BAWMY SIĘ MODĄ

Kiedyś chciała malować obrazy, teraz tworzy projekty, które nanosi na tkaniny.  Projektuje ubrania, które swoimi fasonami oraz kolorystyką dodają pewności siebie i energii każdej kobiecie. Z Kingą Król, współwłaścicielką marki Confashion, rozmawiamy o świecie mody. Czy łatwo jest dzisiaj zachować własną tożsamość i autentyczność w tworzeniu?

Tekst: Redakcja

Zdjęcia: Ania Cywińska

Z Kingą spotykamy się w grudniowy zimowy dzień w jej butiku na Paderewskiego 8 w Poznaniu. Minimalistyczna przestrzeń wypełniona różnorodnymi kolorami robi ogromne wrażenie.

 

Już od wejścia do Twojego butiku pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to różnorodna paleta kolorów. Lubisz się nimi bawić?

Kiedy pracuję nad kolekcją kolor jest zawsze obecny. Mimo że sama noszę dużo czerni, to jednak myślę kolorem, sprawia mi dużą przyjemność praca z barwami, badanie, jak jeden kolor wpływa na drugi. Mam dość dużą wrażliwość malarską. Osobiście nie lubię mdłych kolorów i rzadziej ich używam w palecie, z którą pracuję. Wypływa to często z tego, jaki sama mam obraz kobiety, którą chciałabym ubrać, bądź mody, którą tworzę.

Kobiecość jest chyba dla Ciebie ważna. Kobieta Confashion to kobieta wyzwolona?

Proponuję obraz kobiety niezależnej. Kobieta ta jest świadoma tego, kim jest i jak to pokazać, czyli co chce na siebie nałożyć.

Poprzez projektowane przez siebie ubrania sprzedajesz styl życia?

Zdecydowanie tak. Moim zdaniem żadna marka nie sprzedaje tylko ubrań. Trzeba stworzyć świat, do którego klientki będą chciały przyjść. Zatrudnianie przez duże marki znanych ludzi, którzy je reklamują, ma na celu przybliżenie ich odbiorcom odpowiedniego stylu funkcjonowania. Przykład – LPP, która ostatnio zaprosiło do współpracy jedną z ikon mody, Kate Moss. Skoro Kate nosi ich ubrania, to powinien to robić każdy londyńczyk.

Przeglądając Twoje projekty zauważyłem, że oprócz bogatej kolorystyki również bawisz się formą. Plisy wracają do łask?

Zawsze były modne. Jednak te, które znajdują się w kolekcji Confashion odróżniają się od tego, co jest obecne na rynku. Nie chcę tworzyć mody takiej, jak inni. Nadruki, które pojawiają się na spódnicach, są mojego autorstwa. Taka spódnica to tylko pozornie trudny temat, można ją ubrać w najróżniejszy sposób, od eleganckiego po sportowy. Plisowana spódnica, trampki i prosty biały T-shirt też będzie wyglądać ok. Nie trzeba ubierać się w całe zaprojektowane zestawy, choć z punktu widzenia projektanta to jest fajne. Najważniejsze jest to, aby dobrze się czuć w ubraniu, które się nosi.

 

Skąd pomysł na tak odważne posunięcie i przeniesienie printów na ubrania?

Nie jest to żadna nowa koncepcja, ubrania były zdobione od wieków, także drukowane, teraz mamy tylko inne możliwości techniczne. Poza tym dobrze czuję się w kolorze. Kiedyś miałam możliwość zrobienia swetrów drukowanych cyfrowo. Przygotowując się na jeden z fashion weeków wpadłam na pomysł stworzenia drukowanych, plisowanych spódnic. Najpierw eksperymentowałam z sitodrukiem. Było to dosyć trudne. Później znalazłam firmę, która to dla mnie wykonała. Od tej pory stało się to znakiem rozpoznawczym Confashion. Projektując dane ubranie chcę, aby miało indywidualne cechy. Komputerowo przetworzone motywy, cięte laserem elementy, dedykowane sezonowi wzory – to cechy moich kolekcji. Uważam, że jeżeli ktoś tworzy autorską markę, to powinna ona być zaprojektowana od początku do końca.

Ubrania muszą być użyteczne?

Oczywiście, że tak! W moim odczuciu moda ma być blisko człowieka. Nosimy ubrania, chcemy dobrze wyglądać. Świat, który marka kreuje, to jest wartość dodana. Ubrania kupujemy z różnych powodów. Często decydując się na ubrania od projektantów, chcemy poznać ich historię, pokazać, co sobą reprezentują. Lubię mieć kontakt z klientkami. Rozmowy z nimi dają mi dużo satysfakcji.

 

Kingo, powróćmy na chwilę do samych początków Twojej kariery. Skąd pomysł na projektowanie ubrań i własną markę?

Wiesz co, chyba zrodziło się samo z siebie. Dorastałam wtedy, kiedy trudno było kupić fajne ubrania. Często chcąc ubrać się oryginalnie, chodziliśmy do second handów. Kupowaliśmy ubrania i je przerabialiśmy. Chodziłam do liceum plastycznego, gdzie też chcieliśmy się trochę odróżnić od uczniów innych szkół. Później trochę z buntu wybrałam studia humanistyczne, po których trafiłam do jednej z poznańskich firm. Tam przez wiele lat pracowałam jako projektantka. Pod koniec kierowałam jednym z zespołów projektowych. Nadszedł czas, kiedy poczułam, że chyba chcę zrobić coś własnego, dalej się rozwijać. Odeszłam po ponad dziesięciu latach. Rozpoczęłam pracę pod własnym nazwiskiem i marką Confashion.

…marką, która w przeciągu niemal siedmiu lat nie tylko funkcjonuje na rynku polskim, ale również za granicą.

Staramy się. Przez ten czas wzięliśmy udział w kilku imprezach modowych oraz wydarzeniach promujących polską modę na świecie. Jednym z nich był event w Nowym Jorku realizowany przez Polish American Fashion Fundation i jej założycielkę, Aleksandrę Borowczak. Współpracujemy również z HUSH Warsaw, z którymi prezentowaliśmy naszą kolekcję w Berlinie. W listopadzie pokazywaliśmy kolekcję w Ostrawie. W styczniu wylatujemy do Chin na Harbin Fashion Week. Dla mnie osobiście ważnym wydarzeniem było wzięcie udziału w wystawie polskiego designu TEXTURA w Londynie podczas London Design Week.

Cały czas się coś dzieje.

Lubię to. Nie wyobrażam sobie dziś zajmować się czymś innym. Lubię rozmawiać z naszymi klientkami. Po powrocie z Chin planujemy spotkania z nimi w butiku na Paderewskiego 8. Chcę mieć z nimi kontakt. Te rozmowy inspirują. Chcę, aby ubrania Confashion były dla nich ważne i z dumą je nosiły. By dobrze się w nich czuły, bo to chyba jest to, o co chodzi w projektowaniu ubrań.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *