Maryla, jak ty to robisz?

Marylą Rodowicz – piosenkarką, a właściwie showmanką, o wielu talentach, romansach, życiu rodzinnym, nagrodach i koncertach, nowej książce, a także niesamowitym apetycie na życie rozmawia Iwonna Widzyńska-Gołacka.

Niewiele osób natura tak bogato wyposażyła w talenty jak panią. Studiując na AWF-ie biegała pani sprinty, zdobywając tytuły mistrzowskie. W tym samym czasie występowała pani na festiwalach piosenki i próbowała sił w kabarecie. Czy pamięta pani, co zdecydowało o tym, że – na nasze szczęście – wybrała pani karierę piosenkarki?

– Sprinty biegałam przed studiami, jeszcze w szkole średniej, na studiach już zaczęło się śpiewanie. W czasach szkolnych już pojawiła się fascynacja gitarowym brzmieniem, to był czas, kiedy do Polski przyszedł rock&roll, wszyscy oszaleli i chcieli grać taką muzykę.

1

Śpiewała pani piosenki napisane przez znakomitych autorów i wybitnie zdolnych muzyków. Śpiewała je z panią cała Polska i jeszcze kilka krajów. Na scenie swoimi strojami, a właściwie stylizacjami, budowała pani całą scenografię. Skąd takie pomysły?

– Miałam szczęście do autorów, od razu zaczęłam od piosenek komponowanych przez Kasię Gartner do tekstów poety Ernesta Brylla, chwilę później poznałam Agnieszkę Osiecką. Kostium od zawsze był dla mnie ważny, inspirowały mnie indiańskie klimaty, frędzle, skóry, hipisowskie powłóczyste sukienki. Miałam też okres fascynacji ludowymi haftami, serdakami, góralskimi chustami.

Właśnie ukazała się pani kolejna książka: Maryla. Życie Marii Antoniny. Mówią tam o pani chyba wszyscy ważniejsi ludzie, którzy byli i pracowali z panią w czasie wspaniałej kariery. I wszyscy zgodnie mówią o pani perfekcjonizmie w przygotowaniu wszelkich materiałów z szacunku dla widzów. I o tym, że nadal ciepło o pani myślą. Jak się zdobywa taką sympatię?  

– W latach 70. i 80. przebywałam z muzykami długie miesiące. Show-biznes zupełnie inaczej wyglądał. Wyjeżdżało się z domu na wiele tygodniu, była okazja, żeby się dobrze poznać. Wspólne kolacje, żarty, podróże nas zbliżały. Zawsze dążyłam do perfekcji, lubiłam niekończące się próby. Taki system pracy dawał efekty i tak jest do dzisiaj.

2

Jest pani bardzo piękną kobietą i do tego niezwykle fotogeniczną. To bardzo pomaga w karierze scenicznej, ale myślę, że jednocześnie może zdemoralizować i spowodować szybkie jej zakończenie. W pani życiu było kilku fascynujących, niebanalnie zdolnych, a także bardzo bogatych, sławnych i zakochanych mężczyzn. Ale po jakimś czasie rozstawaliście się. Co zadecydowało o tym, że ustatkowała się pani dopiero przy mężu Andrzeju Dużyńskim? I to na 28 lat?

– Kobieta po 30. potrzebuje stabilizacji, wcześniej mieszkałam prowizorycznie, jeździłam zachodnimi samochodami, ale mocno używanymi. Właściwie, jak zaczęły się rodzić dzieci, już wiedziałam, że muszę mieć stół, widelce, jakieś łóżko. Zaczęłam się w panice organizować, odwiedzać dom meblowy Emilia. Byłam dumna, że mam np. duży, ciężki, dębowy stół z fabryki mebli w Swarzędzu. Pomału wiłam swoje gniazdko, a kiedy poznałam Andrzeja, swojego przyszłego męża, wszystko się zmieniło. Dostałam od niego do jazdy mercedesa, który się nie psuł, krótko mówiąc, Andrzej wziął mnie na utrzymanie, urodził się nasz syn, moje trzecie dziecko. Andrzej wybudował dom, to była duża zmiana.

Na pani stronie internetowej na forum wypowiadają się pani fani. Wspominają urocze spotkania z panią, nawet po koncertach, kiedy powinna pani być na wpół żywa i korespondencję z panią. Czyli nie tylko z kolegami i koleżankami po fachu po festiwalach lubiła pani spędzać czas?

– W zasadzie na każdym koncercie jest spora grupa fanów, z przyjemnością się z nimi spotykam po, chwilę gadamy, robimy sobie zdjęcia i wsiadam w samochód z menedżerem i do domu. Lubię spać w swoim łóżku, rezygnuję z hoteli, więc odpada biesiadowanie z muzykami, nad czym boleję, bo bardzo to lubię.

3

Po drodze kariery piosenkarki, którą pani przebywa od lat, odpadło wiele bardzo zdolnych osób. Nie ma takiej drugiej sławy jak pani, ani w kraju, ani chyba w Europie.

Więc na koniec poproszę panią o zdradzenie tajemnicy: w jaki sposób dba się i podtrzymuje taki napęd w życiu prywatnym i zawodowym? Co pani jada, co gotuje, czy ćwiczy? Jak odreagowuje stres?

– Aktualnie zaczęłam kolejną dietę, ale muszę pamiętać o głodnym mężu, więc robię zakupy, kombinuję, co by tu przygotować. Zaraz się zabiorę za pieczeń wołową, która się marynuje w czerwonym winie już kilka dni. Ja osobiście uwielbiam tłustą, polską kuchnię, ale muszę uważać, bo można źle skończyć, jak człowiek sobie popuści. Za tydzień zaczynam akustyczne koncerty, już się powoli nakręcam, gram na gitarze, powtarzam repertuar, spotykam ze stylistką, myślę nad kostiumami. To, że się dużo dzieje, mobilizuje mnie do dbania o siebie.

 

4

 

Iwona Widzyńska-Gołacka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *