoną ilość razy byłem nad Bałtykiem i to zaowocowało zgromadzeniem pokaźnej kolekcji rozmaitych elementów: desek, lin okrętowych, fragmentów łodzi, szlachetnych materiałów. Po pewnym czasie powstał problem natury logistycznej, co z tymi skarbami zrobić? Jednymi z ulubionych moich twórców są Władysław Hasior i mój prof. Jerzy Krechowicz, u którego robiłem dyplom, i to oni są sprawcami powstania pierwszych asamblaży.

WARSTWA RITES_04 RITES_03 RITES_02 OWAL

Znajduje Pan na plaży starą deskę z pokładu kutra, z której schodzi farba. Czy już wtedy widzi Pan w niej sztukę?

Zdecydowanie tak. Selekcję prowadzę już na pierwszym etapie, czyli znalezienia. Coś mam, znalazłem, i już wiem, widzę, z czym to zgrać. Później w warsztatowym zaciszu, słuchając Garbarka, przycinam, czyszczę, impregnuję, łączę, sklejam i skręcam wybrane przedmioty w gotowe kompozycje.

Patrząc na Pana prace widać, że nie wszystkie powstały z elementów znalezionych nad morzem…

Mój główny dostawca to Bałtyk i polskie jeziora. Zdarza mi się odwiedzać też złomowiska i lumpeksy, w których trafiam na tkaninowe perełki. Z dalszych wędrówek przywożę fotografie napotkanych inspiracji, rzeczy, których nie mogę mieć fizycznie – taki notatnik. Z nich powstają płaskie, duże, komputerowo montowane kompozycje, obrazy, które drukuję cyfrowo na płótnie lub papierze.01b

Materiał do asamblaży jest teoretycznie nieograniczony. Czy jest coś wymarzonego, nieosiągalnego, z czego chciałby Pan stworzyć pracę, np. księżycowy pył?

Wymarzony materiał do pracy to natura. Sama w sobie jest jednym wielkim asamblażem.

Jak powstała Pana pierwsza praca? Czy patrząc z perspektywy czasu, stworzyłby ją Pan inaczej?

Raczej nie. Praca jest wykonana i koniec. Nie da się cofnąć tego procesu. Pierwsza kompozycja powstała na bazie rzeźbionej deski z XVIII w., z roślinnymi meandrami. To było to, co mnie złapało za gardło, to zadziałało wizualnie.

Tworzy Pan na Mazurach (Bartkowski mieszka w Iławie), w tej części Polski, która skupiała i skupia artystów idących pod prąd – wystarczy wspomnieć choćby Zbigniewa Nienackiego, którego książki do dziś wywołują emocje. Czy miejsce, w którym Pan żyje, miało wpływ na narodziny buntu?

Tak. Ta kraina jest wielce inspirująca i przy odrobinie chęci można tu świetnie funkcjonować twórczo. Przez wiele lat zajmowałem się projektowaniem graficznym, w dobrym tego słowa znaczeniu. To mnie kręciło i pchało do działania. Niestety, obecnie większości posiadaczy komputerków uważa się za grafików, mało tego – za projektantów. Ci ludzie robią pseudoprojekty bez składu i ładu, wpływając na wskroś negatywnie na kształtowanie naszych gustów, zalewając rynek tandetą i brzydotą. Po tej obserwacji postanowiłem nieco zdryfować i pójść inną ścieżką, choć nadal staram się przemycać dobre projektowanie i stać na straży dobrej projektowej roboty. Walczę z brzydotą.

W tym roku mija 10 lat, odkąd zaczął Pan tworzyć asamblaże. Jakie plany na przyszłość ma Bartek z Iławy? (Bartek to pseudonim B. Bartkowskiego)

Zapasy skarbów powoli się wyczerpują, a to powoduje, że zaczynam robić prace mniej przestrzenne, z mniejszą ilością detali, za to bardziej malarskie. To dobrze. Trzeba się zmieniać twórczo, bo inaczej popada się w rutynę. Bartek z Iławy brzmi jak Jurand ze Spychowa (śmiech), chyba za chwilę będzie malarzem.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *