Każdy dzień to nowa przygoda

Bartek Jędrzejak przemierza Polskę wzdłuż i wszerz. Nieustannie poznaje nowe miejsca, nowych ludzi. I kocha to! Jego pamiątkami z podróży są kartki. Kartki, które wcześniej sam do siebie wysłał. O swoim stylu życia prezenter pogody „Dzień Dobry TVN” opowiedział Andrzejowi Grabarczukowi.

 

Jakie piękne miejsca odwiedziłeś w ostatnim czasie w ramach podróży z „Dzień Dobry TVN”?

 W moim życiu dzieje się tak wiele, że jeśli zapytasz mnie, co robiłem wczoraj, to jeszcze pamiętam, ale by odtworzyć wydarzenia sprzed kilkunastu dniu, musiałbym zerknąć do kalendarza. Niech pomyślę… Zrobiliśmy niesamowity program o Morskim Oku. W dzień przed zdjęciami – idealne słońce, błękitne niebo, prawdziwa wiosna. Gdy przyszło do relacji, było słonecznie, tyle że śniegu po kolana. Więc zrobiliśmy zdjęcia w przepięknych okolicznościach przyrody. Odwiedziłem też niezwykłe miejsce na Dolnym Śląsku – kolorowe jeziorka w Rudawach Janowickich: żółte, purpurowe, błękitne i zielone. Powstały w miejscu dawnych niemieckich kopalni. Zabarwienie wody w jeziorkach związane jest ze składem chemicznym wyrobisk. W Polsce jest tyle pięknych miejsc… Jesteśmy szczęściarzami, bo mamy i góry, i morze, i jeziora, i lasy w zasięgu kilkuset kilometrów.

IMG_8628

Gdzie wybierasz się na wakacje?

 Nie wybieram się nigdzie daleko, bo w wakacje będę prowadzić prognozę pogody w weekendowych odcinkach „Dzień dobry TVN”. Większość dyżurów przypadło właśnie mi. Pewne jest, że spędzę trochę czasu w domu letniskowym mojej rodziny blisko Buska-Zdroju. Mamy dużą działkę, dookoła pola, las. W tej wioseczce wszyscy się znają. Rano chodzimy do sąsiadki po jajka, potem dostajemy od niej jakieś warzywa. By się odwdzięczyć, pomagamy przy wykopkach, dojeniu krów. Świetnie się tam relaksuję. Wyłączam telefon. Potrafię cały dzień chodzić w dresie.

IMG_8601

A gdy wyjeżdżasz za granicę, to…

 Unikam dużych hoteli i tłumów. Często wyjeżdżam razem z rodziną, wśród moich bliskich są pasjonaci podróżowania. Wynajmujemy apartament, samochód i zwiedzamy na własną rękę. Zaskoczę cię – jestem fanem wysyłania kartek pocztowych. Wysyłam też kartki do siebie. Na pocztówce są pozdrowienia napisane zarówno przeze mnie, jak i moją rodzinę. Ja nie wiem, co napisali oni, oni nie wiedzą, co ja napisałem. Kiedy kartka przychodzi po naszym powrocie, to wspólnie ją czytamy. To namacalny dowód, że byliśmy w jakimś miejscu. Zbieram takie pamiątki. Jestem bardzo przywiązany do nowych technologii, ale w pewnych kwestiach pozostaję tradycjonalistą.

IMG_8574

Przez długie lata należałeś do Lubuskiego Zespołu Pieśni i Tańca. Czy dzięki temu miałeś szansę wiele podróżować?

Och tak, zjechałem z zespołem cały świat. Kiedy byłem dzieckiem, Polska była oddzielona od Zachodu żelazną kurtyną. Bym mógł poznać trochę świat, moi rodzice wpadli na genialny pomysł – zapisali mnie do zespołu w Zielonej Górze. Całe młodzieńcze życie spędziłem w trasach koncertowych. Występowaliśmy nawet w Australii i Panamie. Wielkim przywilejem była możliwość poznania Jana Pawła II. Wręczałem mu prezent, gdy byliśmy w Watykanie. Nikt nie przygotował mnie do tego spotkania. Nie wiedziałem, co mu mam powiedzieć, zamurowało mnie. Na szczęście Ojciec Święty przerwał krępującą ciszę i zagadnął do mnie z uśmiechem.

 

Przed laty nie tylko tańcowałeś, ciągnęło Cię również do aktorstwa…

 Od dziecka miałem zakusy do występowania, pewnie po mamie. Moja mama jest świetnym psychologiem klinicznym, ale zaczynała właśnie bawiąc się w aktorstwo. To jest jej trochę niespełniony talent. Od najmłodszych lat dbała o to, żebym się mocno rozwijał. Nigdy nie zamykała mi się buzia, no poza sytuacją w Watykanie (śmiech). Gdy jeździłem po świecie z zespołem, zawsze wysyłano mnie do radia czy telewizji. Zdecydowałem się zdawać do szkoły aktorskiej we Wrocławiu. Egzamin okazał się koszmarem. Czułem się jak koń na wyprzedaży, bo zaglądano mi nawet do buzi. Koniec końców egzaminu nie zdałem, ponieważ, jak stwierdzono, miałem zbyt krótkie wiązadełko łączące podniebienie dolne z językiem. Podobno dyskwalifikowało mnie to jako aktora, który będzie miał dobry, donośny głos.

 

Bardzo zabolała Cię ta porażka?

 Strasznie mocno przeżyłem niezdanie egzaminu. Ale myślę z perspektywy czasu, że komisja dobrze zrobiła, odrzucając mnie. Nie ma we mnie potencjału aktorskiego, źle bym się czuł, gdybym musiał wygłaszać z góry określone teksty. Natomiast to, co robię teraz –

podróżowanie, poznawanie świata i ludzi, w połączeniu z prezentowaniem pogody – uważam za pośrednią formę aktorstwa. Tak jak aktor, przychodząc do pracy, muszę się uczesać, przebrać, wymalować. I kiedy zapala się czerwone światełko na kamerze, moja kurtyna idzie w górę. Kilkanaście lat temu wydawało się, że niezdany egzamin do szkoły aktorskiej to tragedia życiowa, a dzisiaj jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Niech moja historia przyniesie otuchę tym, którzy teraz przeżywają jakąś porażkę.

IMG_8558

Czego najbardziej by Ci brakowało, gdybyś musiał pożegnać się z pracą prezentera pogody?

 Brakowałoby mi podróżowania, poznawania nowych miejsc, smaków, uczenia się czegoś nowego. Dla mnie każdy dzień w pracy to kolejna przygoda. Gdybyś chciał wyznaczyć mi karę, powiedziałbyś mi: „Siedź przez osiem godzin przy komputerze i rób analizy”. Albo: „Siedź osiem godzin przy okienku i obsługuj petentów”. Wiem, że dużo ludzi robi coś takiego, wiem, że ich praca jest ważna, ale gdybym miał wejść w ich buty, chyba bym się zapłakał.

 

Jak wyglądają Twoje poranki?

 Muszę wstawać bardzo wcześnie, tak by być na planie godzinę przed rozpoczęciem programu. Najczęściej budzę się chwilę po piątej. Moje wstawanie nie wygląda w taki sposób, że zadzwoni budzik i zrywam się na równe nogi. Wchodzę w dzień łagodnie. Pozwalam sobie na kilkuminutowe drzemki tuż po pierwszym przebudzeniu. Lubię, gdy budzi mnie muzyka z ulubionej stacji radiowej. Biorę prysznic. Jem śniadanie. Czasami pierwszy posiłek pałaszuję dopiero w pracy. W „DDTVN” mamy przecudowną garderobianą, Basię, która rozpieszcza nas kanapeczkami.

IMG_8639

A co później?

 Jeżeli jestem w Warszawie, po programie załatwiam swoje sprawy – bank, poczta, zakupy, spotkania itd. Potem przyjeżdżam do domu, pakuję walizkę i ostatnim samolotem, pociągiem wyjeżdżam z Warszawy. Wiele stewardess znam po imieniu. Na przykład dzisiaj lecę do Gdańska. Dotrę tam o 23. Jadę do hotelu, śpię i rano na plan.

 

Opowiedz mi teraz o swoim domu. O kilku lat mieszkasz na uroczym osiedlu w Nowej Iwicznej pod Warszawą.

 Moje osiedle ma niesamowity klimat, przypomina trochę austriacką wioskę. O pomoc w wykończeniu domu poprosiłem koleżankę projektantkę. Udało nam się stworzyć miejsce ciepłe i przytulne. Jest dużo drewna i bieli. Mam kominek, taras, ogród. W lecie najchętniej przebywam na tarasie, często jem tam śniadanie. Ale przez większość roku najbardziej ubóstwiam sypialnię. Zazwyczaj śpię w hotelach, dlatego bardzo tęsknię za moim łóżkiem. Mój wymarzony dzień zaczyna się od śniadania w łóżku. Później, leżąc w nim, otaczam się stertą gazet, książek i nadrabiam zaległości w lekturze. Czasami zapraszam bliskie mi osoby i organizuję w domu imprezę.

IMG_8616

Czy masz jakieś swoje danie popisowe, które serwujesz gościom?

 Na pewno rewelacyjnie, mówię to z całą świadomością, robię krewetki. Moi goście zajadają się nimi tak, że aż im się uszy trzęsą. Korzystam z prostego przepisu. Krewetki łączę z białym wytrawnym winem, cebulą, czosnkiem, masłem i pietruszką. Do tego bagietka. Jestem też specjalistą od humusu. Robię go na różne sposoby – z suszonymi pomidorami, na ostro, po indyjsku.

 

Krewetki, humus… Czyżbyś był wegetarianinem?

Nie jem mięsa, ale nie dlatego, że uznałem, że zabijanie zwierząt jest złe, że mięso jest szkodliwe, trujące. Nie wyznaję żadnej takiej filozofii. Któregoś dnia przestałem jeść mięso, ponieważ najzwyczajniej w świecie przestało mi smakować. Ale jeśli jutro najdzie mnie ochota, to zjem i pięć tatarów. Na razie nie zauważam u siebie jakichś problemów ze zdrowiem, z utratą energii. Uważam, że organizm jest niesamowicie inteligentny i jeśli będzie mu czegoś brakować, da mi o tym znać. Drażnią mnie ci, którzy są wegetarianami i obrońcami praw zwierząt na pokaz. Z jednej strony coś deklarują, a z drugiej mają piękne skórzane akcesoria – torebkę, breloczek, portfel, a do tego skórzane fotele w samochodzie. Co więcej, używają kosmetyków testowanych na zwierzętach.

IMG_8609

Jakie są najmilsze przejawy sympatii, które odbierasz od widzów?

Uwielbiam zdjęcia, które od nich dostaję. Fotografują mnie na ekranie w różnych zabawnych okolicznościach. Sam zobacz (Bartek pokazuje mi zdjęcia na telefonie). Tutaj uczniowie oglądają prognozę pogody na lekcji matematyki. Natomiast mama tej dziewczynki napisała do mnie, że jak pojawiam w telewizji, to jest jedyny moment, kiedy może ją nakarmić, bo ona wtedy szeroko otwiera buzię (śmiech). Każde takie zdjęcie to dla mnie dawka pozytywnej energii.

 

Tekst: Andrzej Grabarczuk

Zdjęcia: Marta Drewnik, Platan Studio

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *