Lubię opowiadać historie nieidealne

Jemy oczami – chyba w większości możemy się zgodzić z tym stwierdzeniem. To co widzimy na talerzu przyciąga naszą uwagę. Zachęca do degustacji i poznawania nowych smaków. Oglądając zdjęcia potraw w magazynach kulinarnych czy na blogach często zastanawiam się nad tym, ile jest w nich prawdy. Czy dania prezentowane na zdjęciach rzeczywiście tak wyglądają? Czy możliwe jest stworzenie tak bajecznych kulinarnych kompozycji, które są gotowe do jedzenia?

O stylizacji potraw i trikach, które pozwolą nam zaprezentować dania w atrakcyjny sposób na zdjęciach rozmawiam z Iwoną Kowalską – fotografką, stylistką kulinarną, zdobywczynią głównej nagrody w Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Kulinarnej 2016.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Iwona Kowalska www.iwonakowalska.pl / Liliana Jankowska

Iwono, przeglądając blogi, magazyny kulinarne, często zastanawiam się nad tym, ile jest prawdy w prezentowanych fotografiach. Czy jedzenie samo w sobie może wyglądać atrakcyjnie?

Może, ale lepiej wygląda wystylizowane. Podobnie jak z modelką – zazwyczaj są na tyle atrakcyjne, że obeszłyby się bez makijażu, jednak styliści potrafią jeszcze dodać im piękna. Tak samo jest z jedzeniem. Wiele świeżych, dobrze przyrządzonych i estetycznych dań nie potrzebuje żadnych zabiegów, ale jeżeli dorzucimy trochę świeżych ziół, dobierzemy odpowiedni talerz i tło, sprawimy, że efekt będzie jeszcze lepszy.

No właśnie. Wspomniane stylizowanie. W jaki jeszcze sposób możemy nadać potrawom odpowiedniego blasku i uroku?

Każde danie pod sesję zdjęciową jest specjalnie przygotowywane i stylizowane z niezwykłą starannością, zarówno w restauracji, jak i w studiu. Częstą praktyką jest niedogotowywanie dań, aby dłużej utrzymały swoja formę. Warzywa krótko blanszujemy dla utrzymania kształtu i koloru. Nie powinno się również solić większości składników przed zrobieniem zdjęć. Sól wydobywa z nich wodę i tracą na soczystości. Potrawy ozdabiamy również świeżymi ziołami czy przyprawami. Przydaje się też spryskiwacz z wodą, którego użycie daje wrażenie porannej rosy lub świeżo umytych warzyw czy owoców, a gładkim przedmiotom np. pomidorom, podkreśla fakturę.

Gdy robisz sesje zdjęciowe daniom czy produktom spożywczym na co konkretnie musisz zwracać uwagę?

Na bardzo wiele rzeczy. Przede wszystkim na świeżość produktów. Nawet najpiękniejsze danie nie będzie apetyczne z podwiędłą sałatą czy nieświeżymi ziołami. Czasem muszę przygotować kilka zestawów tych samych produktów, bo w trakcie sesji kilkukrotnie trzeba je zmieniać na świeże. Produkt musi mieć atrakcyjny wygląd – nie może być uszkodzony. Dopiero gdy wybiorę takie, które spełniają kryteria jakościowe, dobieram akcesoria do stylizacji. Bardzo ważnym czynnikiem jest dobór kolorów i kompozycja produktów na talerzu. W przypadku fotografowania dań efekt końcowy zależy w dużej mierze od współpracy pomiędzy kucharzem a fotografem. Niejednokrotnie przepyszne dania mają niezbyt atrakcyjny wygląd i trzeba się sporo nagimnastykować, żeby nadać im smakowity wygląd. W tej kategorii zdecydowanie przodują żurek i bigos (śmiech). Oczywiście jak w każdego typu fotografii, bardzo istotne jest światło. Bez dobrego światła nawet najsmakowitsze danie będzie wyglądało przeciętnie.

Wspomniałaś o akcesoriach, które również pojawiają się na zdjęciach obok potraw.

Są one bardzo istotne. Akcesoria mają wiele funkcji. Stanowią tło naszego dania, tworzą klimat zdjęcia i opowiadają pewną historię. Należy jednak pamiętać, kto jest głównym bohaterem – smakowicie wypieczone ciasto czy piękna cukierniczka? Uwierz mi, czasem łatwo o tym zapomnieć i przekombinować. Same akcesoria powinny być neutralne i nie dominować kolorem, formą czy rozmiarem nad prezentowanym daniem. Maja być jedynie dopełnieniem, a jednocześnie podkreślać walory naszego dania. Czasami wystarczy ładny talerz i dobre tło. To akcesoria pomagają stworzyć nam pożądany klimat lub styl jaki chcemy uzyskać – rustykalny, kolonialny, nowoczesny itd. Kwiaty czy liście podkreślają często porę roku albo konkretne święto: żonkile – Wielkanoc, kwiat bzu – maj i późną wiosnę, gałązki świerkowe – zimę i Boże Narodzenie. Obecność przypraw na zdjęciach pomoże podkreślić, które z nich zostały dodane do dania. W cieście cynamonowym nie widać tej przyprawy, ale jeżeli obok położymy laskę cynamonu, przekaz będzie jasny. Budując historię również wspomagamy się gadżetami. Koszyk wypełniony świeżymi warzywami będzie sugerował, że warzywa zostały przed chwilą zebrane. Deska i nóż – przygotowujemy danie. Garnek i łyżka – będziemy gotować. Mapa i okulary – jesteśmy na wakacjach. Ważne jest, aby nie przesadzić z liczbą rekwizytów na zdjęciu. Przygotowanie sceny pod fotografię powinno być jak gotowanie dania – doprawiamy je stopniowo.

W ostatnim czasie popularność fotografii kulinarnej rozwija się w szalonym tempie. Większość z nas robi zdjęcia jedzenia. Co Twoim zdaniem sprawia, że aż tak jesteśmy zafiksowani na punkcie fotografii kulinarnej?

Myślę, że zdjęcia jedzenia a fotografia kulinarna to nie do końca to samo. Tak jak powiedziałeś, większość z nas robi zdjęcia jedzenia – przeważnie telefonem, to są zdjęcia tu i teraz. Wrzucamy je na  różne portale społecznościowe i chwilę później wszyscy wiedzą, co jedliśmy na śniadanie. Moim zdaniem stało się to popularne z kilku powodów. Większość z nas lubi jeść i dzielić się tym, co lubimy z innymi. Doceniamy dobre i estetyczne jedzenie, wychodzimy do restauracji częściej niż kiedykolwiek, a wybór i jakość potraw jest coraz lepsza. No i zawsze mamy pod ręką telefon, który aż parzy w kieszeni, kiedy tylko możemy cyknąć smakowitą fotkę. Natomiast fotografia kulinarna to coś więcej. Nie jest wyłącznie udokumentowaniem chwili. Jest świadomym działaniem ukierunkowanym na konkretny cel. Na przykład ma sprawić, że odbiorcy pocieknie ślinka i pędem pobiegnie do restauracji, choćby nawet w kapciach (śmiech). Wywołać konkretne skojarzenia, trafić swoim przekazem do odbiorcy w odpowiedni sposób. Może trochę to przyziemne, ale tak to działa.

Spotkałem się ze stwierdzeniem, że tak jak przy każdej modowej sesji zdjęciowej buduje się scenariusz – historię, tak samo dzieje się podczas fotografowania jedzenia. Jakie historie najczęściej opowiadasz?

Lubię historie nieidealne. Świat nie jest taki jak w reklamie i wydaje mi się, że ludzie już takiego nie oczekują. W całej tej pogoni za konsumentem nasze pyszne, ale nierówne marchewki czy pomidory zostały praktycznie zmiecione z powierzchni ziemi i zastąpione idealnie wyglądającymi, modyfikowanymi genetycznie odpowiednikami. Już nie tylko w supermarketach, ale i na straganach wszystkie płody natury są równe i błyszczące – wyglądają zbyt idealnie, przez co tracą charakter. Dlatego uwielbiam uchwycić piękno tkwiące w swoim braku idealności. Przykład? Robiłam ostatnio zdjęcia szarej renety, odmiany mogącej konkurować o miano brzydkiego kaczątka pośród jabłek. Ale w rzeczywistości jabłka te są tak naturalne i smaczne, że na szarlotkę lepszych nie znajdziesz.

Współpracujesz z wieloma restauratorami. Czy są świadomi jak ważne jest to, co będzie zaprezentowane na zdjęciach promujących ich restaurację?

Różnie z tym bywa. Mam wrażenie, że nadal większość z nich nie przywiązuje większej wagi do zdjęć kulinarnych, chociaż grono świadomych restauratorów wciąż rośnie. Coraz częściej chcą chwalić się dokonaniami swoich szefów kuchni i zamawiają profesjonalne sesje przy każdej zmianie menu. I słusznie! Fotografia kulinarna jest rewelacyjnym narzędziem reklamowym. Dobrze zaplanowane kampanie w mediach społecznościowych, apetyczne zdjęcia potraw na stronie internetowej potrafią przyciągnąć masę klientów i zwrócić inwestycję z nawiązką. Ważne jednak, by robić to konsekwentnie i metodycznie. Zauważyłam, że zwłaszcza hotelowe restauracje są tego w pełni świadome.

Rok temu zdobyłaś główną nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Kulinarnej. Czy taki sukces pomaga w późniejszej pracy?

Z pewnością. Jest to jedyny tego typu konkurs organizowany w Polsce, więc daje dużą szansę, żeby się wyróżnić i zaistnieć w branży fotografii i stylizacji kulinarnej. Zdobyłam nagrodę w kategorii „Zioła i kwiaty jadalne”. Chwilę później realizowałam duży projekt dla Ogrodnictwa Lawenda z Gdańska, gdzie fotografowałam ponad 130 ziół, warzyw i kwiatów jadalnych. Jak się pewnie domyślasz, nie był to zbieg okoliczności (śmiech). Dużo osób kojarzyło mnie z konkursem, co pomagało w późniejszych rozmowach. Nawet teraz zdarza mi się jeszcze odbierać gratulacje chociaż minęło już półtora roku i kolejne dwie osoby otrzymały statuetki.

Na jakie projekty możemy liczyć w najbliższym czasie?

Na pewno przede mną dalsza współpraca z polskimi magazynami kulinarnymi, restauracjami i producentami żywności. Dostałam również propozycję poprowadzenia wykładów na jednej w trójmiejskich uczelni w temacie fotografii kulinarnej oraz warsztatów ze stylizacji i fotografii w Akademii Kulinarnej. Są to wszystko fascynujące wyzwania, choć największym jest znalezienie czasu na ich realizację.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *