Cztery żywioły i siła muzyki. Dagadana

Muzyka, którą tworzą, łączy w sobie elementy etno, folk, jazz oraz elektro. Inspirowana podróżami, historiami ludzi, książkami oraz tym, co aktualnie dzieje się na świecie, łapie za serce i tkwi w nim przez długi czas. W skrócie efekt nacjonalnego przypływu myśli. Dagadana to połączenie czterech żywiołów, które można wyczuć w muzyce tworzonej przez zespół.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Dominika Dyka

Był rok 2010, kiedy po raz pierwszy usłyszałem Waszą muzykę na koncercie w moim rodzinnym mieście, Koszalinie. Był to dla mnie totalny szok. Muzyka, którą tworzycie, znacząco odbiega od tej komercyjnej, jaką możemy usłyszeć w rozgłośniach radiowych…

Daga: Och, pamiętam ten koncert. Kameralny klub, w którym sami musieliśmy się nagłośnić. Przyszło dużo ludzi, panowała rodzinna atmosfera. Choć teraz gramy często dla dużej widowni, staramy się zachować klimat intymności nawet na dużych festiwalach. Fakt, nasza muzyka nie jest komercyjna, ale spokojnie usłyszysz ją w radiowej Trójce, lokalnych oddziałach Polskiego Radia, radiach studenckich. Mamy nadzieję, że podejście dużych rozgłośni się zmieni i pojęcie komercyjnej muzyki nie będzie musiało być przytaczane w wywiadach.

Czy ciężko jest tworzyć taki styl muzyczny, jaki Wy prezentujecie?

Daga: Dla nas bardzo łatwo. Gdyby materiał na płyty i koncerty powstawał w bólach, zespół nie istniałby już dziewięć lat. To wręcz niezwykła przyjemność, lekko żonglować różnymi technikami, pomysłami i tworzyć wielokulturową mieszankę. Wszystko zaczęło się od chęci wzajemnego poznania. Połączyła nas muzyka jazzowa (poznaliśmy się na warsztatach jazzowych). Każdy z nas słucha na co dzień różnej muzyki, co silnie wpływa na styl zespołu. I tak usłyszysz tu echa muzyki jazzowej, elektronicznej, klasycznej, współczesnej, alternatywnej. Najważniejszym elementem jest poszukiwanie tożsamości współczesnych Słowian, próba odpowiedzenia sobie i światu, skąd jesteśmy i co nas kształtuje. Stąd umiłowanie pięknych melodii oraz słów polskich i ukraińskich ludowych piosenek, a potem przedstawianie ich w naszej interpretacji.

Daga, Dana, Mikołaj oraz Bartosz. Cztery żywioły. Jaki jest wasz przepis na osiągnięcie konsensusu w procesie twórczym? Jak on wygląda? Czy każdy z Was przygotowuje jakieś propozycje? Czy macie rozdzielone zadania wewnątrz zespołu?

Mikołaj: Zazwyczaj wygląda to tak, że przynosimy na próby pomysły albo szkice do jakiegoś utworu. Wszyscy wspólnie nad tym pracujemy, dodając nowe idee rytmiczne, harmoniczne czy melodyczne. Czasami jeden utwór dojrzewa kilka miesięcy. Nasze ostatnie dwie płyty stworzyliśmy przy współpracy z moim tatą Marcinem, który również weryfikuje oraz wzbogaca to, co już skomponowaliśmy. Koniec końców podczas nagrań w studiu powstają ostateczne wersje utworów. Co do naszych relacji w procesie twórczym, to często zdarza nam się spierać o różne pomysły, wiadomo, że każdy dodając coś od siebie oczekuje aprobaty, lecz nie zawsze ją dostaje i tu jest miejsce na pokorę. To jest trochę jak w rodzinie, spędzamy w trasach ze sobą dużo czasu, często komunikujemy się ze sobą w sprawach organizacyjnych i po tylu latach można powiedzieć, że nauczyliśmy się sztuki kompromisu, a przy okazji wciąż czerpiemy radość z wspólnych spotkań.

 

Cofnijmy się trochę do przeszłości. Pierwsza debiutancka płyta, „ Maleńka”, odniosła ogromny sukces. Została doceniona przez wielu recenzentów, Trójka udzieliła jej patronatu, a Akademia przyznała nagrodę Fryderyk 2011 w kategorii Album Roku Folk/Muzyka Świata. Taki sukces potrafi zmotywować do działania, ale również potrafi spowodować, że człowiek osiada na laurach. Nie baliście się, że po tej płycie wena się skończy?

Mikołaj: Taki lęk przeżywa każdy artysta, tylko trzeba sobie uświadomić to, że konsekwencja i wytrwałość są tym przepisem na sukces, który pozwala trwać. Mimo tego, że nie zdobyliśmy przy następnych płytach Fryderyka jesteśmy dumni z naszej muzyki i kierunku, w jakim się rozwija. Dzięki temu zaczęliśmy być widoczni w zagranicznych mediach, nasz zespół nie jest anonimowy na międzynarodowej scenie world music. Z tego wniosek, że wszystkie lęki trzeba schować do szafy i zacząć działać z pokorą, wytrwałością, pracowitością i odwagą.

 

Różnorodność kulturowa wzbogaca waszą twórczość. Łatwo było Wam połączyć elementy polskie i ukraińskie w muzyce?

Dana: Największą radością przy przeżywaniu sztuki czy to muzyki, teatru, literatury czy malarstwa jest to, że widzisz lub słyszysz coś już znanego, ale zarazem odkrywasz coś nowego. Tak jest i w naszej muzyce. Jesteśmy sąsiadami i mamy wiele wspólnych płaszczyzn – podobne języki, tradycje ludowe, kuchnię, a zarazem jesteśmy tak inni. Ta inność nas bardzo inspiruje i im głębiej się poznajemy, tym bardziej jesteśmy ciekawi siebie. Połączenia naszych kultur były dla nas całkiem naturalne. Jesteśmy dziećmi swych narodów. Czerpiemy z tego, co najlepsze ze swoich kultur i dzielimy się tym na próbach. Rozkochujemy ludzi w naszych kulturach.

Drugi krążek „Dlaczego nie” to kolejny sukces nie tylko na rynku polskim, ale również w Wielkiej Brytanii i nominacja do nagrody Fryderyk 2012. Sporo tego.

Mikołaj: Najważniejsze to starać się tworzyć jak najlepszą muzykę i wychodzić z nią do ludzi, a takie minisukcesy same przychodzą. Bardzo się cieszymy, że znajdujemy odbiorów naszej muzyki w każdym zakątku świata i jest ona doceniana.

 

Dużo podróżujecie. Swoją muzykę promowaliście w m.in.: Austrii, Algierii, Chinach, Malezji, Korei, Serbii, Singapurze. Jak ludzie reagują na słowiańskie rytmy z Europy Środkowej?

Mikołaj: Są koncerty, gdzie ludzie siadają w parku na trawie i przysłuchują się z zadumą i uśmiechem naszej muzyce płynącej ze sceny, tak jak było to w Singapurze w ogrodzie botanicznym, czy na festiwalu w Szanghaju. Są też takie, na których ludzie stoją pod sceną na płycie miejskiego rynku (tak jak było to w Brazylii na Virada Cultural) i entuzjastycznie odbierają nasze dźwięki. Gramy w pięknych salach koncertowych, gdzie panuje duże skupienie, a także w małych klubach, gdzie jest intymna atmosfera i w każdym z tych miejsc ludzie nas słuchają.

 

Najbardziej nietypowe miejsce, w jakim graliście to…

Daga: Graliśmy zarówno na Saharze, wśród pięknych wydm, gdzie temperatura była bardzo wysoka, a powietrze tak suche, jak w piekarniku. W Brazylii występowaliśmy na niezwykłym festiwalu Virada Cultural, przez który przez 24h przetacza się około dziewięć mln osób. W Chinach rozpoczynaliśmy od koncertu w najważniejszej telewizji sportowej w ramach Euro 2012. Zawitaliśmy także do wioski w malowniczych górach w prowincji Hebei, w której działa maleńka szkoła muzyczna. Specjalnie dla nas zaprzestano budowy drogi na kilka godzin, byśmy mogli dotrzeć i wrócić z wioski. W Pekinie otrzymaliśmy również propozycję występu w Apple Store w modnej dzielnicy Sanlitun, czy w olbrzymiej galerii Rose w artystycznej dzielnicy 798, która mieści się w byłej fabryce militarnej. Niezwykle miło wspominam koncert u naszych fanów w salonie, kiedy to idea sekretnych występów w domach nie była tak popularna. Nie szukając daleko, wspomnę o koncercie na wodzie, na specjalnej platformie na jeziorze Malta w Poznaniu. Za każdym razem, gdy przepływała motorówka scena kołysała się, ku uciesze zarówno publiczności, jak i naszej. Wspominałam o występie w górach. Muszę też wspomnieć o koncercie 320 m pod ziemią w kopalni Guido w Zabrzu. Publiczność musiała uzbroić się w cierpliwość. Godzinę trwało przetransportowanie wszystkich windą pod ziemię.

 

Obecnie promujecie najnowszą płytę „Meridian 68”. Znajdziemy na niej tradycyjne piosenki z różnych regionów Polski, ludowe pieśni ukraińskie i łemkowskie, a także utwór nagrywany po chińsku wspólnie z poznanym w Pekinie zespołem North Lab. Jak wspominacie pracę przy tym albumie?

Dana: Historia powstania tego albumu zaczęła się w lipcu 2013 roku, kiedy doszło do pierwszego spotkania z chłopakami z zespołu North Lab. Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego parogodzinnego spotkania. Patrzyliśmy na siebie i zarazem zastanawialiśmy się nad tym, jak to może być że jedziesz tysiące kilometrów i w zupełnie oddalonym geograficznie i kulturowo państwie spotykasz swoich muzycznych braci. Radość spotęgowała to, że szybciej szukaliśmy możliwości nagrania powstałych wtedy kompozycji. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę, że mieszkaliśmy daleko od siebie. Bariera językowa, logistyka całego projektu. Było to trudne, ale się udało. Nagrywaliśmy w Pekinie, Częstochowie, Warszawie, Wrocławiu. Prace nad albumem trwały dwa lata. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że został on wydany w Polsce, a już niedługo ujrzy światło dzienne również w Niemczech oraz Chinach. Jest to dla nas ogromny zaszczyt oraz nobilitacja, kiedy album, gdzie głównymi językami są polski i ukraiński będzie wydany w innych krajach.

Nie mieliście problemów z porozumieniem się z muzykami z North Lab? W końcu nie posługujecie się żadnym wspólnym językiem. To stawia pewne granice we współpracy?

Dana : Tu warto wspomnieć o pracownikach Polskiego Instytutu w Pekinie oraz naszych przyjaciołach, których spotkaliśmy na swojej drodze. Bez ich pomocy nie udałoby się zrealizować naszego marzenia. Maciej Gaca, Malina Kosakowska, Tomasz Sajewicz, Wojciech Jakóbiec, Iwona Rogacka-Hu, Ewa Szkudelska, Marta Hening. Oni nas wspierali i gorąco im dziękujemy.

 

Na płycie znajduje się wiele utworów słowiańskich. Czy materiał zawarty na płycie znacie z tradycji kultywowanych w waszych rodzinach?

Dana : Część utworów to pieśni naszego dzieciństwa. Przykładowo „Tecze riczka newelyczka” nauczył mnie śpiewać mój dziadek. Łemkowska piosenka „Requiem Plywe kacza po Tysyni”, znana mi była z rodzinnego domu. Niektórych piosenek nauczyliśmy się na warsztatach ludowej muzyki we Wrocławiu. Utwór „Rano rano raniusieńko” Daga przywiozła z Taboru Wielkopolskiego, nauczyła się jej śpiewać od ludowej pieśniarki Ani Chudej. Część piosenek znajdujących się w naszym repertuarze to utwory, do których my stworzyliśmy muzykę, a tekst już był stworzony. Źródła ich powstania są różne. Jednak należy zwrócić uwagę, że zawsze wracamy do historii i czerpiemy z bogactwa tradycji.

 

Słuchając tej płyty można wyczuć emocje towarzyszące sytuacji politycznej na Ukrainie….

Dana: To prawda. Do studia nagraniowego weszliśmy w kwietniu 2014 roku, kiedy działania na Majdanie jeszcze były w nas świeże. Jeszcze serce bardzo bolało, a oczy nie mogły zapomnieć strasznych scen z Majdanu. Gdzie rozstrzeliwano najlepszych synów Ukrainy, którzy walczyli za europejski wybór, demokracje, wolność słowa, a przede wszystkim za lepszą Ukrainę. Akurat to był też początek wojny, która niestety trwa po dziś dzień. W tym czasie nagraliśmy dwa szczególnie ważne dla mnie utwory: „Plywe kacza – requiem”, który stał symbolem wszystkich bohaterów, którzy oddali swe życie na Majdanie oraz utwór „U poli bereza”, który opowiada historię młodego człowieka powracającego z wojny po dwóch latach wraz z żoną, która jest w traumie po wszystkich wydarzeniach.

Stawiamy sobie za cel zachęcać ludzi do myślenia, współprzeżywania, kontemplacji i inspirować do robienia dobrych uczynków. Solidaryzujemy się z ludźmi. Jest czas, kiedy się wspólnie z nimi cieszymy, a jest czas, kiedy łączymy się w płaczu. Nie mogliśmy być obojętni wobec tak strasznych wydarzeń na Ukrainie. Chcieliśmy o tym powiedzieć.

 

Jako polsko-ukraiński zespół promujecie naszą wspólną słowiańską tradycję. Czy jesteście w stanie wskazać różnice pomiędzy Polakami a Ukraińcami?

Bartosz: Szczerze mówiąc, nigdy nie koncentrowaliśmy się na różnicach, a bardziej na tym, co nas łączy. Zawsze szukamy punktów wspólnych, i nie dotyczy to tylko kultury polskiej i ukraińskiej. Słusznie zauważyłeś, jesteśmy narodami słowiańskimi. Mamy podobne temperamenty, pewną nostalgiczność i romantyzm wpisany w nasz kod genetyczny. Dzięki temu tam wspaniale się rozumiemy. Ja sam zresztą mam ukraińskie korzenie, więc ciężko mi szukać tych różnic. Muzycznie – z pewnością jest to tradycja wokalna. Na Ukrainie większość pieśni jest wielogłosowa, kiedy w Polsce w dwugłosie śpiewa się jedynie na Podhalu i Suwalszczyźnie. A w wymiarze ludzkim – i mówię to tylko w swoim imieniu – uważam, że Ukraińcy aktualnie przeżywają bardzo trudny dla nich czas. Na terenie Ukrainy cały czas trwa wojna, i pomimo tego, że media w Polsce o tym nie mówią, to na froncie wciąż umierają ludzie. My w Polsce mimo to, że mamy swoje wewnętrzne problemy, to nadal jesteśmy bezpieczni i nikt w tak okrutny i bezwzględny sposób nie ingeruje w naszą wolność.

 

Jak na dziewięć lat istnienia zespołu osiągnęliście bardzo wiele. Jakie są wasze plany na najbliższe miesiące?

Daga: Systematycznie prezentujemy najnowszą na naszym kanale YouTube ethno sesję wideo, która jest efektem współpracy z ukraińską stylistką Dominiką Dyką oraz pochodzącą z Biskupizny Magdaleną Wojciechowską. Do każdego wideoklipu przygotowano wyjątkowe stylizacje łączące zarówno zabytkowe, jak i współczesne ubrania i dodatki z Ukrainy i Polski. Zależało nam na ukazaniu piękna naszych kultur nie tylko w muzyce, ale i rękodziele. Chcieliśmy stworzyć żywe współczesne słowiańskie obrazy, łącząc ze sobą różne elementy nigdy wcześniej nie zestawiane ze sobą. I tak choćby stroje noszone przez mieszkańców ukraińskich gór zestawiane są z wielkopolskimi dodatkami. Wianki, które pojawiły się w jednej ze stylizacji są nieodłącznym elementem wizerunku zespołu, cieszą się olbrzymim zainteresowaniem na całym świecie. Po koncertach ludzie pytają się o ich historię, chcą ich dotknąć, przymierzyć, zrobić zdjęcie. A my nosząc je, czujemy się wyjątkowo i pięknie. Stąd pomysł na szerszą ekspozycję elementów różnych strojów z Polski i Ukrainy. Efekty tej współpracy można też podziwiać na fotografiach w tym artykule.

Najbliższe miesiące obfitują w wiele realizacji i przygotowań. W listopadzie zagramy koncert z Filharmonią Gorzowską w aranżacjach Dany. Rozpoczynamy współpracę z czeską kapelą Zrní. Czeka nas wydanie płyty „Meridian 68” w Chinach i Zachodniej Europie w świetnych wytwórniach zajmujących się muzyką świata. Przed nami 10-lecie zespołu. Szykuje się wiele koncertów. W przerwach między nimi nie będziemy próżnować. Wszak na urodziny chcemy zarówno Wam, jak i sobie przyszykować wiele prezentów.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej płyty?

Daga: Wszystko ma swój czas i miejsce. Na pewno powiadomimy o tym czytelników, a już dziś zapraszamy na koncerty.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *