Prawdziwe życie na wsi

Jeśli należysz do tych, którzy marzą o porzuceniu pracy na etacie i mieszkania w bloku oraz opowiadają w koło, że kiedyś na pewno przeniosą się na wieś, by zacząć tam prawdziwe życie – nie czekaj dłużej. Zrób to teraz. Zobacz rzeczywistość, zanim wybieli ją śnieg

 

Najlepsza pora na poszukiwanie nowego, wymarzonego miejsca do życia, właśnie nadeszła. Pora przestać mówić, zacząć działać. Wrzucić do samochodu – albo plecaka, dlaczego nie? – latarkę, kalosze, ciepłe ubranie i wyruszyć w teren. Teraz, kiedy krajobraz ma kolor XIX wiecznej ryciny w sepii, a ołowiane niebo wisi wprost nad horyzontem. Gdy po zapadnięciu zmroku – co ma miejsce wczesnym popołudniem, w najlepszym wypadku koło czwartej – nie spotkasz na drodze żywej duszy, ciszę przerywa tylko szczekanie psów, a światła w oknach domów gasną zaraz po ósmej.

 

Mit 1: MARZENIE O ŻYCIU NA WSI?

Przyda ci się latarka, bo zaraz za małym kręgiem rzucanym przez światło żarówki nad drzwiami (zamkniętego) sklepu, zaczyna się ciemność – prawdziwa czarna ciemność, jakiej nigdy nie zobaczysz już w mieście. Podobnie jak odgłosy, które słychać z pobliskich zarośli – nie możesz sobie przypomnieć żadnego zwierzęcia, które tak by nawoływało, nawet z zoo… Jest też dobra wiadomość: świetnie widać gwiazdy, bardzo pięknie błyszczą w chłodzie nocy. Bo jest chłodno, średnio temperatura jest niższa o 2-4 stopnie Celsjusza, niż w mieście. Dlatego warto było zabrać cieplejsze ubranie. I kalosze. To podstawowe obuwie: nawet jeśli akurat nie pada, nie ma już rosy na trawie i zdążyło wyschnąć błoto, buty ze skóry w wiejskich warunkach szybko się brudzą i niszczą. Jeśli traktujesz swą przeprowadzkę serio, możesz przed wyjazdem z miasta odwiedzić market z materiałami budowlanymi albo poszukać po drodze prawdziwego GS-u i zakupić sobie gumofilce. Załóżmy, że stoisz ciepło ubrany w swoich gumofilcach, niedaleko opuszczonego siedliska albo kawałka pola, które masz zamiar niedługo kupić, ogarniasz wzrokiem jakieś suche badyle, wciągasz w płuca zapach mokrej ziemi oraz dym z papierosa (większość ludzi na wsi nie prowadzi zbyt zdrowego trybu życia i dużo pali – zwłaszcza mężczyźni) i czujesz tęsknotę. Za przeprowadzką na stałe? Nie, za wakacjami. Większość marzeń o wiejskim życiu związana jest z obrazkami typu: wyjście z domu wprost do ogrodu, zapach skoszonego siana, świeże jajka, sery, warzywa, owoce, wieczorne ognisko, chłodne piwo po upalnym dniu, spokój i cisza, czyste powietrze, intensywne zapachy, zwierzęta chodzące samopas i żadnych szefów, zebrań, ponaglających telefonów. To nie życie na wsi, a wczasy pod gruszą. Czy znasz kogoś, kto jeździ na wczasy pod gruszą w listopadzie? Zanim zaczniesz opowiadać wokół, że już niedługo wyprowadzisz się na wieś, odpowiedz sobie na pytanie, co tam masz zamiar robić przez 365 dni w roku. Być może wcale nie marzysz o przeprowadzce, tylko o dłuższym urlopie.

2

Mit 2: ROMANTYCZNY ARTYSTA

Miastowi, którzy uczynią już pierwszy zdecydowany krok i kupią ziemię, mają zwykle dwa pomysły. Pierwszy: wydzierżawić ją jak najszybciej miejscowym. Na razie, dopóki czegoś się nie wymyśli. Ten drugi pomysł jest już bardziej ryzykowny. Agroturystyka. Mały uroczy pensjonat z własnoręcznie pieczonym chlebem, kurkami chodzącymi po podwórku, domową kuchnią, kolorowymi pokojami urządzonymi w rustykalnym stylu. Albo wyspecjalizowana działalność – siedlisko organizujące warsztaty jogi z kuchnią wegetariańską. Pracownia garncarska (wikliniarska, tkacka, malowania na szkle, gry na bębnach). Stajnia z pensjonatem. Koniecznie romantyczna nazwa – „Malinowe wzgórze”, „Tęczowa Zagroda”, „Ranczo Mariposa”. Snucie tych planów spotyka się zwykle z aplauzem otoczenia. – Och, to wspaniały pomysł! Bardzo wam zazdrościmy – mówią znajomi z biura i sąsiedzi z miasta. – Będziemy wpadać do was na weekendy! Jeśli słyszysz takie rozmowy , to wiedz, że …nie pojawią się ani razu. No, może raz. Dlaczego? Coś im wypadnie. Będzie padał deszcz. Okaże się, że dziecko ma uczulenie na końską sierść. Kupią okazyjnie wycieczkę do Barcelony. Jednym słowem – jeśli ktoś chce żyć na wsi „w trybie miejskim” i prowadzić działalność usługową, musi myśleć o promocji, dopływie stałej klienteli, współpracy z innymi firmami. W tym wypadku lokalizacja przedsięwzięcia na wsi to tylko drobny fragment biznesplanu. A jeśli to ziemia ma być głównym źródłem dochodu, trzeba traktować ją jak warsztat pracy.

3

Mit 3. ŻYWNOŚĆ TO PEWNY INTERES, BO WSZYSCY MUSZĄ JEŚĆ

Ale produkcja żywności nie jest łatwa, zwłaszcza w Europie. Tu rolnicy są wyspecjalizowani i zmechanizowani, klienci zatuczeni i rozgrymaszeni, towary drogie w produkcji i tanie w supermarkecie. Uprawy są narażone na susze, przymrozki, szkodniki, choroby. Dobre produkty często cierpią na skutek niewłaściwego transportu i nabywca odmawia ich przyjęcia. Oprócz unijnych dotacji – których celowość jest dość starannie sprawdzana przez urzędników – są również unijne normy, które muszą być przestrzegane już na starcie, przy zakładaniu hodowli lub upraw. A to oznacza inwestycje, kredyty i prowadzenie normalnego przedsiębiorstwa, które wymaga fachowej wiedzy i musi być opłacalne. Romantyczna wizja zamiany mieszkania w bloku na stare siedlisko z kawałkiem pola i sadu, założenie tam gospodarstwa jak z książeczek dla dzieci – kurki, świnka, powidła z własnych śliwek – nie gwarantuje przeżycia pierwszej zimy. Prowadzenie nowoczesnych ekologicznych upraw, hodowli i produkcji – serów, wędlin, przetworów, miodów – bardzo często myli się w Polsce z naturalnym rolnictwem „jak przed wojną”; ekstensywnym, niskonakładowym i możliwym w dzisiejszych czasach jedynie jako hobby. Czyli zajęcie dla kogoś, kto ma inne źródło utrzymania. Produkcja żywności nie jest dziś ani „złotym interesem”, ani łatwym chlebem, miłą odmianą po stresach pracy w korporacji. Może być natomiast sposobem na życie i źródłem satysfakcjonujących dochodów, jeśli traktuje się ją jako inwestycję na lata, szuka innowacyjnych rozwiązań i bardzo ciężko pracuje, niczym elektrykRównież fizycznie.

 

Mit 4. PRACA NA ŚWIEŻYM POWIETRZU JEST ZDROWA I PRZYJEMNA

Tylko jeśli traktujemy ją jako rozrywkę, którą możemy wykonywać w wolnym czasie i w każdej chwili przerwać, odłożyć na później. Jak grabienie liści na działce. W gospodarstwie zawsze pracy jest więcej, niż rąk do jej wykonania. To bardzo nieprzyjemna niespodzianka, którą prędzej czy później odkrywa każdy miastowy – mimo potrząsania portfelem, trudno na wsi o pracownika i pomoc, trzeba zakasać rękawy i samemu wziąć się do roboty. Niezależnie od posiadanego wykształcenia, pełnionej roli, nawet właściciel siedzący na spotkaniach i przy komputerze, musi też pracować fizycznie. Dotyczy to zarówno mężczyzn, jak kobiet – pracują znacznie ciężej, niż w mieście, szybciej się starzeją. Mieszkańcy wsi dwukrotnie częściej (GUS 2011) uskarżają się na bóle rąk i nóg oraz choroby reumatyczne.

 

Mit 5. NA WSI SĄ GŁĘBSZE RELACJE MIĘDZYLUDZKIE ORAZ TRWALSZE ZWIĄZKI

Związki są trwalsze, o ile przetrwają tę przeprowadzkę. Dość często okazuje się, że marzenie o ucieczce na wieś nie było wspólne – jedna z osób w związku chciała tego bardziej i pociągnęła za sobą drugą. Testem jest zwykle pierwsza zima: szybko wychodzą na jaw wszystkie budowlane niedoróbki; padają instalacje, ucieka ciepło z desperacko ogrzewanych pomieszczeń. Nie ma dopływu gotówki, do pracy trzeba się ubierać jak na szturm Mount Everest, wstawać po ciemku, przekopywać sobie drogę przez zaspy – żyje się znacznie trudniej, nudniej i biedniej niż w mieście. I samotniej. Większość „nowych”, która przeniosła się z miasta na wieś w zupełnie obcy rejon, pozostaje wyizolowana ze społeczności, nawet jeśli mieszka tam już kilkanaście lat. Podstawowe relacje wiejskie nadal oparte są na więzach rodzinnych – siatkę znajomych tworzą bliżsi i dalsi krewni oraz ludzie, których zna się od dzieciństwa. Tradycyjne poglądy – w tym również bardzo zachowawcze postrzeganie roli mężczyzny i kobiety – oznaczają w praktyce sztywność w bezpośrednich kontaktach i plotki za plecami. Większa jest presja społeczna, by założyć i zalegalizować związek – ale wcale nie jest łatwiej to osiągnąć. Młodzi mężczyźni do 34 lat (dane GUS, 2011) aż dwukrotnie częściej niż w mieście padają śmiertelnymi ofiarami wypadków i zatruć. Dwukrotnie częściej też popełniają samobójstwa. Za tą ponurą statystykę odpowiada i alkohol, i bardziej niebezpieczne warunki pracy, i brak natychmiastowej pomocy lekarskiej, dłuższa droga i czas dotarcia do szpitala. To prawda, że wieś polska jest zagłębiem kawalerów – na 100 wolnych mężczyzn przypada tu zaledwie 66 kobiet, pod- czas gdy w Warszawie na 100 mężczyzn przypada ich 118. To głównie młode dziewczęta migrują ze wsi do miast, w poszukiwaniu wykształcenia, lżejszej pracy i lepszego życia. Bo nigdzie tak wyraźnie nie widać jak na polskiej wsi, jak drastycznie rozmijają się oczekiwania mężczyzn i kobiet.

4

Mit 6. MIASTO I WIEŚ ZMIENIA SIĘ, WSZYSCY SIĘ PRZEMIESZCZAJĄ, ZATARŁY SIĘ RÓŻNICE

Od 2010 media zaczęły donosić o odwróceniu trendu – po raz pierwszy od 1945 roku według statystyk więcej osób przenosi się z miast na wieś. Tyle, że przenoszą się tylko w sensie terytorialnym – do zamkniętych osiedli, wybudowanych w szczerym polu pod Gdańskiem, Poznaniem, Wrocławiem. Życie pędzą nie na wsi, a w samochodzie: dojeżdżając do pracy, dowożąc dzieci do szkoły, jeżdżąc na zakupy, na basen, do kina. O ile miasto dość łatwo – przynajmniej w sferze zewnętrznej – wchłania przyjezdnych, którzy szybko nawiązują znajomości w pracy i po pracy, o tyle wieś nadal jest zamkniętą społecznością. Nowi i starzy mieszkańcy mogą spotykać się w miejscowym sklepie, ale nie podejmują wspólnych inicjatyw, nie działają razem i nie bawią się wspólnie. Obie społeczności – lokalesi i miastowi – żyją obok siebie, każda swoim życiem. W świeżo wydanej powieści Kristin Kimball „Brudna robota”, której bohaterowie to para młodych Amerykanów – bez większych pieniędzy, ale z pomysłem na prowadzenie ekologicznej farmy – opisanych jest kilka sposobów, jak nowincjusze mogą przetrwać na wsi. Przede wszystkim zabiegając o pomoc i wsparcie innych. Kristin i Mark zebrali pierwsze zamówienia na dostawy ekologicznej żywności od okolicznych mieszkańców, sprzedali im niejako przyszłe zbiory, zyskując w ten sposób gotówkę na inwestycje. Ludzie z miasta płacą z góry, kontraktują sobie świeżą żywność w gospodarstwie, które znają. Czy ten sposób wzajemnej pomocy byłby niemożliwy w Polsce? Nie wiadomo, bo chyba nikt tego nie próbował. Nie słychać już nawet o praktykowanych kiedyś metodach sprzedawania za niższą cenę owoców prosto z pola – nabywca sam je zrywał, rolnik nie martwił się o siłę roboczą. Wbrew pozorom, nie kończyło się to dewastacją sadu czy plantacji i było opłacalne dla obu stron. Wygląda na to, że nowoczesne relacje „miasto-wieś”, zwłaszcza teraz, w dobie innego podejścia do produkcji lokalnej żywności, trzeba ułożyć na nowo. I można to robić niezależnie od miejsca zamieszkania.

Tekst: Elwira Gubińska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *