Jestem przestrzeń

Jedna z najbardziej utalentowanych wokalistek jazzowych młodego pokolenia w Polsce. Gdy miała 15 lat wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Tam pod czujnym okiem wybitnych jazzmanów poznawała tajniki tego nurtu muzyki. Dziś możemy podziwiać jej talent na polskich oraz zagranicznych scenach. W najnowszym projekcie „Jestem przestrzeń” śpiewa wiersze Anny Świrszczyńskiej. Monika Borzym – jaka jest?



Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Maksym Rudnik

Młoda. Piękna. Uzdolniona artystka z głosem, który przekazuje tyle emocji. Moniko, słuchając Twoich utworów można się wzruszyć. Co sprawia, że aż tak oddziałują one na odbiorców?

Nie mam pojęcia, co się dzieje, kiedy mój głos już ze mnie wyjdzie. Dla mnie kluczowe jest to, żeby to co mam do zaśpiewania dotykało mnie, ruszało, żebym chciała to powiedzieć.  W przypadku ostatnich dwóch płyt – „Back to the garden” i „Jestem przestrzeń” dokładnie tak było. Byłam niezwykle poruszona słowami, które przeze mnie przechodziły. Myślę i mam
nadzieję, że to jest sekret.

Czy droga, którą obrałaś jest prosta?

Nie znam innej i nie wyobrażam sobie innej, ale myślę, że ogrom ludzi na świecie pracuje dużo ciężej niż ja. Bycie osobą twórczą ma swój ciężar – brak stabilizacji, obcowanie z nadwrażliwością, wystawianie się na osąd, na krytykę… A z drugiej strony od lat żyję ze śpiewania piosenek. To jest raczej ekstra!

Dzieciństwo spędzone w Polsce. W wieku 15 lat wyjechałaś do Stanów Zjednoczonych. Czego nauczył Cię pobyt w Stanach?

Samodzielności, języka, dystansu, umiejętności i chęci próbowania różnych rzeczy.

Rodzice nie bali się wysłać 15-letniej córki tak daleko?

Trzeba by zapytać mamę (śmiech). Na pewno otrzymałam spory kredyt zaufania.

Co było po powrocie?

Po powrocie było liceum. Dzięki naszej pani dyrektor Annie Szczepańskiej-Filipp, która ma niezwykle otwartą głowę i wyobraźnię, udało mi się przyspieszyć ten proces i przejść przez liceum w dwa lata indywidualnym trybem nauczania, żeby móc wyjechać na stypendium do
Stanów. Tym razem już na studia.

Jazz nie jest łatwym gatunkiem muzycznym. Ludzie, który go pokochali, są wyczuleni na jakość jego wykonywania. Co urzekło Ciebie w tym gatunku?

To co śpiewam, to nie do końca jest jazz, ale wszyscy muzycy, którzy pojawiają się w moich projektach, łącznie ze mną oczywiście, mają tzw. jazzowy background, czyli kunszt swojego instrumentu, swobodę improwizacji i świadomość stylu… Ja już nie wiem, co najbardziej mnie w jazzie urzekło. Chyba jego finezja po prostu. Muzycy. Osobowości. Brzmienie instrumentu i frazowanie, po którym od razu rozpoznajesz, czy to Chet Baker, czy Miles Davis, czy Clifford Brown.

Patrząc na Ciebie odnoszę wrażenie, że jesteś osobą, która wie czego chce i stawiasz zawsze na swoim. Inną stronę Moniki Borzym mogliśmy poznać w programie „Twoja twarz brzmi znajomo” gdzie zaprezentowałaś wiele swoich stron.  W życiu codziennym, którą Moniką jesteś – tą spokojną, wiedzącą czego chce kobietą, czy bardziej stawiasz na szaleństwo i spontaniczność?

Mój znak zodiaku to ryby. Mam w sobie zarówno mocno stąpającą po ziemi organizatorkę, jak i wariatkę, hippisa. Lubię tą dwoistość. Myślę, że mi pasuje i paradoksalnie pomaga zachować jakiś tam balans.

Niedawno wzięłaś udział w projekcie realizowanym przez Muzeum  Powstania Warszawskiego. Śpiewasz wiersze Anny Świrszczyńskiej, która była sanitariuszką podczas Powstania Warszawskiego. Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas nagrywania płyty?

Bardzo silne. Mam nadzieję, że to słychać i że przenoszę cokolwiek z tego, co sama czułam.

Co według Ciebie sprawia, że ten projekt jest aż tak wyjątkowy?

Niesamowite, odważne i niezwykle aktualne wiersze Anny Świrszczyńskiej, ubrane w poruszającą muzykę Mariusza Obijalskiego, który napisał te piosenki tak, by służyły słowom. To wielka sztuka.

Nie boję się potwierdzić faktu, że Twoje kreacje muzyczne udowadniają, iż jesteś artystką wyjątkową. Nietuzinkową, która nie zamyka się na świat, tylko z niego czerpie pełnymi garściami. Czego możemy się spodziewać po Monice Borzym w niedługim czasie?

Sama nie wiem. Zobaczymy! Ale na pewno będę to robić w towarzystwie
Mariusza Obijalskiego (uśmiech).

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *