Mistrz krawiectwa. Mariusz Przybylski

Jeden z czołowych polskich projektantów, który za każdym razem prezentując swoje kolekcje ubrań zaskakuje. Nie bywa na bankietach, trudno spotkać go w modnych klubach. Lepiej niż w świetle reflektorów czuje się w swojej pracowni na Mokotowie. Jego ubrania noszą największe gwiazdy polskiego show-biznesu m.in.:. Kayah, Edyta Olszówka, Reni Jusis, Maria Peszek czy Katarzyna Figura. Najskromniejszy z polskich projektantów, który robi to, co kocha! We własnej osobie – Mariusz Przybylski.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Filip Okopny Fashion Images

Współczesny świat jest dosyć brutalny dla artystów. Często spotykają na swojej drodze bariery, których nie mogą do końca przeskoczyć m.in. duża konkurencja, wyścig szczurów. Czy, według Pana młodzi mają dzisiaj łatwiej, czy trudniej niż Pan jak zaczynał?

Wydaje mi się, że trudno tutaj o jednoznaczną i dobrą odpowiedź. Kiedy ja zaczynałem swoją pracę zawodową, nas projektantów było zdecydowanie mniej na rynku, dzięki czemu było dużo łatwiej znaleźć partnerów do współpracy i zorganizować swój autorski pokaz. Ale za to dziś jest o wiele większa świadomość mody w naszym społeczeństwie. Szczególnie kobiety coraz chętniej kupują ubrania od polskich projektantów. Oczywiście w odniesieniu do dojrzałych modowo rynków (np. francuskiego czy włoskiego) Polska jest jeszcze daleko w tyle. Ale niewątpliwie zrobiliśmy kilka kroków w przód, można by powiedzieć, że wyszliśmy z wieku przedszkolnego i jesteśmy w szkole podstawowej.

A jakie były Pana początki? Skąd zrodził się pomysł na projektowanie ubrań?

To nie było tak, że pewnego dnia zrodził się pomysł typu „a może by tak zostać projektantem”. Moda była i jest we mnie, to moja miłość i prawdziwa pasja. Już od najmłodszych lat moda mnie fascynowała i już wtedy powstawały pierwsze próby projektowania. Z biegiem lat ta pasja rozwijała się i dojrzewała wraz ze mną.

Czy przebicie się do czołówki polskich projektantów było trudne?

Oczywiście, że tak. Tym bardziej że nie miałem bardzo bogatej rodziny, która mogłaby zasponsorować mi start w świecie mody. Nie miałem także przyjaciół z koneksjami, dzięki którym zacząłby się medialny szum wokół mojej osoby. Ja do wszystkiego doszedłem sam i tylko dzięki swojej pracy i miłości do tego, co robię. Dziś mam ogromną satysfakcję z tego, gdzie udało mi się już dojść bez poczucia, że ktoś mi coś załatwił. To naprawdę bardzo fajne uczucie.

Pana projekty cechuje unikatowy, indywidualny charakter. Prostota w formie przełamana często albo intensywnym kolorem, innym gatunkiem materiału lub dodatkiem. Co najczęściej stanowi dla Pana inspirację podczas tworzenia nowych kolekcji?

Inspiracją do nowej kolekcji może stać się wszystko. Ja w swoich poszukiwaniach korzystałem już z bardzo wielu i z bardzo zróżnicowanych światów. Była to na przykład matematyka, twórczość Virginii Woolf, miasta, które uwielbiam jak Istambuł, Berlin, obrządki szamańskie czy estetyka wiktoriańskiej Anglii. Tak naprawdę każdy bodziec może stać się punktem wyjścia do stworzenia kolekcji.

Co takiego jest w ubraniach Mariusza Przybylskiego, że Polki ale również Polacy noszą ubrania Pana projektu?

Tylko to pytanie nie do mnie, a do osób, które kupują moje ubrania. Ja ze swojej strony staram się, aby moje projekty miały jak najlepszy design, były świetnie odszyte i z tkanin wysokiej jakości. Poza tym ja nie mam absolutnie potrzeby ubierania mas. Wiadomo, jak to jest z tym masowym gustem w naszym kraju… długa droga jeszcze przed nami. Moja moda ma nie być dla wszystkich i ma nie schlebiać masowym gustom. Jest zdecydowanie bardziej wyszukana i unikatowa, ale dzięki temu w pełni zgodna ze mną i moim poczuciem stylu, co daje mi spełnienie w pracy. Cieszy mnie też fakt, że na coś takiego bardziej modowego mamy już klientów w naszym kraju.

Panie Mariuszu, kilkukrotnie oglądałem Pana pokazy i muszę przyznać, że są to spektakle, które zaskakują wszystkich zgromadzonych. Czy jest ktoś, kto pomaga Panu stworzyć te widowiska, czy kreuje je Pan sam?

Jak miło, że Pan to zauważył. Moje pokazy to nie tylko kilkanaście wyjść modelek po wybiegu, ale bardziej przemyślana całość. Oczywiście najważniejszym punktem pokazu jest niewątpliwie moda, czyli nowa kolekcja. Ale staram się nadać moim pokazom bardziej osobisty i określony charakter, by nie były prezentacjami konfekcji. Charakter pokazu wynika przede wszystkim z kolekcji i jest jej spójnym dopełnieniem. Zawsze sam wybieram muzykę do moich pokazów, wymyślam koncepcję scenografii i projektuję zaproszenie. Nie korzystam także z pomocy stylistów, gdyż w ostatnim czasie niektóre polskie pokazy to bardziej prezentacje superstylizacji niż samych kolekcji. Dzięki takiemu podejściu moje pokazy są naprawdę takie, jak chcę, aby były i są w pełni moje. Ale jest też niewątpliwie osoba, która bardzo wspiera mnie w realizacji moich wizji i bardzo pomaga przy pokazie, jest to Kasia Sokołowska.

Jakiś czas temu mogliśmy Pana oglądać w popularnym programie telewizyjnym „Project Runway”. Jak wspomina Pan udział w tym programie?

Bardzo miło, to była świetna przygoda i zupełnie nowe doświadczenie dla mnie, z którego się bardzo dużo nauczyłem. Podczas programu poznałem kilka naprawdę świetnych ludzi, z którymi mam bardzo dobry kontakt do dziś.

„Projekt Runway” odniósł niewątpliwy sukces. Czy tego typu projekty telewizyjne pomagają młodym ludziom wyjść do świata i tworzyć własne projekty?

Jak najbardziej, proszę zobaczyć, jak fajnie sobie radzi zwycięzca pierwszej edycji „Project Runway”, czyli Jacob. Tworzy kolekcje wizerunkowe i robi pokazy, prowadzi także własny butik w Poznaniu. Liliana natomiast po programie rozpoczęła pracę w firmie LaMania jako projektant i pracuje tam do dziś. Niewątpliwie świadczy to o tym, że pierwsza edycja tego programu była bardzo trafiona, gdyż była o modzie i bardzo pomogła tym młodym projektantom.

Czy my,Polacy chętnie korzystamy z usług projektantów?

Rozumiem, że pyta Pan o indywidualne projektowanie i szycie na miarę?

Tak, czy jesteśmy świadomi tego, że możemy skorzystać z usług znanego projektanta indywidualnie?

Ja od tego właśnie rozpoczynałem swoją modową przygodę i mam naprawdę sporą pulę klientów, z którymi właśnie pracuję na tej zasadzie i lista ta cały czas się powiększa. Ten rodzaj pracy naprawdę uwielbiam – przymiarki, omawianie projektów, dobór tkanin, kontakt z klientem to zdecydowanie mój żywioł. Szyjemy dużo męskich i damskich garniturów, w których się specjalizujemy i dodam tutaj nieskromnie, że są one naprawdę najwyższej jakości. Mamy także swoje triki, aby ukryć wszelkie niedoskonałości sylwetki i zarazem podkreślić jej walory. Także bardzo zachęcam do szycia miarowego u mnie, bo to produkt dostosowany do indywidualnych potrzeb klienta i najwyższej jakości.

Panie Mariuszu, gdyby miał Pan pokrótce scharakteryzować kobietę oraz mężczyznę XXI wieku, jakimi cechami by się wyróżniali?

Jestem projektantem mody, artystą, nie socjologiem, dlatego ciężko mi się wypowiadać na tematy, gdzie nie jestem specjalistą, choć w naszym kraju to niestety jest standard, że skoro się nie znam, to się wypowiem. Moje obserwacje à propos współczesnego społeczeństwa dotyczyć mogą jedynie ludzi, którzy są blisko mnie. To grupa zdecydowanie otwartych, pełnych pasji, tolerancji i optymizmu ludzi z duży dawką poczucia humoru, czyli takich jak ja. Życzyłbym sobie i nam wszystkim, aby to nasze całe społeczeństwo nosiło w sobie podobne cechy i nastawienie do życia.

Łatwiej jest projektować dla kobiety czy dla mężczyzny?

Nie stosuję takiego podziału. I jedno, i drugie jest dla mnie twórcze. Oczywiście projektowanie dla kobiet różni się od projektowania dla mężczyzn, na pewno przy damskich propozycjach można bardziej poszaleć, ale lubię też ten nieco większy reżim przy projektowaniu dla mężczyzn. To, że projektuję dla obu płci, to także fajne, kreatywne wyzwanie, aby się sprawdzić na obu płaszczyznach.

Panie Mariuszu, praca to jedno, ale również warto pamiętać o odpoczynku. Czy tak popularny projektant znajduje chwilę na relaks?

Jak najbardziej, a obecnie im jestem starszy i dojrzalszy, tym bardziej uczę się więcej odpoczywać. Szczególnie uwielbiam moje dłuższe wakacje, które zazwyczaj są zimą i wówczas wylatuję gdzieś bardzo daleko na trzy tygodnie, gdzie jest ciepło i słonecznie. Udało mi się zwiedzić już sporą cześć Azji, którą uwielbiam, choć ostatnio myślę, czy nie czas na nowe kierunki. Lato najczęściej spędzam w Polsce, uwielbiam Warmię i Mazury, a także polskie morze, szczególnie Trójmiasto. Poza tym w ciągu roku trafia się też sporo zagranicznych wyjazdów, głównie zawodowych. Ale wówczas łączę je z wypoczynkiem czyli kilka dni pracy, ale też kilka dni relaksu i poznawania miejsca.

Jesteśmy przed świętami Bożego Narodzenia. To wyjątkowy czas. Czego w takim razie mogę Panu życzyć?

Kreatywnego rozwoju, pogody ducha i poczucia humoru, no i jeszcze fajnych podróży. Wszystko to na pewno się przyda i będzie dobrze przeze mnie wykorzystane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *