Dziś stoję na Scenie Marzeń

Mówią o nim człowiek-orkiestra: komponuje, śpiewa, pisze wiersze, pracuje w radiu, grywa w filmach i w teatrze, a ponadto co tydzień prowadzi jeden z najpopularniejszych programów w Polsce „Jaka to melodia?”. Niewielu wie, że to tylko mały wycinek jego życia. Po wyłączeniu kamer Robert Janowski spędza czas w fundacji – bo ma wielkie serce, którym chce i potrafi się dzielić.

Wysłuchała: Kaja Cudak

 

Dom to moja przystań

Mój dom – miejsce, gdzie żyję i tworzę w swoim gabinecie, komponuję piosenki, gram czasem na fortepianie i od czasu do czasu piszę wiersze, gdy mam do przekazania coś dla mnie ważnego. To moja najbardziej osobista forma kontaktu ze światem. Niedawno wydałem kolejny tomik – tym razem o aniołach. To wydawnictwo specjalne, zawiera także płytę z wierszami i prozą w mojej interpretacji. Na płycie znajdują się też dodatkowo przygotowane dla tej płyty i nigdy wcześniej niepublikowane moje piosenki. Jestem szczęściarzem, od 30 lat mogę się realizować na scenach teatrów, w filmie, w muzyce, a na dodatek w radiu i w telewizji…

1

Mam też w życiu szczęście do ludzi, których spotkałem i wciąż spotykam na mojej drodze oraz do szczęśliwych zbiegów okoliczności. Gdyby nie one, zapewne nadal byłbym weterynarzem. Przez kilka lat pracowałem w zawodzie, jednak nie czułem się w pełni szczęśliwy – choć leczenie zwierząt to piękne i szlachetne zajęcie. Jednak moim powołaniem od zawsze była scena i stałem się częścią jej świata dzięki pomocy niezwykłych ludzi, autorytetów i artystów. Dzięki nim doszedłem do miejsca, w którym dziś jestem. Ważnym momentem w życiu było spotkanie z Januszem Józefowiczem, wielkim artystą, fenomenalnym reżyserem i geniuszem. Nie boję się użyć tego słowa, bo Józefowicz, jak mało kto, jest prawdziwym wizjonerem – dzięki niemu zagrałem w „Metrze” i zostałem tam na całe 7 lat. To był mój pierwszy spektakularny sukces. Drugim wyjątkowym spotkaniem, które zawsze będę przechowywał w pamięci, było poznanie Jonasza Kofty. Miałem wtedy 23 lata, byłem śmiesznie młodym chłopakiem, któremu Jonasz Kofta zgodził się powierzyć swoje teksty i tak na ich kanwie powstał musical „KOMPOT”.

Tak to już jest, że największe szanse od losu są niezapowiedziane – nagle do nas przychodzą, wydarzają się, obdarowując sukcesem. Nigdy nie wiem, że to jest ta szansa… tak było w moim życiu z teatrem, z filmem i z telewizją. Zadecydowała jedna chwila. Wygrany casting do programu „Jaka to melodia?”. Aż trudno uwierzyć, że ta przygoda trwa już 18 lat…

Patrząc z perspektywy czasu – nigdy nie myślałem, że tyle osiągnę. Pochodzę z małej miejscowości, z rodziny, w której poza mną nie było ani artystów, ani nigdy żadnych tradycji humanistycznych. Zajęcie tak niepewne jak moje, było uważane za kaprys i lekkomyślność – mężczyzna musiał mieć konkretny fach, który dawał pracę i pieniądze – jak prawnik, lekarz, architekt. Jednak ja od dziecka w głębi duszy zawsze kochałem sztukę, muzykę i poezję, grałem na fagocie i fortepianie. Miałem marzenia, wierzyłem i wiedziałem, że w tym co robię będę świetny, bo jest to moja pasja. Ale gdziekolwiek jestem i cokolwiek robię, zawsze wracam do domu. Tu się czuję bezpiecznie. To jest moja przystań.

4

Chwile tylko dla siebie

Są nieliczne, bo i zawód artysty wiąże się z wieloma wyrzeczeniami – mój kalendarz to nie tylko prowadzenie w TVP 1 programu „Jaka to melodia?” i audycji „Między nami wszystko gra” w Radiu Złote Przeboje – to również od czasu do czasu spektakle w teatrze i występy muzyczne, a przede wszystkim próby do nich.

Ostatnio moją „chwilą tylko dla siebie” stało się podjęcie studiów podyplomowych z coachingu. Ta chwila trwała aż 2 lata i…trwa do dzisiaj. Już w młodości wiele osób mówiło mi, że mam dar słuchania – po rozmowie ze mną udawało im się wyjść na prostą, rozwiązać swoje sprawy czy dostrzec je w innym świetle. Słowo powiernik trąci dziś myszką, ale właśnie taką rolę przyszło mi wiele razy pełnić wśród znajomych, przyjaciół i wśród… fanów.

To wszystko po latach zainspirowało mnie do podjęcia studiów. Postanowiłem zainwestować swój czas, wybierając z coachingu dla siebie to, co najlepsze. Od razu wiedziałem, że nie interesuje mnie trenerstwo pojmowane jako praca z grupami korporacji, liderami handlu czy biznesu – interesował mnie wyłącznie człowiek w swojej najgłębszej postaci i praca z nim sam na sam. Dzięki wytrwałości i pracowitości udało mi się zdobyć wszystkie uprawienia coacha ICI, uznawane na całym świecie. Czas nauki dał mi możliwość jeszcze lepszego zgłębienia człowieka, jego możliwości i dróg rozwoju.

Kolejna „chwila dla siebie” to mój czas spędzany z żoną, gdy możemy ze sobą porozmawiać, pójść na spacer, po prostu oddać się „nicnierobieniu”, wyskoczyć gdzieś za miasto. Często wybieramy zakątki w Polsce – gdzie zawsze blisko do Warszawy, a jednocześnie z dala od jej gwaru.

Mamy tak wiele pięknych i nieodkrytych do końca miejsc, że warto je odwiedzić i się nimi zachwycić. Dla mnie to ważne tym bardziej, że nie latam samolotem. Miejscem, do którego od lat chętnie wracam, są Bory Tucholskie. To mój raj na ziemi, gdzie czas się zatrzymuje i chciałoby się, aby tak było zawsze. Znam tam wszystkie dróżki, wszystkie brzegi jeziora i wiem, gdzie są wzgórza, z których rozciągają się najpiękniejsze widoki, gdzie są najdorodniejsze prawdziwki i gdzie najlepiej biorą ryby. To dla mnie jeden z najpiękniejszych zakątków w Polsce. Jednak na co dzień nie mógłbym wyobrazić sobie życia z dala od miasta. Być może za kilkanaście lat tak, ale nie dziś. Wiele dzieje się w moim życiu i tak wiele jeszcze przede mną…

5

Dziś nie boję się zmian

Tak jak nie bałem się ich ponad 30 lat temu, podejmując decyzję o porzuceniu weterynarii dla niepewnej artystycznej przyszłości . Potrafię też wyobrazić sobie życie w zupełnie innej rzeczywistości i zawodzie niż dzisiaj, bez telewizji i mediów. Dziś coraz częściej zapominamy, że jeszcze niedawno bycie artystą wiązało się z kultura słowa i gestu, oczytaniem, obyciem w świecie, posiadaniem dobrych manier i zwykłą ludzką uczciwością, empatią wobec drugiego człowieka – umiejętnością odnalezienia się w każdej sytuacji.

Dzisiejszy show biznes wydaje się powierzchowny i plastikowy. Rzadziej decyduje talent – częściej przypadek. Młodym artystom, mimo ich ogromnej determinacji, pracowitości, świat nie ma wiele do zaoferowania. Nie mogą dostać roli w żadnym serialu – nawet drugo- czy trzecioplanowej. Ich talent, ich wiara w siebie i poświęcenie są światu zupełnie zbędne i obojętne… Stąd patrząc na ten nasz polski show biznes, odnoszę wrażenie, że najwięksi artyści, to nie ci pozujący w świetle fleszy i kamer, ale ci o których nic nie wiemy, którzy są daleko od nas, jeszcze nieznani, nieodkryci, tworzący z serca w swoich domach, w małych miasteczkach i miejscowościach.

3

Najważniejsza scena, na której stoję

Dziś to „Scena Marzeń” – fundacja, którą powołałem wraz z Kamilą Matuszewską, właścicielką Agencji Aktorskiej dla Dzieci ANDYMAX, by odkrywać młode talenty i wspierać je na artystycznej drodze – zwłaszcza dzieci i młodzież z małych miast, miasteczek i wsi. Nie przypuszczałem, że „Scena Marzeń” aż tak bardzo mnie pochłonie. Sam wychowałem się w małej miejscowości i wiem, jak ważne jest dać komuś szansę – zwłaszcza tam, gdzie nie ma perspektyw, nie ma możliwości rozwoju i panuje przekonaniem że sztuka jest stratą czasu i że „tak już musi być”.

Dla takich dzieci wciąż często nieosiągalne są proste rzeczy, jak wizyta w teatrze czy w muzeum, nie wspominając o wyjazdach na festiwale czy warsztaty u wybitnych kompozytorów, piosenkarzy czy specjalistów od emisji głosu. Wraz z fundacją „Scena Marzeń” chcemy dotrzeć do takich osób – uzdolnionych artystycznie uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i liceów.

Dla tych dzieci będziemy wraz z zaprzyjaźnionymi artystami organizować warsztaty – szkolenia, na których każdy z wykładowców będzie miał dość czasu na opiekę nad młodym talentem. Chcemy też zbierać stare, niepotrzebne innym ludziom instrumenty – te przechowywane na strychach, wciśnięte w szafy, drzemiące w pawlaczach – aby je naprawić i znów używać. Aby przywrócić im nowe życie.

Byłbym szczęśliwy, gdyby udało nam się zrealizować chociaż część naszych planów, bo oznacza to jedno – nasze działanie komuś pomoże. Nie wiem, jak daleko zajdziemy z fundacją, ale jestem pewny, że dziś chcę dać światu to, co we mnie najlepsze.

 

 

Robert Janowski ( 1961 r. ) – wokalista, kompozytor, poeta, aktor, dziennikarz i prezenter. Sukcesy odnosił jako aktor na deskach teatrów (m.in. Teatr Buffo, Teatr Dramatyczny, Teatr Rampa, Teatr Ateneum, Teatr Rozmaitości), przed kamerą (m.in. Ekstradycja, Na dobre i na złe, Na Wspólnej) oraz jako kompozytor i piosenkarz (m.in. płyty: Co mogę dać, Nieważkość, Skrzydła. The Best of, Song.pl, Osiemdziesiąte.pl). Za krążek Song.pl otrzymał platynową płytę. Od 18 lat prowadzi program „Jaka to melodia?” w TVP 1 oraz od 3 lat audycję „Między nami wszystko gra” w Radiu Złote Przeboje. Laureat wielu nagród, m.in. Telekamery (2000 r., 2003 r. i 2008 r. ), Wiktora (2000 r. i 2007 r.) oraz Złotej Telekamery (2009 r.)

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *