Nie taka straszna jak o niej mówią! Krytyczka Kulinarna – Magda Grzebyk

Poznaliśmy się rok temu podczas kolacji dla mediów w jednej z warszawskich restauracji na Pradze. Przez większość wieczoru nie zdawałem sobie sprawy z tego, kim jest piękna blondynka ubrana w jasny oversizowy sweter, z błyskiem w oku, z którą przegadałem cały wieczór. Dopiero w drodze powrotnej do Poznania, dotarło do mnie, że to była właśnie ona! Kobieta, której bloga namiętnie czytam od kilku lat! Magda Grzebyk. Najpopularniejsza w Polsce blogerka kulinarno – podróżnicza, której Krytyka Kulinarna czytana jest przez setki tysięcy jak nie miliony Polaków. Szara eminencja polskiego świata gastro. Kobieta, która nie boi się poruszać tematów trudnych. I jeszcze nie jednym nas zaskoczy!


Rozmawia: Piotr Chabzda

Spotykamy się w niedzielne południe na późnym śniadaniu w jednej z warszawskich piekarni. W powietrzu unosi się zapach świeżo wypieczonego chleba i palonej kawy. W towarzystwie Poli i Precelka (przyp. red. psy Magdy) siadamy i delektujemy się pysznościami zawierającymi gluten.

Nie przeszkadza Ci, że jemy gluten? (śmiech)
Nie przeszkadza. Niesłusznie z glutenu zrobiono demona, tak jak kiedyś z masła, cukru czy jajek. Dziś już wiemy, że jajka są dobre, masło nie szkodzi tak jak straszono, a cukier w umiarkowanych ilościach nie zabija. We wszystkim potrzebny jest zdrowy rozsądek i w kwestiach żywieniowych lepiej słuchać właśnie jego, niż kolejnego trendu, który – tak jak wszystkie poprzednie – pewnego dnia pójdzie w niepamięć, bo pojawi się nowy.
Czyli na spokojnie możemy próbować tych pyszności?

Pewnie, że tak!

Łatwo ulegamy kulinarnym modom?
Zbyt łatwo i trochę mnie to martwi. Bo o ile w najmodniejszym w tym sezonie kroju spodni możemy najwyżej wyglądać niekorzystnie, o tyle mody żywieniowe bezpośrednio odbijają się na zdrowiu. Byłabym bardzo ostrożna we wprowadzaniu ich w życie, szczególnie jeśli dotyczą restrykcyjnych diet wykluczających. Jeśli jesteśmy zdrowi i dobrze się czujemy, nie ma ani jednego powodu, by cokolwiek wykluczać z diety. Umiar, równowaga i dobrej jakości nieprzetworzone produkty – to jest najlepsza dieta dla zdrowego człowieka.

 

 

Pięć lat temu wspólnie z Jackiem (przyp. red. partner Magdy) stworzyliście Krytykę Kulinarną – blog, który w moim odczuciu jest już dobrze rozpoznawalną marką. Co spowodowało w Was chęć do stworzenia takiego projektu?
Zadecydował przypadek, który – teraz już to wiem – zmienił całkowicie moje życie. Ja się po prostu pewnego dnia bardzo zatrułam w jednej z warszawskich restauracji i to był impuls do założenia bloga. Stąd też ta dość szorstka nazwa. Najpierw pisałam tylko o restauracjach z Polski i ze świata. Pamiętam, że pierwsza recenzja była z Rzymu. Później coraz częściej pojawiały się teksty podróżnicze, a ja się wciągałam coraz bardziej. Po pięciu latach nie pracuję już w marketingu tylko jestem pełnoetatową blogerką i przyznam, że zawodowo jest to najfajniejsza przygoda, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Bo nie ma nic piękniejszego, niż praca, która jest pasją, która wymaga ciągłego rozwoju i która często wiąże się z przekraczaniem granic nie tylko państw, ale również osobistych.
To co mnie – i chyba większość z Waszych czytelników urzekło to to, że nie ściemniacie. Piszecie to co uważacie za stosowne. Nie baliście się hejtu?
Pisanie co się myśli rzeczywiście wiąże się czasem z wystawianiem się na strzał, ale u mnie nie ma hejtu. Od początku chciałam gromadzić wokół siebie ludzi nie przypadkowych, tylko takich, którzy podobnie myślą, mają otwarte umysły i szerokie horyzony. Ludzi, którzy lubią życie i korzystają z niego pełnymi garściami. Po pięciu latach wiem, że to zagrało, że tacy ludzie do mnie przyszli i są. Mamy świetny kontakt, lubimy się, a jeśli czasem w nasze rejony zbłądzi jakiś hejter, to nim mrugnie wylatuje na orbitę. To jest mój internetowy kawałek podłogi, który stworzyłam ogromnym nakładem sił i to ja ustalam zasady gry. Ma być miło. Kropka.
A restauratorzy? Są otwarci na krytykę?

Na ogół tak. Na dobrą sprawę mam już tyle doświadczenia, tyle zjadłam, że to właściwie darmowy consulting. A nawet lepiej, bo na koniec to ja płacę rachunek, więc to idealny układ dla każdego, kto chce swoją prace wykonywać lepiej. Poza tym nikt nie jest zaskoczony recenzją, bo jeśli tylko mam taką możliwość, to po posiłku staram się podzielić moimi uwagami z obsługą czy szefem kuchni. Zdaję sobie sprawę, że w niejednej kuchni już poleciały na moją głowę kwieciste wiązanki, ale z drugiej strony jeśli zdarza się słabsza recenzja, to bywa, że dostaję mail od managera czy właściciela, że reagują, poprawiają i zapraszają za jakiś czas. Bardzo to doceniam, to świadczy o dużej klasie.

Magda, przez ostatnie kilka lat blogosfera kulinarna doznała totalnego apogeum. „Znawców” dobrego jedzenia pojawiło się tylu, że aż ciężko ich zliczyć. Twoim zdaniem, czy sieć nie jest już przypadkiem przesycona blogami kulinarnymi?

Sieć w ogóle jest przesycona blogami. Blogosferę obserwuję mniej więcej od roku 2001, a więc od jej zarania i mam nieodparte wrażenie, że po okresie podziału na podkategorie tematyczne i profesjonalizacji największych blogów zaczyna się to wszystko stabilizować. Internet zmienia się bardzo dynamicznie i jesteśmy w momencie, w którym osobom bez pomysłu na siebie i bez charyzmy będzie już bardzo ciężko się przebić, bo w topie jest wystarczająco gęsto. W ogóle brak pomysłu na siebie to ogromny problem blogerów. Na ogół podchodzą do tego w taki sposób, że skoro jemu się udało, to ja będę robił to samo. A to największy błąd, jaki można popełnić, bo kopia nigdy nie będzie lepsza od oryginału. W blogosferze najlepiej sprzedaje się bycie sobą. Pod warunkiem, że jesteśmy jacyś.
Blogerzy działają wobec siebie fair?
Drażliwy temat. Moje doświadczenia są takie, że część to fenomenalni ludzie, którym naprawdę można zaufać, ale jak w każdym środowisku są czarne owce, które bardziej skupiają się na szkodzeniu innym, oszukiwaniu na statystykach czy wojenkach podjazdowych, zamiast skupić się na rzetelnym wykonywaniu swojej pracy. W środowisku wszyscy wiedzą kto jest kim i od kogo lepiej trzymać się z daleka. Z drugiej strony to co robię ma już taką skalę, że dawno temu odkleiłam się od blogosfery i funkcjonuję w swojej własnej bańce. Jasne, że czasem docierają do mnie niezbyt wesołe informacje, ale zawsze myślę o ludziach, którzy próbują szkodzić innym z dużym współczuciem. W życiu wszystko jest kwestią wyborów, ja wybieram skupianie się na tym, co może przynieść pożytek innym.
Krytyka kulinarna to przede wszystkim rzetelne informacje na temat miejsc, które odwiedzacie, gdzie jecie. Co w takim razie kieruje człowiekiem, który straszy Was pozwem za recenzję danego miejsca?
Nie mam pojęcia. Może mylne przekonanie, że bloger to taki pajac internetowy, którego pismo od prawnika przerazi. Akurat w moim wypadku trafili źle. Trafili na dorosłego człowieka, który ma doświadczenie w biznesie i wie, że w ten sposób się nie załatwia spraw.
Twoim zdaniem polska gastronomia na przestrzeni ostatnich lat zmieniła się na lepsze, czy nadal musimy jeszcze dużo nad nią popracować?
Ja chyba po prostu idealnie z tematyką bloga wstrzeliłam się w moment szalonego rozwoju polskiej gastronomii. Jeszcze pięć lat temu, kiedy zaczynałam, znalezienie dobrej restauracji było prawdziwym wyzwaniem. Dziś to bułka z masłem. Co więcej – w Warszawie to wszystko lekko wyhamowało, rynek się wysycił. Później przyjdzie czas na pozostałe miasta, tak jest wszędzie na świecie, że najpierw stolica, a później reszta. Ale już jest naprawdę dobrze, choć ciągle raczej w dużych miastach. Z talerzy zniknęły zbędne pianki i pudry, na pierwszy plan wybija się produkt dobrej jakości, umiejętności kucharza, smak. Bardzo mnie to cieszy, zawsze byłam orędowniczką dobrego lokalnego produktu. Bliska jest mi idea slow foodu, więc cieszę się, że idziemy w tę stronę.
A restauracyjni goście? Potrafimy się zachować?

Nie jest źle. Raczej nie mamy problemu z zostawieniem napiwku, jeśli mamy jakieś uwagi, to przekazujemy je normalnym tonem, rozumiemy że fakt uiszczenia rachunku nie stawia nas ponad obsługą. Wydaje mi się, że coraz częściej idziemy do restauracji nie tylko dla jedzenia, ale przede wszystkim po to, aby miło spędzić czas. A wspólny stół łagodzi obyczaje. Dobre jedzenie też.
Na mieście chodzą plotki, że jesteś postrachem restauratorów. Co Ty na to?

Tak, słyszałam o tym. Niezmiennie mnie to bawi. Może jest tak dlatego, że nie da się ze mną na nic umówić, nie da się zaprosić na darmową kolację, po której oczekuje się relacji. Taka nigdy nie powstanie. I jeśli wyznaczam standardy w tym fragmencie blogosfery, to życzyłabym sobie, aby wszyscy blogerzy piszący o restauracjach byli równie transparentni i chcieli się rozwijać. I może jeszcze żeby nie pisali głupot. Nie twierdzę, że zjadłam wszystkie rozumy, ale wiem na pewno, że gastronomia to rozwój, który nie kończy się nigdy. Zawsze jest coś nowego do spróbowania, coś do odkrycia. Gdyby wszyscy mieli takie podejście, to być może szefowie kuchni zaczęliby blogerów traktować nieco poważniej.
Magda obserwując Cię przez ten rok, muszę stwierdzić, że w pełni jesteś oddana temu projektowi. Ostatnio utworzyłaś na facebooku Bandę Hedonistów Krytyki Kulinarnej…
I się przeraziłam! To jest zamknięta grupa tylko dla moich czytelników. W pierwsze dwa dni napisali kilka tysięcy postów, myślałam, że tego nie ogarnę, bo zamiast zajmować się swoimi obowiązkami moderowałam grupę. Na szczęście szybko wyłonili się moderatorzy, którzy bardzo mi pomagają i póki co to naprawdę działa. Grupy na Facebooku mają duży problem z hejtem, a u nas tego nie ma. Jest szacunek dla odmienności, wzajemna pomoc i dużo dobrego humoru. Jest to też chyba jedyne miejsce w sieci, w którym wegetarianie i mięsożercy żyją w symbiozie i nikt nikomu nie narzuca swoich preferencji żywieniowych. Bardzo mnie to cieszy, chciałabym ten stan rzeczy utrzymać, więc choć kilka tysięcy osób czeka na przyjęcie do grupy, to wpuszczamy ich tylko raz na jakiś czas i partiami, aby naturalnie wtopili się w grupę i przyjęli zasady, którymi ta grupa się rządzi.


To czego możemy się jeszcze spodziewać po Magdzie Grzebyk?

Niespodziewanego. Mam na tapecie kilka projektów mniej lub bardziej związanych z blogiem, ale jest jeszcze zbyt wcześnie by o nich mówić. Ale obiecuję, że dowiesz się jako jeden z pierwszych.

Zdjęcia: Archiwum Krytyki Kulinarnej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *