Reżyserka kulinarnych doznań

O spotkaniach, jakie organizuje krążą legendy. Jedyna w Polsce kuratorka kulinarna, która reżyseruje uczty – spektakle kulinarne, projektuje wizyty studyjne dla gości z zagranicy i w najpiękniejszy możliwy sposób promuje polską kuchnię i rodzime produkty. Monika Kucia – Ambasadorka Polskiej Kuchni

Spotykamy się w Poznaniu w trakcie wizyty studyjnej zaprojektowanej przez Monikę dla dziennikarzy ze Stanów Zjednoczonych.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Radosław Pasterski, Wojciech Szabelski

Wierzymy w stereotyp, że za granicą Polska kuchnia kojarzy się z bigosem, pierogami i schabowym…

To fakt, ale myślenie o naszej kulturze gastronomicznej się zmienia. Turyści z zagranicy coraz chętniej poznają naszą kulturę właśnie poprzez kuchnię. Próbują dań, które totalnie ich szokują, jak móżdżek czy czernina. Dowiadują się, jak powstały wybrane potrawy. Pytają o pochodzenie składników. Widzą i czują wysoką jakość produktów, z których dania są przygotowane.

Czyli urzeka ich prawda?

Tak. Są pod wrażeniem, w jaki sposób rozwijamy się gastronomicznie. Że korzystamy z kulinarnej tradycji i tego, co mamy dostępnego w regionie, w którym mieszkamy. Fakt, że używamy roślin dziko rosnących, grzybów – to ich zachwyca. Sezonowość i bogactwo produktów są urzekające. Nasze jeszcze nie do końca uprzemysłowione rolnictwo również ich mocno zaskakuje. To jest właśnie ta prawda, która ich zachwyca. Szanują naszą historię, kulturę, kuchnię, dokonania.

Obserwujesz ich zachowania…

…i są one bardzo różne. Ludzie się wzruszają. Doceniają otwartość, z jaką ich przyjmujemy. Z jaką chcemy opowiadać im o kuchni polskiej, o naszych produktach. Uczą się naszej gastronomii. Poznają nowe smaki polskiej kuchni.

A Ty jak na to reagujesz?

Jestem dumna z tego, co mogę im zaprezentować.

Moniko, znasz Polskę pod względem kulinarnym jak mało kto. Jak wygląda proces tworzenia, planowania przez Ciebie wizyt studyjnych dla dziennikarzy czy też gości z zagranicy?

Zdaję się na intuicję, ale decyzje w większości podejmowane są sercem. Ważne dla mnie jest to, aby odwiedzający nasz kraj zobaczyli, co jest w Polsce kulinarnie interesującego. Aby poznali naszą kuchnię z różnych stron, od nowoczesności po bardzo tradycyjne jedzenie. Mam to szczęście, że przy każdej wizycie współpracuję ze wspaniałymi ludźmi. Darzę ich ogromnym zaufaniem i wierzę w to, co robią. Wiem, że nie będzie skuchy. Cały plan musi być jednak zrealizowany krok po kroku – ze skupieniem uwagi nawet na najdrobniejszych elementach.

To duża odpowiedzialność, bo tak naprawdę to w jaki sposób zaplanujesz daną wizytę dla swoich gości, będzie rzutować na to, jaką wizję polskiej kuchni i Polaków oni przyjmą…

Oczywiście, że tak. Dlatego projektując wyjazd, biorę pod uwagę miejsca zarówno niszowe, jak i te lepiej znane. Nie chcę pokazywać takiej sterylnej przestrzeni, idealnej wizji. Chcę pokazywać to jacy jesteśmy, jak kształtują się relacje Polaków, jak to oddziałuje na kuchnię, którą tworzymy. Bo kuchnia, nie zapominajmy, to relacje i emocje, które przekazujemy „na talerzu”.

Wspomniane prze Ciebie emocje i relacje między ludźmi widać chociażby podczas reżyserowanych przez Ciebie uczt.

Jest to inna forma przekazania wiedzy o kulinariach o wybranych produktach dla większej liczby osób. Uczty mają na celu edukowanie odbiorcy i poruszanie go emocjonalnie.

Świadomego odbiorcy?

Z tym bywa różnie. Na pewno ciekawego tego, co zostało przygotowane. Przekrój ludzi uczestniczących w ucztach jest różnorodny. Młodsi, starsi. Bogaci, biedni. Zdarza się, że w ucztach uczestniczą również bezdomni. Są to najczęściej wydarzenia bezpłatne.

Reżyserowane przez Ciebie uczty to wydarzenia przepełnione symboliką.

Symbolika to część naszego dziedzictwa kulturowego. Chcę pokazać ludziom różnorodność. Otworzyć ich na inność. Uświadomić, że nie warto dzielić świata na to, co dobre, a co złe, tylko badać go, przeżywać.

Uczta „Cud miód” w Toruniu taka właśnie była?

Dla mnie osobiście to było wyjątkowe przeżycie. Biały śpiew, ziemia, naturalne kroplówki z ziół, zapachy. Bardzo to wszystkich wciągnęło. Ludzie potrzebują poczucia wspólnoty, bycia razem. Nie tego, aby być wyłącznie widzem i biernie przyglądać się temu co się dzieje. Chcą również to przeżyć. Uczestniczyć w spektaklu, który akurat tym razem ja reżyseruję.

Nie boją się takich doznań?

Na pewno na początku mają obawy przed tym, aby coś zrobić. W Toruniu podczas wspomnianej przez Ciebie uczty „Cud miód” mieliśmy ułożoną na ziemi mandalę z płatków róż, po której trzeba było przejść, żeby wejść do kolejnej sali. Ludzie bali się jej dotknąć, naruszyć. Krępowali się. Ale moja córka wskoczyła na nią i zaczęła rzucać w górę płatki i brokat. Ludzie to podchwycili i już się nie bali. Zostały przełamane bariery. Wyzwoliliśmy w nich emocje, które były ukryte.

Twoje uczty to wydarzenia masowe na 100, 200 a nawet 300 osób, jak uczta organizowana w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.

To była uczta o tym, co łączy kuchnie polską i żydowską. I wiesz, co jest w tym najlepsze? Nie zapanujesz nad wszystkim. Reakcje ludzi są różne. Nie możesz przewidzieć tego, jak się zachowają. Zawsze na samym początku każdego wydarzenia witam się osobiście z gośćmi. Patrzę im w oczy. Chcę nawiązać nić porozumienia. Buduje się w ten sposób inna relacja. Ja Ciebie widzę, Ty mnie widzisz. Ten moment jest ważny. Jedzenie jest wtedy dodatkiem. Pożywia nas, czyli daje życie.

Moniko, obserwując Twoje dokonania, zacząłem zagłębiać się bardziej w to, co może Ciebie inspirować do realizowania takich projektów. Szczerze, nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi. Co więc jest dla Ciebie najlepszą inspiracją?

Podłączam się do kosmosu i inspiracje napływają same (śmiech). Ale rzeczywiście coś w tym jest. Pomysły same przychodzą mi do głowy. Często inspirują mnie ludzie, z którymi tworzę uczty, czas w jakim mają się odbyć, ludowe święta, cykl przyrody. Inspiracją są również panujące w kulinariach trendy. Chociażby gotowanie z resztek. Na Nowe Epifanie 2018, w czasie Wielkiego Postu planujemy ucztę „Bieda Król” z resztek produktów, które będziemy serwować na skorupach i odpadach porcelany. Fascynuje mnie post, choć teraz nikt nie mówi o poście, ale mówi się non stop o weganizmie.

Powracasz często pamięcią do przeszłości?

Tak.

Do jakich momentów?

Często wspominam Hanię Szymanderską, która była mi bardzo bliska. Wiele się od niej nauczyłam. Piotra Bikonta, który odszedł tak nagle w tym roku. To osoby, o których trzeba pamiętać, zachować to, co nam przekazywały i podać dalej.

Święta Bożego Narodzenia?

To jeden z tym momentów, kiedy medytacyjnie lepię pierogi. Najważniejsze jest to, jaka energia temu towarzyszy. Przygotowywanie ciasta do pierników i ich lepienie, malowanie. Rytuały i tradycja. Zachowanie siebie.

Kulinarne uczty, organizowanie wyjazdów studyjnych, promowanie kuchni polskiej za granicą. Czego jeszcze możemy się po Tobie spodziewać?

W listopadzie jadę do Nowego Jorku z prezentacją o ucztach. Będę pokazywać to, co robiłam do tej pory. W planach jest również przygotowanie takich wydarzeń w Stanach Zjednoczonych oraz przygotowywanie kolejnych uczt i wydarzeń. Jestem w trakcie pisania książki.

W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać kciuki i życzyć Ci powodzenia.

Bardzo dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *