Bursztyn. Kamień, który płonie

Bursztyn, amber, jantar, sukcynit – migotliwy kamień, który swe zmiennokształtne piękno skrywa pod wieloma nazwami. Słowo „bursztyn” pochodzi od niemieckiego der Bernstein, co oznacza „palący się kamień”, „amber” – od arabskiego anbar, które podkreśla podobieństwo zapachu wydzielanego przez rozgrzany kamień do zapachu ambry, „jantar” – od fenickiego jainitar oznaczającego żywicę morską, „sukcynit” zaś – od łacińskiego succus, czyli sok. Wspomniane nazwy, mimo że trafne, nie są wystarczające dla tego proteuszowego kamienia, który domaga się bardziej poetyckich określeń: „morskie złoto”, „tygrysia dusza”, „złoto Północy”, „bałtyckie złoto”, „łzy bogów”…

Czym w istocie są te fascynujące bryłki, które płoną pod naszym spojrzeniem, ukazując zastygłe w płynnym żarze maleńkie światy? Odpowiedź znamy doskonale: bursztyn bałtycki to nic innego jak skamieniała żywica sosny bursztynowej, zwanej także sosną balsamiczną – a wiedza ta wcale nie burzy czarodziejskiego uroku, którym zniewala nas ten kamień. Pinus succinifera, bo tak po łacinie nazywa się drzewo wytwarzające bursztynową substancję, stanowi dawno już wymarły gatunek sosny. Występował on na początku trzeciorzędu, czyli przed około pięćdziesięcioma milionami lat, na terenach nadbałtyckich (dzisiejsza Estonia, Litwa, Łotwa, Polska i Rosja). Było to drzewo obficie produkujące żywicę, która po zastygnięciu przekształcała się w bryłki bursztynu. Żywica bursztynowa tworzyła się samoistnie jako odpowiedź układu immunologicznego rośliny na zranienia lub zakażenia bakteryjne. Intensywne żywicowanie mogło być też reakcją drzewa na zachodzące w tamtych czasach zmiany klimatyczne. Żywica wydostawała się z pęknięć powstałych w pniu i w gałęziach, tworząc nacieki przypominające kształtem sople lub krople, które osłaniały zranione miejsca. Na przestrzeni wieków drzewo będące źródłem bursztynu bałtyckiego – „bursztynodajne”, chciałoby się powiedzieć – było różnie klasyfikowane i otrzymało wiele nazw. Ostatecznie jednak umiejscowiono je w rodzinie sosnowatych, Pinaceae, ze względu na brak znaczących różnic w budowie drewna w stosunku do sosen występujących współcześnie. Bursztyn postrzegamy intuicyjnie jako jeden z kamieni szlachetnych – do kamieni szlachetnych o genezie organicznej został on też zaliczony przez naukowców. Mimo że nie jest minerałem, figuruje w leksykonach przyrodniczych zatytułowanych Minerały. Jakkolwiek by go nie klasyfikować, zawsze umyka on prostym podziałom, stanowi bowiem zastygłą żywicę, a więc substancję niepodobną do żadnej innej istniejącej w przyrodzie. Unikalne piękno „bałtyckiego złota” cenione było już od zarania dziejów; obecnie bursztyn uważa się za jeden z najbardziej efektownych i wdzięcznych w obróbce kamieni dekoracyjnych.

Wydawać by się mogło, że każda bryłka kamienia, który zasadniczo nosi jedną nazwę, powinna wyglądać mniej więcej tak samo. Nic bardziej mylnego! Bursztyn spotykamy w wielu odmianach barwnych i o różnych stopniach przeźroczystości, ale widząc go choćby przez chwilę raczej prawidłowo oceniamy, że to właśnie z tym kamieniem mamy do czynienia. Wątpliwości rodzą się często przy próbach rozpoznania innych kamieni szlachetnych, które przyroda stworzyła w mnogich wariantach – bursztyn, co zaskakujące, daje się rozpoznać z łatwością. A może dzieje się tak po prostu dlatego, że bursztynowe ozdoby są u nas bardzo rozpowszechnione – u nas jako mieszkańców kraju nadbałtyckiego? Najbardziej typowym kolorem „morskiego złota” jest żółto-pomarańczowy, zwany kolorem bursztynowym lub koniakowym. Bursztyny takie mają wysoki stopień przeźroczystości, co sprawia, że pięknie operuje w nich światło; z bliska wyglądają jak fantazyjne krople zastygłego ciemnozłotego miodu, w których nie zdążyła się rozpuścić plątanina gęstszych, ciemniejszych pasm. Rzadziej spotkać można bursztyny żółte, białe, zielone i szare. Bursztyny zielone zawierają materię organiczną lub popiół wulkaniczny, szare natomiast – drobiny pirytu (siarczek żelaza). Odmiany żółte i białe są całkowicie nieprzeźroczyste, emanują jedynie cichym, przydymionym blaskiem, który bierze się gdzieś z ich głębi; mleczna substancja pełna jest drobnych wirujących żyłek i subtelnych nacieków, dając złudzenie jakby pochodziła z innej planety. Barwa i stopień przeźroczystości bursztynu zależą od obecności pęcherzyków gazu, których powstawanie związane było z wydobywaniem się składników lotnych z twardniejącej żywicy. Im mniejsze są pęcherzyki i im gęściej rozmieszczone, tym bursztyn jest bardziej biały. W bursztynie przeźroczystym zatem pęcherzyków gazu nie ma w ogóle lub są one pojedyncze i dość duże, w bursztynie przeświecającym ich skupisko powoduje miejscowe zmętnienie, w nieprzeźroczystym natomiast – dają biały, czasem nawet niebieskawy kolor. O zabarwieniu kamienia decyduje też jego zanieczyszczenie substancją organiczną: drobnymi cząstkami zbutwiałej masy drzewnej czy wiórkami świeżej tkanki drewna. Taki bursztyn nosi nazwę ziemnego; występuje w szerokiej gamie barw – od brązowej do prawie czarnej, zielonkawej zaś w przeźroczystych fragmentach. W przyrodzie nie istnieją bursztyny czerwone i czarne, co oczywiście nie oznacza, że bursztynowe ozdoby w takich odcieniach są nieosiągalne. Barwy te uzyskuje się sztucznie, poddając bursztyny działaniu wysokiego ciśnienia, które tworzy się w zamkniętym naczyniu pod wpływem wzrastającej temperatury (paruje podgrzewana tam woda). „Bałtyckie złoto” zawiera niekiedy różnego rodzaju inkluzje: owady i małe kręgowce oraz szczątki roślinne, takie jak liście, ziarna czy kawałki kory. Wpatrując się w bryłki tej płomiennej żywicznej masy, która zatopiła w sobie drobiny sprzed tylu milionów lat, czujemy absolutny zachwyt nad ich wielowymiarowością i zdolnością do wiecznego trwania.

Bursztyn, jak już wiemy, to „palący się kamień”. Tli się w nim nie tylko wyobrażony, wewnętrzny ogień – może płonąć również ogniem całkowicie rzeczywistym. Wydziela wtedy przyjemny, żywiczny zapach przywodzący na myśl rozcierane w palcach igliwie. Nagrzewa się pod wpływem dotyku, uwalniając pełnię swoich właściwości leczniczych, dlatego noszenie go ze sobą, niekoniecznie w postaci ozdób – wystarczy choćby mała bryłka bursztynu trzymana w kieszeni – przynosi zdrowotne korzyści. Jego dobroczynne działanie związane jest z zawartością kwasu bursztynowego, który znajduje się głównie na powierzchni kamienia. Substancja ta reguluje pracę tarczycy, łagodzi schorzenia układu oddechowego, uśmierza dolegliwości reumatyczne. Bursztyn można naładować elektrostatycznie poprzez pocieranie go tkaniną; przyciąga on wtedy niewielkie cząstki, głównie kawałki papieru. Ta szczególna właściwość spokrewnia go z innym kamieniem, nazywanym „czarnym bursztynem”. Natura wciąż zaskakuje nas magią dopełnień: okazuje się, że nawet słoneczny, radosny bursztyn posiada swój mroczny odpowiednik – gagat. O istnieniu gagatu dowiedziałam się czytając znakomitą (tematycznie bynajmniej niezwiązaną z kamieniami szlachetnymi) powieść Opętanie brytyjskiej pisarki postmodernistycznej A. S. Byatt. Bohaterowie powieści – para badaczy literatury, Roland Mitchell i Maud Bailey – podążając śladem (fikcyjnych) poetów wiktoriańskich, Randolpha Henry’ego Asha i Christabel LaMotte, docierają do Whitby w hrabstwie Yorkshire, które słynie z wydobywania gagatu. Czytając książkę w pierwszej chwili pomyślałam, że gagat także jest w niej fikcyjny – skoro fikcyjne są zamieszczone tam wiersze, poematy, listy, dzienniki, fragmenty biografii i rozpraw naukowych… A jednak nie: wspomniany kamień jest prawdziwy taką prawdziwością, jaką – wedle słów autorki – dałoby się sprawdzić „w sądzie lub w probówce”. Stanowi bitumiczną odmianę węgla brunatnego, co znowu w pewien sposób łączy go z bursztynem (który składa się w 79 proc. z węgla, 10,5 proc. z tlenu i 10,5 proc. z wodoru). Gagat, nazywany też z angielska dżetem, stosowany jest do wyrobu biżuterii żałobnej, choć nie wierzę, żeby było to jego jedyne przeznaczenie – wszak w powieści pojawia się gagatowa broszka z wizerunkiem wróżki Meluzyny, broszka z napisem „przyjaźń”, broszka okolona różami angielskimi… Zarówno bursztyn, jak i kruczoczarny gagat jubilerzy najchętniej oprawiają w srebro. Sława „bałtyckiego złota”, która od wielu wieków krąży echem po całym świecie, nie daje się jednak porównać ze sławą żadnego innego kamienia szlachetnego.

Handel bursztynem już od czasów starożytnych był na tyle ożywiony, że trasa kupiecka przebiegająca między europejskimi krajami basenu Morza Śródziemnego a ziemiami leżącymi na południowym wybrzeżu Morza Bałtyckiego otrzymała swoją własną nazwę – szlak bursztynowy. Pojęciem, które natychmiast przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o bursztynie – obok szlaku bursztynowego – jest Bursztynowa Komnata, określana czasem jako „ósmy cud świata”. Czym jest ów tajemniczy skarb, zaginiony podczas II wojny światowej i do dzisiaj nieodnaleziony? Spragnieni szczegółów niech sięgną do historii. Cuda o mniejszej sławie (choć nie mniej piękne) niż elementy wystroju Bursztynowej Komnaty możemy podziwiać – i kupować – na Międzynarodowych Targach Bursztynu Ambermart, które odbywają się co roku w Gdańsku u schyłku lata (w tym roku w dniach od 31 sierpnia do 2 września). Ogromna hala wystawiennicza AmberExpo mieści się, co zabawne, naprzeciwko stadionu piłkarskiego przypominającego przecież wyglądem bryłę bursztynu. Ostatni dzień targów połączony jest zawsze ze świętem ulicy Mariackiej: przenoszą się tam wszyscy wystawcy, by prezentować – i sprzedawać – swoje małe dzieła sztuki na tle pięknych gdańskich kamienic (ceny wyrobów znacznie wtedy wzrastają). Jako że największe złoża bursztynu na świecie znajdują się w Rosji, na terenie obwodu kaliningradzkiego, najliczniejsza grupa bursztynników przybywa w tych dniach do Gdańska właśnie stamtąd, jak też z sąsiednich krajów nadbałtyckich. Bliźniacze targi noszące nazwę Amberif mają miejsce każdego roku wiosną (pod koniec marca), jednak są one dostępne wyłącznie dla osób zawodowo związanych z branżą jubilerską. Przez cały rok i bez żadnych ograniczeń odwiedzać można natomiast Muzeum Bursztynu w Gdańsku mieszczące się w Zespole Przedbramia ulicy Długiej (wiosną 2020 roku muzeum zostanie prawdopodobnie przeniesione do Wielkiego Młyna).

Virginia Woolf opisała w Szkicu z przeszłości uczucie towarzyszące jej podczas najpiękniejszych wakacji spędzonych z rodziną w St Ives w Kornwalii, kiedy była małą dziewczynką, jako uczucie „leżenia w winogronie i patrzenia poprzez warstwę półprzejrzystej żółci”. Jakie wspomnienia przyciągnie do nas bursztyn, kiedy zanurzymy się myślami w jego migotliwej masie?

 

Tekst: Justyna Sobolewska

Zdjęcia: Fotolia

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *