Szukając swojej drogi

Przez długie lata szukał pomysłu na siebie. Malował obrazy, pracował na budowie, pomagał w pracach polowych. I wciąż przechodzi kolejne inicjacje – teraz przy obecności kamer, jako frontmen telewizji TTV. Czy w życiu codziennym też szuka mocnych wrażeń? Z Przemkiem Kossakowskim rozmawia Andrzej Grabarczuk.

Jesteś szczęściarzem. Wydaje mi się, że wszystkie programy, jakie robiłeś dla TTV, są dla Ciebie narzędziami do realizowania chłopięcych marzeń. 

Trochę tak jest. Robienie „Inicjacji” przynosi mi podobną radość do tej, jakiej doświadczałem w okresie chłopięcym. Koszty, który ponoszę podczas pracy, są dla mnie do przyjęcia, bo świetnie się bawię, ale też dużo się uczę. Robię rzeczy, których nigdy nie byłbym w stanie zasmakować bez tego programu. Uwielbiam to, że doświadczam przez chwilę jakiejś niezwykłej sytuacji, a gdy kończą się zdjęcia, otrzepuję się i idę dalej. To przywilej.

Ostatnio, na przykład, odwiedziłeś kijowską rezydencję Mohammada Zahoora, najbogatszego obcokrajowca na Ukrainie i jego żony, piosenkarki Kamaliji. Czy łatwo wsiąkłeś w świat luksusu? Jaka ekstrawagancja pakistańskiego miliardera zrobiła na to Tobie największe wrażenie?

Jasne, byłem oszołomiony tym, co zobaczyłem, ale nie zatraciłem się w tym bez reszty. Państwo Zahoor obchodzą się z bogactwem na wschodni sposób. Dzięki pieniądzom udało im się chociażby spełnić taki oto kaprys. Wymarzyli sobie pałac leżący nad Dnieprem w ekskluzywnej dzielnicy Kijowa. Dzielnica nazywa się Koncza Zaspa. Zasada jest prosta – jeśli tam mieszkasz, należysz do elity. Nieopodal ma rezydencję prezydent Ukrainy, oligarchowie i milionerzy. Ponieważ państwu Zahoor nie udało się znaleźć działki nad wodą, wraz z sąsiadami zrzucili się na wykopanie odnogi Dniepru.

TTV_winda1368

Który odcinek „Inicjacji” dał ci najmocniej w kość?

Chyba ten o bezsenności. Kosztował mnie wiele zdrowia. Wytrzymałem ponad 50 godzin bez snu. Jeśli dotrwałbym do 70 godzin, w moim mózgu mogłoby zajść nieodwracalne zmiany. Najdziwniejsza sytuacja wydarzyła się po zdjęciach. Tuż po nagrywaniu odcinka, odpływałem. Było przed południem. Odwieziono mnie do hotelu. Mogłem spać, ile chcę, ale okazało się… że nie mogłem zasnąć. Znudziło mi się leżenie i zszedłem do baru na drinka. Pracownicy byli w szoku, widząc mnie na nogach. Szybko wypiłem drinka. Ogarnęła mnie potworna senność. Ostatkiem sił doszedłem do pokoju. Obudziłem się w ubraniu chyba po 12 godzinach.

Gdy ten numer będzie na sklepowych półkach, będziemy mieli w Polsce czas matur i rekrutacji na studia. Jaki miałeś pomysł na siebie, gdy sam kończyłeś szkołę średnią?

Nie wiedziałem za bardzo, czego tak naprawdę chcę. Ponieważ chodziłem do liceum plastycznego, postanowiłem zdawać na malarstwo na krakowskiej ASP. Podczas rekrutacji odpadłem na pierwszym etapie. Do dzisiaj jestem niezmiernie szczęśliwy, że tak się stało. Mam czasem wrażenie, że tak sprofilowane wydziały artystyczne wypuszczają w świat ludzi, którzy nie są przygotowani na konfrontację z rzeczywistością. Przez pięć lat studiów przekonuje się ich, że są artystami, że są w stanie stworzyć coś, co świat przyjmie z otwartymi rękami. A gdy wychodzą z tej uczelni okazuje się, że nikogo nie interesują. Znałem ludzi, którzy wpadali przez to w spiralę zgorzknienia. Ostatecznie, dostałem się na Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Częstochowie na kierunek wychowanie artystyczne. Tak więc z wykształcenia jestem panem od plastyki.

TTV_winda1301

A co po studiach? 

Wciąż nie miałem pomysłu na siebie, cały czas się miotałem. Lista prac, jakie wykonywałem jest bardzo długa. Malowałem obrazy, współprowadziłem sklep indyjski, wykładałem w studium policealnym, pracowałem u mechanika, w chlewni, wycinałem las, we Francji zbierałem winogrona i ziemniaki, w Holandii pracowałem na budowie…

Jestem pod wrażeniem Twojej wszechstronności! Czy wciąż malujesz? 

Od czasu do czasu chwytam za pędzel, ostatnio jednak bardzo rzadko. Przez pół roku stworzyłem tylko trzy obrazy. Maluję akrylem. Takie obrazy, w przeciwieństwie do olejnych, schną błyskawicznie. Żyję w biegu, dlatego ta technika jest dla mnie najlepsza. Niedawno miałem wystawę w białostockim Centrum im. Ludwika Zamenhofa. Składały się na nią portrety uzdrowicieli, których spotkałem przy okazji pracy nad programem „Szósty zmysł”. Półtora roku temu te prace prezentowałem w Warszawie. Moje wspomnienia z ostatniej wystawy są słodko-gorzkie.

spot-ttv-2015-9613

Dlaczego?

Z jednej strony otrzymałem pozytywny odzew, z drugiej uświadomiłem sobie, że bardzo oklapłem jako twórca. Praca przy projekcie telewizyjnym jest tak absorbująca, że nawet jeśli pomiędzy odcinkami mam trochę wolnego czasu, to nie mam siły i inwencji, by malować i pisać. Chodzi mi po głowie, by tworzyć formy literacki i robić do tego ilustracje, ale jeszcze nie mam konkretnej wizji.

Czy poza programem też szukasz mocnych wrażeń? 

Prawda jest taka, że to, co wyprawiam w telewizji jest zupełnie różne od tego, jak wygląda moje życie prywatne. Gdy nie kręcę odcinków, zamykam się w domu, maluję, piszę, czytam. Prowadzę bardzo spokojne życie. Niedawno próbowałem jakiejś praktyki duchowej. Starałem się medytować, ale szło mi to tak opornie, że odpuściłem sobie. Jestem racjonalistą i mam dystans do takich praktyk. Do pewnych rzeczy chyba nigdy nie dorosnę.

kossakowski. nieoczywiste

Opowiadałeś mi kiedyś, że nawet malowanie może być sportem ekstremalnym. 

Wiem do czego pijesz. W pierwszej klasie liceum byłem na plenerze w Lesku. Ponieważ nie lubiłem malowania krajobrazów, postanowiłem sobie urozmaicić pracę. Rozłożyłem swój warsztat na przęśle mostu nad Sanem. Nauczycielka, gdy mnie zobaczyła, prawie dostała zawału serca. Kazała moim kolegom mnie stamtąd ściągnąć (śmiech). Generalnie, moje młodzieńcze wyskoki nie wynikały z buntu. Działałem pod wpływem impulsu, chciałem się sprawdzić.

Kucharzysz?

Moja nieudolność, jeśli chodzi o przestrzeń gotowania, jest legendarna wśród moich bliskich. Szczyt moich możliwości to nierozgotowanie makaronu i przygotowanie jajecznicy.

Gdzie lubisz wypoczywać?

Kiedy mogę, uciekam z przestrzeni miejskiej. Bardzo lubię wracać do wsi Popielowo w Zachodniopomorskim, gdzie mieszkałem przez sześć lat. Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam na Podlasiu, skąd pochodzi moja dziewczyna. Jestem zagorzałym piechurem. Podczas spacerów oddaję się pewnej namiętności, którą mam, odkąd pamiętam – mówię na głos do samego siebie. Świetnie pasuje do mnie pewien aforyzm Oscara Wilde’a: „Często prowadzę ze sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię”.

Czyli chętnie filozofujesz, ale medytowanie już zabawa nie dla Ciebie.

Moje myślicielstwo trochę przeszkadzało mi podczas pracy w warsztacie samochodowym (śmiech). Nieraz po złożeniu silnika okazywało się, że na zewnątrz zostały jeszcze jakieś elementy. Dlatego szybko przydzielono mi mało odpowiedzialne zadania, jak mycie części czy dokręcanie śrubek.

Podobno po przeprowadzce ze wsi do Warszawy miałeś w zwyczaju spacerować po hipermarketach…

Fascynowały mnie te miejsca. Po sześciu latach życia na wsi, która liczy 150 mieszkańców, przeprowadzka do metropolii była dla mnie szokiem. Mogłem godzinami chodzić między półkami niczego nie kupując, jedynie oglądając kolorowe etykiety. Już mi to przeszło, oswoiłem się z życiem w dużym mieście.

Od kilku lat nieprzerwanie występujesz w telewizji. Teraz byłoby Cię stać na duże zakupy w hipermarkecie. Czy ostatnio spełniłeś jakiś swój kaprys?

Tak, kupiłem sobie lustrzankę. Zawsze marzyłem o takim aparacie. Nie wybrałem najlepszego modelu, tylko coś ze średniej półki. Nie jestem gadżeciarzem. Wprawdzie nie muszę już zaciskać pasa, ale wciąż mam pewną blokadę, by kupować drogie rzeczy. Powoli przyzwyczajam się do tego, że nie muszę sobie wszystkiego odmawiać.

Na koniec trudniejsze pytanie. Masz 44 lata. Marzysz o normalnym życiu, jakie wiodą Twoi rówieśnicy – z żoną i dziećmi u boku?

Myślę, że takie życie jest poza moim zasięgiem. Trochę kusi mnie taka ścieżka, ale chyba nie potrafiłbym na nią wejść. I decyzje, jakie podejmuję, i doświadczenia, jakie mi się przydarzają, cały czas mnie od tego oddalają. A jeśli ktoś pyta mnie o to, kiedy się ożenię, daję taką odpowiedź: „Mam już to za sobą. Małżeństwo jest przereklamowane”. Ale oczywiście byłbym głupcem mówiąc, że na pewno tego nie zrobię. Jeżeli życie czegoś mnie nauczyło, to chyba tego, że każdy kolejny dzień jest w stanie zmienić wszystko. Nawet mój stosunek do małżeństwa.

Tekst: Andrzej Grabarczuk

Zdjęcia: TVN / TTV

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *