Nietuzinkowy artysta

Jeden z bardziej charakterystycznych artystów młodego pokolenia w Polsce. Malarz, rzeźbiarz. Swoimi pracami potrafi zaskoczyć odbiorcę, wprawić go w dobry nastrój. Łukasz Stokowski – człowiek, który nie boi się barw i eksperymentowania w sztuce.

Spotykamy się w jego galerii na warszawskim Wilanowie. Betonowe, surowe ściany pozwalają wydobyć z prac Łukasza jeszcze więcej energii. Jaki jest? Skąd czerpie pomysły na kolejne prace? I czy łatwo jest pomalować lodówkę tak, aby stała się dziełem sztuki?

Rozmawia: Piotr Chabzda

Przed naszym spotkaniem zrobiłem mały reaserch na Twój temat. I co się okazało? Że Łukasz Stokowski to nie tylko malarz, rzeźbiarz, ale i były…. fryzjer. Skąd wzięła się w Tobie pasja do tworzenia?

Artystą jestem od zawsze, a fryzjerem tylko bywałem. Ciężko utrzymać się na początku z samego malarstwa. Znalazłem stałą pracę, przez kilka lat prowadziłem salon, zarabiałem, stać mnie było na płótna, farby i narzędzia. Konsekwentnie dążyłem do celu. Finalnie otworzyłem autorską galerię (Stokowski Gallery), dziś jestem tu, gdzie jestem.

Twoje prace przepełnione są żywymi barwami. Widać, że nie lubisz monotonii…

Nie potrafię inaczej, taki mam charakter, naturę, tak odczuwam. Nie jestem monotonny na co dzień, moje prace dają tego świadectwo.

Jak określiłbyś dzieła, które tworzysz? Jaki styl jest Ci najbliższy?

Najlepiej odnajduję się w abstrakcji niefiguratywnej. Styl ten pozostawia duże pole do interpretacji. Dobry obraz według mnie to ten, w którym każdy widzi co innego.

Oprócz malarstwa zajmujesz się również rzeźbą. Twoje prace są naprawdę wyjątkowe. Co najczęściej Cię inspiruje podczas kreowania i ostatecznie tworzenia danej rzeczy?

Wiele rzeczy: plastyka materiału, budowanie struktur, tworzenie czegoś wymiarowego i o własnej przestrzeni. Inspiruje mnie też stal, kojarzy mi się z nieśmiertelnością i kreacją.

SHADOW II to spektakularny metalowy obiekt, który pojawił się na pokazie Dawida Wolińskiego. Jak wyglądały prace przy 4-metrowym kolosie?

Krew, pot i łzy (śmiech). To były dziesiątki, jeśli nie setki godzin pracy mojej i asystentów. Wszędzie iskry, palniki, blachowkręty. Pomijając aspekt artystyczny, to była bardzo ciężka, fizyczna praca.

Jako jedyny artysta w Polsce dołączyłeś do światowej grupy projektantów, malarzy, rzeźbiarzy, którzy swoimi umiejętnościami mogli pochwalić się na… lodówkach. Czy malowanie na produkcie jakim jest sprzęt AGD jest trudniejsze, czy prostsze?

Samo pomalowanie lodówki jest banalnie proste. Ja zadałem sobie więcej trudu i oprawiłem każdą w płótno, dzięki czemu namalowałem kilka obrazów i zakryłem nimi pierwotny obiekt. Całość składa się więc z niepowtarzalnych elementów, ale jest jednocześnie spójna.

Jak rozpoczęła się Twoja współpraca z marką SMEG?

Sam o nią zabiegałem o nią, bo SMEG to ikona designu. Przygotowałem projekt graficzny, zaproponowałem spotkanie, a potem wszystko się potoczyło bardzo szybko. Ludzie ze SMEG-a zaufali mojej wizji, dzięki czemu stworzyliśmy coś unikatowego i o globalnym zasięgu.

Twoim zdaniem, czy my Polacy jesteśmy gotowi na taką ekstrawagancję?

Osobiście uważam, że w moich pracach nie ma nic ekstrawaganckiego. Staram się po prostu nie ograniczać, ani nie schlebiać gustom, tym bardziej całego narodu.

Kto według Ciebie jest odbiorcą Twoich prac?

Nigdy go nie definiowałem, nie mam planów sprzedaży (śmiech). Chcę tylko wyrażać siebie, a jeśli swoimi pracami sprawiam przyjemność, czy zaspokajam estetyczne pragnienia, to jestem szczęśliwy.

Wspomniałeś kiedyś podczas rozmowy, że chciałbyś, aby Twoje pracy znalazły się w przestrzeni publicznej. Aby ludzie mogli łatwiej i częściej obcować ze sztuką. Zaczątkiem takich działań była współpraca z marką samochodową INFINITI. Jak wspominasz prace nad tym projektem?

Współpraca z Infiniti była moim pierwszym poważnym komercyjnym projektem. Infiniti Abstract Car spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem i dał mi duży zastrzyk pewności siebie, utwierdził w tym, że to, co robię jest niezwykłe dla bardzo dużej grupy osób.

Łukaszu, malujesz, rzeźbisz, prowadzisz galerię. Skąd czerpiesz siłę na realizację tylu projektów?

Ktoś kiedyś powiedział, że „za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa, mądra kobieta”. Moja narzeczona Żaneta daje mi siłę, sprawia, że się nie poddaję i sukcesywnie prę do celu. Czuję się kochany, to jest moja siła!

Slow w wykonaniu Łukasza Stokowskiego to czas…?

Spędzony z rodziną i przyjaciółmi, w domu, na mieście i w podróży. Ale najchętniej z ojcem na rybach, jestem zapalonym wędkarzem.

Jakie masz plany na najbliższy czas? Czego możemy spodziewać się po Łukaszu Stokowskim?

Na razie nie chcę zapeszać mówiąc o konkretach, ale mogę zdradzić, że końcówka roku będzie w moim wykonaniu bardzo intensywna. Będę nadal zaskakiwał!

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Materiały prasowe SMEG

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *