Frajda z życia!

Każda marka musi mieć charakter. Dlatego kreując jej nazwę zawsze szukam odpowiednich wyróżników. – mówi Krzysztof Koczorowski właściciel Studia Brandingowego KARAT-e. Czym powinna się wyróżniać marka, aby była rozpoznawalna? Czy polskie firmy doceniają siłę nazwy oraz marki? 

Tekst: Redakcja

Znalazłeś sobie interesującą niszę w świecie reklamy.

Zajmuję się projektowaniem marki, a ściślej rzecz biorąc namingiem czyli projektowaniem nazw. Pomagam też Klientom w komunikacji, prowadzę projekty PR-owe, doradzam jak najlepiej wykorzystać drzemiący w przedsiębiorstwie czy instytucji potencjał.

Kilkunastoletnie doświadczenie w pracy, studia podyplomowe na kierunkach: projektowanie usług, psychologia w biznesie, zarządzanie marką oraz studia MBA pozwoliły mi poskładać wszystkie elementy związane z designem, marketingiem, zarządzaniem oraz psychologią, w jedną całość. Wiem, w jaki sposób przekazywać klientom moich Klientów konkretne wartości, jak uwypuklić mocne strony, jak zadbać o pozytywny wizerunek. Zwykle jednak stoję w drugim rzędzie. Często nie mogę się nawet pochwalić tym dla kogo i co zrobiłem – obowiązują mnie umowy oraz obostrzenia. Mam jednak naprawdę świetnych partnerów biznesowych. Z niektórymi współpracuję nieprzerwanie od kilku lat. Mamy do siebie zaufanie, możemy porozmawiać, wymienić się uwagami czy pomysłami.  To naprawdę działa! Szczerość w biznesie jest fajna i potrzebna do osiągnięcia sukcesu.

Jakie są najciekawsze aspekty projektowania nazw?

Może zabrzmi to banalnie, ale moment kiedy ze strzępków informacji powstaje namacalny efekt, kiedy udaje się zwerbalizować i uchwycić kwintesencję marki. Czasem pojawia się jedna myśl, czasem zaczynam od szukania skojarzeń, które następnie rozdrapuję, szukając wśród nich punktów zaczepienia. Analizuję, rozpisuję, szukam wyróżników. Efektem pracy jest nazwa oddająca charakter marki.

Jestem rzemieślnikiem, który w pracy wykorzystuje magię słów. Żyję tym i z tego, co lubię najbardziej. Sklecam słowa w zdania, zdania w teksty. Poza projektowaniem marek doradzam Klientom, tworzę strategie, prowadzę komunikację zarówno online, jak i offline. Pomagam nieść dobrą nowinę o firmie, oferowanych produktach czy usługach w świat. Oczywiście łagodzę też sytuacje kryzysowe, które mają tendencję do pojawiania się głównie w mediach społecznościowych.

 

Skąd pomysł na to, aby zajmować się projektowaniem nazw i PR-em?

Zawsze lubiłem pisać. W szkole podstawowej i w liceum wygrywałem wszystkie możliwe konkursy literackie. Pewnego razu postanowiłem wysłać te swoje opowiastki do kilku agencji reklamowych. Właściciel jednej z nich zaprosił mnie na rozmowę – tak się wszystko zaczęło. Przygotowałem kilka zleconych projektów, tym samym zacząłem budować swoje portfolio. Miałem siedemnaście lat i stawiałem pierwsze, chwiejne kroki w branży. Oczywiście nie każdy traktował mnie poważnie. Pamiętam jednak moment, który zmienił wiele, gdy tuż przed maturą kampania mojego autorstwa pojawiła się w telewizji, na billboardach i w prasie. Czułem się wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie, a przy okazji zarobiłem sporą sumę pieniędzy za kilka dni pracy.

Styl ewoluował, dojrzewał razem ze mną. Od kilku lat nie mam żadnych wątpliwości, że efekty mojej pracy, które przekazuję Klientom, są bardzo dobre. Nie czekam z niecierpliwością na informację zwrotną zastanawiając się, czy na pewno projekt zostanie zaakceptowany. Zawsze daję z siebie wszystko. Jeśli praca jest jednocześnie pasją, trudno żeby było inaczej.

Czy polskie firmy doceniają moc, jaką może mieć w sobie dobra nazwa?

Jest naprawdę coraz lepiej. Już nie tylko korporacje i firmy międzynarodowe, nie tylko startupy, ale również polskie firmy rodzinne widzą coraz większą potrzebę wyróżnienia się, zagnieżdżenia w świadomości konsumentów. Żyjemy w czasach nieograniczonych możliwości, wydaje nam się, że ciągle musimy za czymś pędzić, ciągle robić więcej i więcej. Bodźce atakują nas z każdej strony i setek, a nawet tysięcy, które dopadają nas każdego dnia, zwyczajnie nie zauważamy. Z masy nazw, sloganów, logotypów, reklam w magazynach czy w telewizji wyłapujemy albo to, co dobrze znamy, albo treści kontrowersyjne, albo te przemyślane, dobrze przygotowane i zapadające w pamięć. Bylejakość często kosztuje dokładnie tyle samo co hit, a odbija się czkawką przez długie lata.

Reklama czy marketing nieodłącznie kojarzą się z gonitwą, z przeskakiwaniem samego siebie, z pracą pod presja czasu. Rzeczywiście tak jest?

Wszystko zależy od tego, w którym miejscu postawisz granicę oraz od tego, czy szanujesz samego siebie. Mam szczęście pracować ze świadomymi Klientami, którzy wiedzą, że „na wczoraj” niewiele da się zrobić. Cenię swój czas, czas moich bliskich oraz Klientów. Jeżeli obiecam, że projekt oddam w poniedziałek do południa, to tak będzie. Sam nie lubię, kiedy ktoś odkłada w nieskończoność to, co może zrobić teraz, za chwilę.

Czym jest dla Ciebie rozwój zawodowy?

Moim zdaniem ludzie dzielą się na tych, którzy nigdy nie są zaspokojeni i ciągle muszą coś robić oraz na tych, którym dobrze jest tak, jak jest. Zarówno jedni, jak i drudzy są szczęśliwi w swoim życiu i nie do końca są w stanie zrozumieć tę drugą grupę. Sam mam tak, że im więcej rzeczy mam do zrobienia, tym jestem lepiej zorganizowany. Uwielbiam swoją pracę i sytuacje, gdy wokół mnie dużo się dzieje. Staram się otwierać oczy jak najszerzej, aby dostrzec jak najwięcej. W branży reklamowej musisz się rozwijać, śledzić trendy, uczyć się, czytać i być na bieżąco. Mam jednak do tego zdrowy dystans.

Co dla Ciebie znaczy slow life?

Bardzo bliski jest mi cytat Konfucjusza: „Człowiek ma dwa życia, to drugie zaczyna się, gdy uświadomi sobie, że ma jedno.” Kilka lat temu przeżyłem swój mały koniec świata. Znane i bezpieczne życie przestało istnieć. Jednocześnie zaczęło się coś nowego, innego, równie interesującego. Jestem dzięki temu bogatszy o ważne doświadczenia. Bardzo lubię też fakt, że przybywa mi lat. Coraz więcej wiem i rozumiem. Nie mam jednak żadnych patentów, intensywnie uczę się każdego dnia… Uwielbiam życie i wiem, że każdy dzień jest bezcenny. Nie mam potrzeby, aby ścigać się z innymi. Nie udaję też kogoś, kim nie jestem.

Kiedyś moja głowa musiała być ciągle zajęta. Coraz częściej łapię się na tym, że zawieszam się na moment, a przez głowę nie przelatują mi wtedy żadne myśli. Zawsze jednak żyłem intensywnie i zawsze było to dla mnie normalne i fajne – ciężka praca, kolejne studia i szkolenia, a po godzinach pisałem artykuły, felietony, recenzje. Dużo też czytam, bo traktuję to jako doskonalenie warsztatu. Jeżeli jednak odpoczywam, to na całego, ale raczej włócząc się po uliczkach miast niż leżąc na plaży. Lubię czasem zniknąć na dłużej. Na co dzień robię swoje i nie czekam biernie na pojawiające się możliwości. Sam staram się je organizować. Slow life to możliwość wyboru, to akceptacja i frajda z życia!

Optymista czy pesymista?

Dla mnie zawsze szklanka jest do połowy pełna, często nawet się ten optymizm z niej wylewa. Jeżeli dzieje się źle mam moment zatrzymania, a następnie przechodzę do konkretnych działań.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *