Drzewo? Po co nam drzewo?

Uczymy się na wiele sposobów. Jest wiedza wyniesiona ze szkoły i ta osiągnięta dzięki doświadczeniu. Ostatnich kilka miesięcy pokazało, że jest także wiedza, którą zdobywamy zbyt późno. To pokłosie przepisów, które dały początek wycince drzew, przez wielu nazywanych rzezią. Wraz z nimi życie straciły ptaki, zwierzęta i… człowiek? Do czego dopuściliśmy?

Tekst: Arleta Wojtczak

Załóżmy, że na naszej działce rośnie drzewo. Dawno temu dawało cień, owoce, sposobność do pikników i pierwszych randek. Z czasem drzewo zaczęło usychać, żyjące w jego gałęziach ptaki znalazły sobie bardziej stabilne schronienie. Drzewo zaczęło też realnie zagrażać bezpieczeństwu naszemu i naszych bliskich. – Na co dzień mieszkam i pracuję z żoną za granicą. Do domu przyjeżdżamy raz na jakiś czas. Odwiedzają nas wówczas dzieci z wnukami. Niestety, beztroskiej zabawie najmłodszych zaczęło zagrażać suche i uszkodzone przez nawałnicę drzewo. Zdobycie zgody z urzędu gminy na jego wycinkę wymagało poświęcenia od nas czasu, którego nie mieliśmy, gdyż zazwyczaj jesteśmy w domu jedynie przez weekend. Drżeliśmy z żoną ze strachu, żeby któremuś z wnucząt nic złego się nie stało. Kiedy tylko przepisy dotyczące wycinki drzew zostały zliberalizowane, natychmiast skorzystaliśmy z tej możliwości. Drzewo już nie zagraża niczyjemu bezpieczeństwu – mówi pan Adam mieszkający pod Gorzowem Wielkopolskim.

Nowe przepisy, przynajmniej teoretycznie, miały pomóc panu Adamowi i jego podobnym w rozwiązania problemu, z którym z takich czy innych względów sobie nie radzili. Takich jak on było wielu i nie można dziwić się temu, że wykorzystali okazję. Niestety, nowe przepisy, a właściwie brak ich znajomości, przyczyniły się do potężnych strat, których w tej chwili nikt nie jest w stanie określić. – Jesteśmy w stanie precyzyjnie policzyć, ile hektarów lasów znajduje się w Polsce. Niestety, nie nikt nie potrafi równie precyzyjnie określić, ile drzew znajdowało się na prywatnych posesjach. Znajdowało się, lecz już ich… nie ma. Możemy jedynie snuć przypuszczenia. Według informacji, jakie do mnie docierały, może to być nawet 1,5 mln drzew, jednak zaznaczam są to dane nieoficjalne i mogą być nieprecyzyjne. Dla przykładu na sąsiadującej działce wycięto 400 drzew – mówi Jarema Andrzej Rabiński, rzeczoznawca NOT i wieloletni biegły sadowy. Dlaczego do tego doszło? Ponieważ w tej ustawie wszystko było umowne. Ministerstwo Środowiska nie dość dokładnie poinformowało o zmianach. Wielu dziennikarzy i urzędników nie przeczytało treści ustawy. Właściciele ziemi, na której stały drzewa, wierząc w to, co usłyszeli, nie sprawdzili, czy faktycznie mogą bez konsekwencji je wycinać. – Prawo obecnie chroniące drzewa jest dziurawe jak… durszlak. Nieprawdą jest, że wprowadzono przepis mocą, którego można wycinać drzewa z każdej działki, jeśli ścinka nie ma związku z działalnością gospodarczą. Nie istniał i nie istnieje w obrocie prawnym żaden taki przepis. Ten, który zmieniono (art. 83 ust 1 u.o.p.) i wywołał te tragiczne konsekwencje, nie stoi ponad innymi nadal obowiązującymi przepisami chroniącymi drzewa, niestety nieznanymi nawet większości urzędnikom, a tym samym nadal sankcjonującymi ich nielegalna ścinkę – mówi Jarema Andrzej Rabiński.

Na bakier z prawem

Przykłady błędnego zrozumienia czy nawet braku znajomości prawa można mnożyć. Do nielegalnej wycinki drzew doszło m.in. w Białymstoku na terenie wokół wyremontowanej willi. Tam właściciel prowadził działalność gospodarczą, a więc nie podlegał znowelizowanym przepisom. W Szczecinie właściciel wyciął drzewa, pomimo tego, że trwał już okres ochronny dla ptaków. Na drzewach swoje gniazda miały nietoperze. Zdarzało się, że do wycinki dochodziło na terenach chronionych obszarów Natura 2000. W Wawrze wycięto najpiękniejszy i najstarszy dąb. To tylko zaledwie kilka przypadków z setek, o ile nie tysięcy nadużyć, wynikających z braku znajomości prawa. – Pierwszy raz siły polityczne w Polsce zlekceważyły największą grupę zawodową – inżynierów, choć tak wiele branżowych organizacji inżynieryjnych, w tym sfederowanych w NOT, zajmuje się ochroną środowiska. Choć do tej pory niestety nasze prawo miało, nawet liczne, luki, jednak obecna zmiana przypomina uszczelnianie wspomnianego durszlaka… sitkiem – mówi Jarema Andrzej Rabiński. Na pierwsze, tragiczne w skutkach konsekwencje nie trzeba było długo czekać. W związku z tym, że firmy specjalizujące się w wycince drzew nie nadążały z realizacją zleceń część osób postanowiła „wziąć sprawy we własne ręce” lub zatrudnić do tego niekompetentne, nieprzygotowane odpowiednio firmy – Wiem o co najmniej trzech wypadkach śmiertelnych przy usuwaniu drzew, nie wspominając już o wielu innych wypadkach, w tym wielu niezgłoszonych – mówi Jarema Andrzej Rabiński.

Po co miastu ptaki?

Jak pisze Dorota Zawadzka w artykule „Zmiany awifauny leśnej Polski na tle działań

gospodarczych, zmian klimatycznych i zaburzeń przyrodniczych”: „Ptaki, ze względu na wysoką mobilność, są dobrymi wskaźnikami zmian środowiskowych. Mogą szybko reagować zmianami liczebności zarówno na negatywne, jak również korzystne zmiany zachodzące w ekosystemach. Oczywistym więc było, że niekontrolowana wycinka drzew przyczyni się do zmian w ekosystemie miast”.

Dzień 1 marca miał być datą, która powstrzyma wycinkę drzew. Tego dnia zaczyna się bowiem trwający do 15 października okres lęgowy ptaków. W tym okresie ptaki zalecają się do siebie, zakładają gniazda i bronią terytoriów. Wreszcie jest to czas, kiedy wychowują się młode. Prawo zabrania ich umyślnego płoszenia i niepokojenia. Ścięcie drzewa, gdzie żyją, zaburza ich spokój oraz pozbawia gniazda. Dlatego tak ważna jest prawna ochrona ptaków. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w okresie lęgowym może odstąpić od zakazu ze względów sanitarnych i bezpieczeństwa. Ścięcie tylko jednego drzewa, na którym gniazdują ptaki, niesie za sobą określone konsekwencje dla tych zwierząt, podobnie, jak każda ingerencja w środowisko. Dla przykładu, ptaki są bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany klimatu, dlatego część z nich wraca do kraju później, niż było to kilka- kilkanaście lat temu. Ptaki żywią się m.in. żyjącymi na drzewach owadami. Jeśli później wracają, to również ich pożywienie jest w innym stadium rozwoju. Mając więcej czasu owady dokonują większych zniszczeń na drzewach itd. Podobnie, jeśli zabierzemy ptakom miejsce do gniazdowania, posunięcie to musi pociągnąć za sobą konsekwencje. Nie znając dokładnie wielkości wycinki, nie można jednoznacznie ocenić szkód, tym bardziej, że działania te miały miejsce na terenach prywatnych. Przekonamy się o tym dopiero za jakiś czas. Wiadomo, że natura nie zna próżni. W miejscach, gdzie przestaje dominować jeden gatunek, pojawia się inny. I nie zawsze są to ptaki. Kiedyś w miastach bardzo popularne były jerzyki, które znajdowały schronienie w szczelinach budynków. Podczas prac restauratorskich budynków starych kamienic ptaki te tracą gniazda i zaczyna ich ubywać. Jerzyki żywią się komarami i jeśli zaczyna ich brakować, populacja tych owadów wzrasta. Dla ochrony człowieka przed konsekwencjami ugryzień tych owadów w miastach rozpylane są chemiczne substancje. One z kolei również nie pozostają obojętne dla reszty ekosystemu i człowieka.

Ptaki bardzo szybko reagują na zmiany w ich otoczeniu. Według danych z Monitoringu Ptaków Polski, aż u 30 gatunków stwierdzono istotne spadki liczebności. Są też i takie, których populacja znacznie wzrosła.

Dla mieszkańców miast najważniejsze powinno być to, że ptaki stanowią integralną część krajobrazu, którym żyją. To dzięki nim można oderwać oko od szarych budynków i zwyczajnie cieszyć się obecnością tych zwierząt. Naszym zadaniem jako człowieka jest chronić ptaki ich siedliska. Umożliwić kolejnym pokoleniom przyjemność z obserwowania życia ptaków w ich naturalnym środowisku.

Wojna polsko-polska

Są jeszcze racje rolników, którzy chcieli powiększyć tereny uprawne oraz właścicieli działek, dla których priorytetem było pozbycie się przeszkadzającego drzewa. Niestety, zawarte w przepisach luki doprowadziły do tego, że prawo zaczęło być wykorzystywane w sposób zagrażający całemu ekosystemowi. Wielka wycinka drzew jaka przelała się falą przez Polskę nie pozostanie więc obojętna dla nas. – Warto zwrócić uwagę na szkody, jakie zostały wyrządzone na terenach wiejskich. Zadrzewienia śródpolne zwiększają plony przez poprawę małej retencji i mikroklimatu, ale też są jedynym siedliskiem bioróżnorodności. Zubożenie naturalnych mechanizmów powodować będzie dominację patogenów. Będą ginęły ptaki, małe zwierzęta i pszczoły. Uszczupli się pula genowa, co może być nieodwracalne. Brak drzew to również erozja i idąca za tym degradacja gleby, a w konsekwencji spadek zysków dla rolników – mówi Marzena Suchocka, architektka krajobrazu, wykładowczyni w Katedrze Architektury Krajobrazu SGGW. Niekiedy jednak drzewo należy wyciąć, gdyż zagraża ono bezpieczeństwu człowieka. Wcześniej obowiązujące przepisy mogły właścicielom działek utrudniać to zadanie.

– Apeluję o rozsądek. Trzeba pamiętać, że z jednej strony drzewo może zabić lub zniszczyć ludzki majątek. Potrafi, bowiem być niebezpieczne. Ponieważ jestem za ochroną drzew, apeluję o rozwagę. To jest właśnie polskie wahadło. Albo bezmyślnie i zbyt pochopnie wycinamy wszystko w pień, albo… uniemożliwiamy usuniecie wręcz drzew niebezpiecznych. Choć pamiętać należy, że nie zawsze zagrożenie można wyeliminować wyłącznie przez wycinkę drzew. Czasem wystarczy je zabezpieczyć i ogrodzić. To, co się obecnie wydarzyło i trwa, było i jest zwykłym barbarzyństwem – niszczeniem polskiej przyrody i walorów naszej ojczyzny. Proponuję ograniczyć emocje, rozstrzygnięcia podejmować na podstawie rzetelnej wiedzy. Chciałbym, aby wiedza osób decyzyjnych podparta była również wieloletnią praktyką zawodową, gdyż wówczas można byłoby uniknąć tak niebezpiecznych dla całego ekosystemu zdarzeń, jakie miały miejsce apeluje Jarema Andrzej Rabiński. W podobnym tonie wyrażają się również inni specjaliści – Proponowałabym przeznaczyć środki na edukację właścicieli działek z pozostałym drzewostanem, żeby podobne sytuacje już nigdy się nie powtórzyły – mówi Marzena Suchocka. Jednak czy tak się stanie? Czy rzeczywiście całą winę możemy spędzić na rządzących? Nie ulega wątpliwości, że wraz zamieszaniem wokół przepisów wzrosła społeczna świadomość tego, jak ważne są dla nas drzewa. Kolejne inicjatywy społeczne, spontaniczne akcje, podczas których są one sadzone – wszystko to daje nadzieję, że nielegalna wycinka stanie się problemem incydentalnym, a nie globalnym. Skoro przez nasze działania daliśmy głos rządzącym, to równie dobrze dzięki nam do głosu może dojść troska o środowisko.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *