Umówmy się w Pradze   

Pragę zapamiętamy jako miasto tysiąca wież, złotych nocy, piwa tańszego od herbaty, zabawnego języka i fantastycznej kuchni. Do Czech już raz zdobytych pewnie nie wrócimy, ale wszystkim innym gorąco polecamy.

 

Listopad to niezwykle trudny miesiąc, trudny z wielu powodów. W głowie szumią jeszcze wspomnienia minionego lata i jednocześnie kłębią się te o zbliżającej się zimie. Dni stają się coraz krótsze, ludzie coraz bardziej nerwowi i zabiegani. Ze wszystkim chcą zdążyć „na czas”, który w jesienne dni bezlitośnie szybko upływa. W listopadowej gonitwie wiele osób tłumaczy sobie ten stan jako przejściowy, mówi się „byle do świąt”… A po świętach? Po świętach ponownie wielu z nas daje się wpędzić w obezwładniający pęd. Od weekendu do weekendu, od świąt do świąt, od wakacji do wakacji, a kiedy już decydujemy się wyjechać na długo wyczekiwany urlop okazuje się, że mamy problem z tym, aby odpoczywać! W dobie smartfonów, tabletów i ultrabooków jesteśmy w pracy 24h bez przerwy. Stajemy się stróżami pełniącymi całodobową wartę przy urządzeniach, bez których nie do końca potrafimy wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie. To obłęd, na który ja znalazłam swój sposób. Zmęczona pogodą, dniami podobnymi jeden do drugiego, monotonią i brakiem słońca kupiłam bilety!

4

W trybie offline

W ostatni weekend stycznia pożegnaliśmy poznański dworzec i wyruszyliśmy w kierunku Złotego Miasta. Od samego początku naszej wyprawy towarzyszyło mi to znane wszystkim podróżującym uczucie, że o czymś zapomniałam. Po dwóch godzinach jazdy, chłonąc przewodniki i studiując kolejne mapy uświadomiłam sobie, że nie spakowałam ładowarki do telefonu. W pierwszym momencie owładnęło mną lekkie przerażenie, a po chwili zdałam sobie sprawę, jak bardzo przyda nam się trzydniowe przejście w tryb offline.

Po dotarciu na miejsce mimo wszystko nie omieszkaliśmy poprosić hotelowej obsługi o pomoc w dostarczeniu nam do pokoju odpowiedniej ładowarki. Niestety, ku naszemu zdziwieniu, nikt nie miał urządzenia mogącego ożywić nasze rozładowane smartfony.

Po rejestracji w hotelowej recepcji wnieśliśmy walizki do pokoju, a chwilę później szukaliśmy miejsca, w którym moglibyśmy skosztować czeskich specjałów. O 23 stanęliśmy przed drzwiami restauracji, którą właściciel miał właśnie zamykać. Byliśmy w totalnym szoku, kiedy sympatyczny pan podszedł w naszą stronę i zachęcił do wejścia mimo późnej pory. Nasze żołądki nie były tej nocy asertywne…

5

Piwo tańsze niż herbata
Kolejny dzień okazał się ogromnym wyzwaniem dla naszej kondycji. Na spotkanie z Pragą wyruszyliśmy zaraz po śniadaniu. Na samym początku naszej wyprawy plan był bardzo napięty, a mapy czekały w gotowości do użytku. Po kilku minutach od wyjściu z hotelu porzuciliśmy nasz misterny scenariusz wycieczki. Uświadomiliśmy sobie, że nie powinniśmy spędzać urlopu zgodnie z wypunktowanymi w notatniku wytycznymi, postanowiliśmy zaufać instynktowi!
Nasze stopy zaprowadziły nas na Witkową Górę, z której po raz pierwszy mieliśmy przyjemność podziwiać panoramę miasta oraz ogromny pomnik czeskiego bohatera narodowego – Jana Žižki. Dalej szliśmy przed siebie, beztrosko, jak para nastolatków, tylko raz pytając o drogę pewnej prażanki. Na zapytanie w języku angielskim nie otrzymaliśmy odpowiedzi, ale gdy starsza pani usłyszała „Stare Miasto”, spojrzała na nas z wyraźnym zrozumieniem i z serdecznym uśmiechem wskazała właściwy kierunek.
W miarę oddalania się od nietkniętej komercją dzielnicy Žižkov czeska stolica piękniała, im bliżej Rynku byliśmy, tym okolica stawała się okazalsza, bogatsza, lecz równie intrygująca.
Brukowane ulice z pewnością nie sprzyjają spacerom w szpilkach, ale fantastycznie komponują się z zabytkowymi autami wynajmowanymi przez turystów. Podążając ich śladem dotarliśmy do serca Pragi – Rynek Staromiejski zachwyca wielobarwnymi kamienicami, architektonicznym misz-maszem i precyzyjnie wykonanym zegarem Orloj, który jest jednym z najczęściej fotografowanych przez turystów obiektem.
Nasza wyprawa nabierała tempa. Idąc mostem Karola dotarliśmy do wyspy Kampa, czyli praskiej Wenecji, gdzie mogliśmy podziwiać wyłaniające się z wody kamieniczki oraz ścianę Johna Lennona – symbol młodzieńczych ideałów, walki z systemem, pokoju i wolności.
Kolejnym nieplanowanym punktem naszej wycieczki stało się wzgórze Petřín, na które dojechaliśmy kolejką linową. W Pradze jest mnóstwo miejsc, z których wszystko obserwować można z góry, ale wbrew pozorom to wcale się nie nudzi! Czeska stolica widziana z różnych perspektyw za każdym razem wygląda inaczej. A nocą… Pragę nocą opisać jest bardzo trudno, trzeba ją po prostu zobaczyć!

2

Randka w podziemiach
Drugi dzień był zdecydowanie mniej intensywny niż poprzedni. Słońce dawało nam wyraźne oznaki zbliżającej się wiosny. Spacerując po parku w centrum Pragi dotarliśmy do największego na świecie zamku, który na turystycznych drogowskazach nosi nazwę Pražský hrad.
Dalej błądząc bez planu, daliśmy się wplątać w gąszcz malowniczych uliczek, które doprowadziły nasze spragnione czeskiej słodyczy podniebienia do jednej z restauracyjek znajdujących się na uboczu. Z budynku wyłoniła się kobieta, która chwilę po „dobrý den” zaproponowała nam 10-procentowy rabat. Z nutą niepewności weszliśmy do środka, chwilę później siedzieliśmy już na wygodnych krzesłach, trzy piętra pod ziemią! Klimat był niewiarygodny. Początkowo zapach wilgotnych murów drażnił nos, jednak już po chwili nie wyobrażaliśmy sobie innego, który lepiej mógłby komponować się z wonią jaśminowej herbaty, miodownika i szarlotki. Kolejne restauracje napotykane na naszej drodze tego i poprzedniego dnia okazywały się złotymi strzałami. Byliśmy pełni uznania dla tego, jak gotują nasi południowi sąsiedzi. A piwo? Grzechem byłoby oszczędzanie na tym trunku, w miejscu, które jest z nim nieodłącznie kojarzone!
Po dwóch dniach wędrowania wieczór postanowiliśmy spędzić z czeskim piwem, w hotelowym łóżku, oglądając filmy. W naszym domu nie ma miejsca ani czasu na telewizję, dlatego też taki sposób spędzenia ostatniej nocy w Pradze uważam za w pełni uzasadniony. Zagryzając slané tyčinky, czyli nic innego jak słone paluszki, próbowaliśmy interpretować czeskie kino. Każdy może sobie wyobrazić jak ogromną radość mieliśmy, próbując rozszyfrować język czeski bez znajomości jego podstaw.

3

Czas na łzy
Nazajutrz czekało nas smutne rozstanie. Po dwóch słonecznych dniach Praga pokazała nam, jak pięknie może tęsknić. Całe miasto zalało się łzami. Dorośli kończyli pracę, dzieci opuszczały szkolne mury, a my przecieraliśmy autokarowe szyby i delektowaliśmy sie widokiem mokrych praskich ulic. Wizja kolejnych 6 h spędzonych w autokarze nie napawała nas entuzjazmem, ale widmo kolejnej podróży już tak!
Wyjazdy, nawet te najkrótsze, nawet te dwudniowe, te dalekie i te bliskie to najlepszy lek na jesienną chandrę, zimowe zwątpienie, wiosenne przesilenie, a latem… A latem nie trzeba szukać wymówek, należy urzeczywistniać podróżnicze marzenia. Celebrujmy wolne chwile, zwalniajmy tempo, kolekcjonujmy momenty, nauczmy się szanować swój czas, podróżujmy!

6

Aleksandra Sułkowska

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *