Jej przepis na życie

Po zakończeniu zdjęć do serialu „Przepis na życie” Magdalenę Kumorek pochłonęły przede wszystkim role teatralne. Wytchnienie znajduje w domu pod Wrocławiem. Chwile magiczne to dla niej te spędzone z dziećmi, wypełnione beztroską zabawą. Aktorka czerpie też radość z pracy w ogrodzie i w kuchni, gdzie przyrządza potrawy wegetariańskie. O życiu w rytmie slow z Magdaleną Kumorek, aktorką serialową i teatralną, rozmawia Andrzej Grabarczuk.


Gdzie najchętniej wypoczywa Pani latem? Gdzie w tym roku będzie Pani ładowała baterie?
Chyba nie ma takiego jednego miejsca. Mam to szczęście, że wraz z rodziną mieszkam na wsi, więc wspaniale odpoczywam w domu, w ogrodzie. Ale trzy lata temu pojechaliśmy kamperem do Słowenii i zakochałam się w tym kraju. Podobnie mam z zachodnim wybrzeżem Francji, z Tyrolem czy Portugalią. Ja w ogóle bardzo lubię podróżować. Natomiast w tym roku, z uwagi na dużą ilość pracy, nie uda nam się rodzinnie wyjechać na dłużej. Nic to. Najważniejsze, by choć trochę pobyć razem, bez szkolnych obowiązków i codziennego tempa życia.

Mieszka Pani pod Wrocławiem, ale z powodu pracy często jest Pani w Warszawie. Jakie są najważniejsze różnice między tymi miastami?
Oba te miasta bardzo lubię, choć Wrocław chyba bardziej (uśmiech). Wrocław podoba mi się architektonicznie i klimatycznie. Zawsze jest tu najcieplej w Polsce. Zawsze, gdy do niego przyjeżdżam, mam wrażenie, że spotykam tu uśmiechniętych ludzi. Hasło promujące to miasto brzmi „Wrocław – miasto spotkań”. I coś w tym jest, bo można tu spotkać wiele ciekawych osobowości. A poza tym bardzo lubię tętniące tu życie kulturalne. Zwłaszcza latem, gdy odbywa się wiele ciekawych festiwali. Natomiast Warszawa nieodłącznie kojarzy mi się z miejscem do pracy. Tempo życia jest tu nieporównywalnie szybsze niż w innych miejscach i dlatego nie mogłabym tu chyba żyć na stałe. Poza tym, jak dla mnie, zbyt mało tu zieleni. Ale odkąd mam tu kilku przyjaciół i mieszkanie, polubiłam stolicę i przyjeżdżając do niej, staram się wtopić w jej rytm.

Wiele czasu musi Pani spędzać w podróży…
Rzeczywiście. Na szczęście bardzo lubię jeździć samochodem. Tych parę godzin spędzam słuchając audiobooków – co uwielbiam albo odbywając zaległe rozmowy telefoniczne.

Model: Magdalena Kumorek Photographer: Dominika Cuda Retouching: Dominik Herman

Model: Magdalena Kumorek Photographer: Dominika Cuda Retouching: Dominik Herman

Model: Magdalena Kumorek Photographer: Dominika Cuda Retouching: Dominik Herman

Model: Magdalena Kumorek Photographer: Dominika Cuda Retouching: Dominik Herman

Model: Magdalena Kumorek Photographer: Dominika Cuda Retouching: Dominik Herman

Co aktualnie dzieje się w Pani życiu zawodowym?

Obecnie związana jestem głównie z teatrem. W Warszawie, w Teatrze 6. Piętro, gram w przedstawieniu „Młynarski Obowiązkowo!”, a we Wrocławiu w Teatrze Muzycznym Capitol występuję w sztuce Agaty Dudy-Gracz pt. „Ja, Piotr Rivier…”. Natomiast w sierpniu rozpoczynam próby do kolejnego przedstawienia w reżyserii Agaty, tym razem w gdyńskim Teatrze Muzycznym. A co poza tym? Od czerwca pracuję na planie filmu w reżyserii Krzysztofa Langa. Premiera przewidziana jest na styczeń, więc na razie szczegóły tej współpracy muszą pozostać moją słodką tajemnicą (uśmiech).

Pani płyta „Śmiercie” powstała z miłości do twórczości Bolesława Leśmiana. Z kolei w spektaklu „Młynarski obowiązkowo!” śpiewa Pani utwory Wojciecha Młynarskiego. Czy Pani codzienne życie też przepełnione jest poezją? Pytając konkretniej – czy w życiu jest Pani bardziej poetką czy racjonalistką?

W życiu jestem z pewnością realistką. Jak większość z nas, codziennie wykonuję slalom pomiędzy obowiązkami domowymi, rodzinnymi, zawodowymi i choć jestem świetnie zorganizowana, czasem się w tym gubię. Ale dbam o to, by w moim życiu były chwile magiczne – to te spędzone z dzieciakami na swawoli i zabawie. Na scenie bywają momenty wzniosłe i poetyckie, ale one się chwilowe i ulotne – choć tak upragnione. Nie jestem buddystką, ale praktykuję medytację chwili, tzn. staram się być jak najczęściej świadoma mojego „tu i teraz”. Skupienie na najdrobniejszych czynnościach dnia, wykonywanie ich świadomie, a nie rutynowo i w pośpiechu, to klucz do tego, by czerpać radość z życia.

Czy wykorzystuje Pani swoje zdolności aktorskie, muzyczne bawiąc się z dziećmi? Jakie zabawy królują w Pani domu?

Chyba najważniejszy jest po prostu czas spędzony z dziećmi. Te chwile, kiedy jesteśmy tylko dla nich. Często z dziećmi rysujemy lub lepimy coś z ciastoliny. Uwielbiam też wszelkie gry planszowe, więc często to ja jestem prowodyrem, by do nich zasiadać. Muzycznie i aktorsko zaskakują mnie moje dzieciaki, bo oboje mają takie predyspozycje. Wygłupy z nimi to wielka frajda.

Czy poza obowiązkami zawodowymi, angażuje się Pani w jakieś projekty charytatywno-społeczne?
Tak, i robię to z przyjemnością. To ten szczególny aspekt popularności, która na co dzień czasem ciąży, a w tym przypadku może pomóc. Zaangażowana jestem głównie we wszelkie kampanie proekologiczne. Wspieram mocno wszelkie ruchy wegetarian i wegan, mając równocześnie w poszanowaniu wszelkich mięsożerców. Uważam jednak, że społeczna świadomość dotycząca traktowania zwierząt w ubojniach i na fermach jest nadal bardzo mała. Trzeba o tym głośno mówić, bo to jedyna droga by poprawić ich jakość życia. Od tego roku wspierać będę również wszelkie firmy zatrudniające osoby niepełnosprawne – przyjęłam rolę Ambasadora w konkursie Lodołamacze 2015 na terenie Dolnego Śląska.

Czy ma Pani jakąś pozaartystyczną pasję, jakieś hobby, któremu się Pani oddaje?
Tak, praca w ogrodzie – od przekopywania grządek, poprzez siew i zbiór plonów. To zajęcia, które wielokrotnie uleczyły mnie ze złego nastroju. Zaczęłam również jeździć konno i odkryłam, że to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, jakich doświadczyłam.

Filozofia slow life obejmuje również jedzenie. Jakie dania są Pani specjalnością?

Od wielu lat jestem wegetarianką i choć moje dzieci jedzą mięso, w naszym domu nikt im go nie zaproponuje. Gotować nauczyłam się sama w myśl zasady „potrzeba matką wynalazku”. 11 lat temu urodził się mój syn i ktoś go musiał nakarmić (uśmiech). Od tamtego czasu gotowanie jest moją pasją. Mam kilka dobrych książek kulinarnych, kilka sprawdzonych blogów i wiem, jakie smaki najbardziej pasują moim bliskim. Gotuję zdrowo, ale przede wszystkim smacznie, opierając się głównie na sezonowych składnikach. W mojej kuchni królują zupy i makarony.

Została Pani ambasadorką marki kosmetycznej Shedor. Bez jakiego kosmetyku nie może się Pani obyć?
Absolutnie nie wyobrażam sobie życia bez kremu do twarzy, balsamu do ciała, odrobiny różu i korektora pod oczy. Staram się, idąc za myślą proekologiczną, używać kosmetyków naturalnych, bez sztucznych dodatków, takich jak parabeny, silikony itp. Kosmetyki Shedor są dla mnie zatem idealnym rozwiązaniem. Nie dość, że kremy pachną obłędnie i mają wspaniałą konsystencję, to jeszcze moim zdaniem, ich działanie widać już po pierwszej aplikacji.

Kto jest dla Pani ideałem piękna?
Każda spełniona, kochająca siebie kobieta. Może mieć zarówno 18 jak i 80 lat, ale to widać z daleka. Nie trzeba mieć idealnej sylwetki ani urody Barbie. Świadomość swoich atutów, a każda z nas je ma, zgoda na to, że nie jesteśmy idealne i radość czerpana z życia – to wszystko maluje się na twarzy, odbija w blasku oczu. Taka kobieta jest w moim odczuciu piękna.

Rozmawia: Andrzej Grabarczuk

Model: Magdalena Kumorek
Photographer: Dominika Cuda
Retouching: Dominik Herman

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *