Pozwalam działać naturze

 

Natknąłem się na nią przez przypadek na jednym z portali społecznościowych. Zobaczyłem co tworzy i już wiedziałem, że nie są to rzeczy przypadkowe. Podczas krótkiej rozmowy telefonicznej umówiliśmy się na spotkanie w jej pracowni na malowniczej Saskiej Kępie. Justyny Stoszek nie da się opisać w kilku słowach. Ta wyjątkowa kobieta potrafi zaczarować nie tylko swoim wdziękiem i energią, ale również lasami, które tworzy i przekazuje dobrym ludziom.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Archiwum Forest Forever

Spotykamy się w zimny, jesienny, deszczowy dzień na kilka dni przed przeprowadzką Justyny do nowej pracowni. Miejsce, w którym od kilku lat tworzy leśne kapsuły przepełnione jest kwiatami. Siadamy i popijając gorącą herbatę rozmawiamy.

Przyznam, że nie spodziewałem się, że kapsuły są aż takich rozmiarów…

Fakt, na zdjęciach nie widać skali (śmiech). Ale dzięki temu, że mają one taką wielkość mogę tworzyć w nich różnorodne lasy. Chociaż wyznam, że marzą mi się małe formy, takie wielkości kałamarza.

Jak wygląda proces tworzenia lasów zamkniętych w kapsułach?

Proces tworzenia jednej żywej rzeźby trwa około 5 miesięcy. Szkło wytwarzane jest w hucie, metodą tradycyjną. Według mojego pomysłu i projektu z dużą dozą improwizacji. Co do roślin pozostawiam to naturze. Stawiając puste kapsuły w lesie zdaję się na siłę przyrody. Pierwszy krok robi natura. Rośliny się wsiewają. Czekam na to, co się wydarzy i robię kolejny krok. Przyznam się, że tego typu doświadczenie jest niespotykane. Nie wiesz do końca, co zagości w kapsule. Natura to artystka – nigdy nie wiemy, czym nas zaskoczy. Wewnątrz kapsuły tworzy się krajobraz podobny do tego na zewnątrz. A potem ja robię swoje magiczne zabiegi.

Skąd u Ciebie pasja do tworzenia wiecznych lasów?

Z przyjaźni. Chciałam przygotować mojemu przyjacielowi unikatowy prezent. On, osoba bardzo wrażliwa, twórcza, taki mój cichy mecenas, zawsze kibicował moim artystycznym zapędom i projektom, które realizowałam. Postanowiłam posadzić w małej menzurce laboratoryjnej kwiatek poziomki otulony mchem. Butelkę przykryłam kamykiem. Po jakimś czasie dzwoni do mnie mój przyjaciel i okazało się, że w menzurce w jest owoc poziomki. Pomimo zamknięcia naczynka, roślina wciąż się rozwijała. Znany oczywiście jest nam proces fotosyntezy, ale musiałam zbadać, przypomnieć sobie na czym dokładnie polega. Rośliny mają niesamowite możliwości adaptacyjne i pokazują, że świat natury jest samowystarczalny. Tlen jest ubocznym czynnikiem fotosyntezy. Rośliny go nie potrzebują, ale my ludzie owszem. Świat by istniał bez nas, ale my bez niego nie. Patrząc jeszcze szerzej – funkcjonując na ziemi, też jesteśmy zamknięci w kapsule. Rośliny nie wyrastają poza atmosferę. Funkcjonujemy w obiegu zamkniętym. Planeta jest taką kapsułą, szkło jest biosferą, która trzyma tę całość. Moje kapsuły są metaforą planety.

SONY DSC

A czy lasy często umierają?

Często osoby, które otrzymują moje lasy, dzwonią do mnie, że umarły. I tak bywa. Wszystko co żywe kiedyś umiera. Pomagam w takich sytuacjach. Zdarza się jednak że po jakimś czasie las się odradza bez specjalnych zabiegów pielęgnacyjnych . To, co w świecie, w dużym lesie jest dobre, w tak małej skali może być niebezpieczne. Mam las, który żyje już 11 lat. Po porostach na skarpach widać ich wiek. Choroby, na które zapadają rośliny, trzeba leczyć odpowiednimi – naturalnymi oczywiście – roztworami. Jak dobrze wiesz, las składa się z kilku poziomów. Reguluje to zjawisko dostęp światła. Jeśli las otrzyma dużo światła wyrośnie bardziej, jeśli będzie go mniej, będzie się miniaturyzować. Moje lasy to żywe organizmy, reagujące na światło, panującą temperaturę, pory roku. Drzewa w kapsułach jesienią gubią liście a wiosną odrastają nowe– tak jak to ma miejsce w przyrodzie. Natura dostosowuje się do panujących warunków. Żywe jest nieprzewidywalne.

Miałaś takie sytuacje, że las umarł i nie dało się go uratować?

Oczywiście, że tak. Wiesz, my sami nie wiemy często co nas czeka. To jest naturalny proces. Zachęcam często do tego, aby ludzie kontemplowali to co dzieje się w moich lasach. Kapsuły często  służą ich nowym opiekunom jako obiekty medytacyjne. Rośliny możemy podświetlić, a to z kolei pozwala nam utrzymać klimat domowego ogniska.

Justyna zapala ledową lampkę i umieszcza ją na górze kapsuły. Światło delikatnie podświetla liście roślin zamieszczonych wewnątrz szkła.

Wygląda zjawiskowo.

Właśnie o to chodzi. Żebyśmy mogli kontemplować naturę.

Szkło, w którym zamieszczone są dzikie lasy, jest wyjątkowe.

Szkło posiada bąbelki powietrza, jego kształt jest nierówny. Moim marzeniem było stworzenie form organicznych, bliskich naturze przypominających kroplę wody, bąbel powietrza. Chciałam odejść od skojarzeń kuchennych typu butla i słoik. Podczas tworzenia szklanych kapsuł powstały smocze jaja [przyp. red.: zamknięte szklane kapsuły]. Wykorzystuję je – obwijam siecią, podświetlam w wodzie. Wygląda naprawdę kosmicznie. Są niepowtarzalne tak samo jak natura. Ich struktury są inne tak jak każda istniejąca w naturze.

Na rynku funkcjonują firmy, które tworzą ogrody zamknięte w szkle. Co odróżnia Twoje kapsuły od tych dostępnych w obiegu ogólnym?

Nie spodziewałam się że rozpętam taką modę. Ogródki w szkle obecne na rynku różnią się od moich kapsuł. Często rośliny w nich zamieszczone to rośliny tropikalne. Nie sądzę by mogły długo przetrwać. Nie wsadzam na szybko roślin w szkło. Nad jedną kompozycją pracuję kilka miesięcy. Ten proces zaczyna się w prawdziwym lesie. Dzięki specjalnym zabiegom taki forest może być forever.

Twoje ogrody trafiają w ręce świadomych odbiorców.

To fakt. Rzeczywiście moje kapsuły nie są dostępne od ręki. Nie zgadzam się na masową produkcję. Każdy ogród jest niepowtarzalny i indywidualny. Jeżeli ktoś pyta, czy mam dwieście słoików na sprzedaż, to odpowiadam, że owszem, ale słoiki z ogórkami u mojej babci. Nie chcę produkować masowo lasów. Chcę działać zgodnie z własnym poczuciem wartości tego co robię. Oczywiście, jeśli trafia się projekt komercyjny zgodny z moimi wartościami, zgadzam się i tworzę. Przykładem może być tworzenie nagród dla członków Polskiej Akademii Nauk. Nagród było dziesięć – każda inna.

SONY DSC

SONY DSC

Jakie emocje towarzyszą ludziom podczas otrzymywania od Ciebie lasów?

Ogromne. Wzruszenie i odpowiedzialność za to, co się z nim zadzieje. Nie widzą oni procesu tworzenia kapsuł. Widzą efekt finalny. Często płaczą.

Pamiętam naszą pierwszą rozmowę telefoniczną. Powiedziałaś mi, że na jakiś czas znikasz.

Tak. Artyści tak mają (śmiech). To zjawisko ma swoją nazwę: szczeliną czasu. Czasami muszę odpocząć. Nabrać dystansu do tego wszystkiego, co się dzieje. Taki odpoczynek daje mi możliwość realnego spojrzenia na to, co się dzieje dookoła mnie. Ale nie będę ukrywać, że często dosyć brutalnie przypomina mi o powrocie otaczający świat np. obserwatorzy na Facebooku.

Justyno, wspomniałaś, że ogromną inspiracją dla Ciebie jest las. Czy jest jeszcze coś, co Cię mocno inspiruje?

Fakt. Las to podstawa. Jednak często też wracam wspomnieniami do czasów dzieciństwa. Wieś, strych, stare butelki. Natura otaczająca dom, pyszne jedzenie robione przez moją babcię. Wzruszam się zawsze jak przypomnę sobie te czasy.

A ludzie?

Również. Ale głównie ich historie, często terapeutyczne.

Nasuwa mi się pytanie, ile stworzyłaś leśnych kapsuł (śmiech).

Za żadne skarby nie wiem (śmiech). Ale wydaje mi się, że setka może być. Nie liczę.

Czego możemy się spodziewać po Tobie w najbliższej przyszłości?

Przygotowuję wystawę o kobietach artystkach, które mnie od lat inspirują. Zaproponowano mi wydanie książki o moim leśnym projekcie. Będzie wystawa prac w Poznaniu. W planach mam tworzenie mikrokapsuł. Ale również chcę kapsuły tworzyć w połączeniu z kamieniem.

Czyli koniec roku zapowiada się intensywnie?

Tak jest.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *