Wchłaniająca cyberkultura

Niebanalne w formie, zaskakujące w odbiorze. Eva Chełmecka absolwentka Europejskiej Akademii Sztuk prezentuje sztukę, która potrafi wzbudzić ogromne emocje.  Układy scalone, mikroprocesory, fragmenty telefonów komórkowych, czy zużyte opakowania, czyli wszystko to, co jest pozostałością funkcjonowania człowieka i elementem kultury konsumpcji inspiruje Evę w jej twórczości.

Studiowała Pani na Wydziale Malarstwa Europejskiej Akademii Sztuk pod okiem wybitnych artystów. Wśród nich byli Jerzy Duda Gracz, Franciszek Starowiejski, Wiktor Zin. Jak Pani ich wspomina?

Były to rzeczywiście bardzo barwne i silne osobowości. Wiktora Zina wspominam przede wszystkim jako dużej klasy specjalistę i erudytę, który na naszych wykładach często  inscenizował coś w rodzaju swoich wystąpień  telewizyjnych, czyli na żywo w kilkudziesięciu super trafnych  kreskach odwzorowywał wygląd  jednej  z legendarnych budowli. Był to jego sposób na zapoznawanie nas ze stylami w architekturze, co dzięki temu nie było nudne .

Z kolei zajęcia z Franciszkiem Starowieyskim odcisnęły chyba najmocniejszy, najbardziej wyraźny ślad w pamięci każdego z nas i przyczyniły się najbardziej do budowania własnej artystycznej tożsamości. On zawsze podkreślał jak istotna jest osobowość artysty, co w obecnych czasach – jak myślę – niestety zaczyna się zacierać i dzisiejsze uczelnie zamiast starać się wydobywać tę osobowość u młodych   dążą raczej do uśrednienia… Bardzo ciekawy na tle współczesnej kultury był jego kult, powiedziałabym, takiej pulchnej  figury kobiecej, którą mistrz Starowieyski zawsze gloryfikował jako dużo bardziej interesującą do przedstawiania w rysunku… Prof. Starowieyski był niezwykle wymagający, również wobec siebie i tego samego oczekiwał wobec nas, absolutnie stuprocentowego zaangażowania. Myślę, że właśnie dużym atutem mojej uczelni było to, iż nie byliśmy zamknięci jako grono naśladowców jednego konkretnego artysty – Profesora, tylko mieliśmy szansę konfrontować się z zupełnie innym punktem widzenia, zupełnie inną osobowością twórczą, co dało nam taki bardziej obiektywny obraz, tego co sami robimy, co  chcielibyśmy robić. Myślę, że było to bardzo pomocne w poszukiwaniu własnego stylu, własnej ścieżki…

A Jerzy Duda Gracz jako profesor był osobą niezwykle ciepłą i skromną … To artysta, którego warsztat olejny bardzo cenię m.in. za to, że posługiwał sie wielowarstwowymi laserunkami, nie mówiąc o jego bardzo trafnych obserwacjach polskiego społeczeństwa… Uważam że ogromną zaletą naszej Akademii było to, że umożliwiała  nam kontakt z artystami naprawdę wybitnymi, jak wyżej wymienieni. A zważywszy jeszcze na ich osobowość, to kontakt z takimi osobami pozwala myśleć o rzeczach wielkich, marzyć o rzeczach wielkich, nastawiać się na rzeczy wielkie, co jest niesamowicie ważne w życiu młodego człowieka, a szczególnie artysty. Tak mi się przynajmniej wydaje…

bezNazwy1 bezNazwy3

Mikroprocesory, układy scalone, szczątki komórek i komputerów… Skąd pomysł na ich wykorzystanie?

Od lat gromadzę przeróżne elementy, graty, odpryski naszej codzienności…  Coraz częściej wśród nich znajduje się elektronika, rozłożona na części pierwsze. A są to często rzeczy bardzo dekoracyjne, szczególnie np. mikroprocesory. Zainteresowały mnie te materiały po prostu jako estetycznie przepiękne,  metalicznie lśniące,  opalizujące, o interesujących fakturach… Dopiero później pojawił się pomysł wypowiedzi  na temat naszych czasów, które nazywam erą cyberkultury… Wówczas okazało się, iż tych układów scalonych do zrealizowania mojego zamysłu stworzeniem Cybermena jest zdecydowanie za mało!  Zaczęłam więc rozpytywać wśród kolegów i znajomych prowadzących firmy komputerowe i oni zaczęli dostarczać mi różnego rodzaju zezłomowane nagrywarki, twarde dyski, płyty graficzne i tym podobne elementy. Akcja tak się rozkręciła, że nie tylko udało mi się ukończyć rzeźbę Cyberman, ale powstał cały cykl Cyberrebel.  Mam materiały na kolejne prace! Wydaje mi się, że te elementy są takim czytelnym, nośnym symbolem naszej epoki, naszym signum temporis, w których człowiek ewoluuje coraz bardziej w stronę Cyborga, takiej pół maszyny … W związku z tym, tak jak Władysław Hasior sięgał po współczesne jemu elementy, które mówiły o dramacie wojny i trudnych czasach powojennych,  tak ja z kolei sięgam po odpady współczesnej epoki, które również dużo mówią o naszych czasach…

POCAŁUNEK-akryl 100x150 cm WAZ‡KI I ICH IGRASZKI ZAKUTY ŁEB - assemblage. 34 x 41 cm

Dlaczego wyobraźnia jest tak ważna w Pani twórczości?

W swoich pracach staram się pokazywać coś więcej aniżeli fotografia, coś więcej niż widzi ludzkie oko, opowiadać o czymś, co nosi w sobie jakiś pierwiastek duchowy, ezoteryczny, kosmiczny… Staram się, aby  moje obrazy nie grzęzły zbytnio w prozaicznej rzeczywistości, ale aby pokazywały jakieś inne subiektywne spojrzenie na otaczający nas świat, przyrodę, człowieka…

Moim zdaniem w czasach wszechobecnej dzisiaj fotografii, wierne odwzorowanie rzeczywistości przestało mieć jakikolwiek sens, jest pewnego rodzaju stratą czasu. Jedyne, co – moim zdaniem – liczy się w sztuce i co może być dla kogokolwiek interesujące, to jest właśnie owo subiektywne spojrzenie, jakaś oryginalność wizji. Dzięki wyobraźni mogę tworzyć swoje własne światy, które rządzą się takimi zasadami, jakich tylko zapragnę; tam królują ogromne przeskalowane kwiaty, monstrualnie przewyższające rozmiarem nosorożce, na przykład… Tam niebo może mieć dowolny kolor… W ogóle kolory mogą być bardziej… barwne, a nie tylko takie, które obserwujemy w naturze, ponieważ świat wyobraźni po prostu nie ma granic i dlatego tak interesujące jest eksplorowanie jego rubieży!

 

Posługuje się Pani intensywnymi kolorami. Jaką rolę one pełnią?

Intensywne barwy  są przede wszystkim sposobem do wyrażania emocji, intensywnych emocji, ale ja wierzę też  w  terapeutyczną moc koloru. Ba!  WIEMY to, (gdyż jest to po prostu fizyka) iż każdy kolor posiada  fale o określonej długości i te fale mają określone oddziaływanie również na nas. Nie da się temu zaprzeczyć i chociaż na co dzień może nie doceniamy roli koloru to jednak zapewniam, że to działa! Dlatego uważam, że warto otaczać się intensywnymi, nasyconymi i pięknymi barwami gdyż wówczas nie grozi nam depresja, nuda i przygnębienie- to proste!

WROTA- obiekt- 53 x 53 x 30 cm Wulkan Z HAR W VEN

Poza wyobraźnią co panią szczególnie Inspiruje?

Oprócz wyobraźni oczywiście Inspiruje mnie też życie, otaczający mnie ludzie, ale też przede wszystkim świat przyrody, który jest tak nieskończenie piękny i atakuje nas taką różnorodnością i barwnością swoich form i kształtów, że trudno wręcz malarzowi konkurować z tym boskim dziełem. Malowanie pejzażu na żywo, szczególnie gdy siedzi się na łące, również jest dla mnie zawsze niezwykle odświeżającym doświadczeniem. Ale lubię też formy pochodzące z przyrody przetwarzać później w pracowni, np. w formie przeskalowanych, ogromnych złotych owadów czy też ornamentów wywodzących się pośrednio z konstrukcji niektórych roślin…

 

Pani prace są przepełnione surrealistyczną atmosferą?

Ponieważ często czerpię ze świata marzeń sennych, świata halucynacji, świata wizji medytacyjnych, ezoterycznych, w niektórych pracach rzeczywiście unosi się surrealistyczna atmosfera, która przenosi nas w trochę inny, ponad naturalny wymiar… Zresztą, ja uwielbiam surrealizm!  Wielu twórców tego nurtu fascynuje mnie od dziecka i to „ON” tak w zasadzie sprawił, że w ogóle postanowiłam zająć się sztuką!

Ta poetyka  jest mi po prostu jakoś bardzo bliska; nie umiem tego wyrazić inaczej… Po prostu  mój umysł  tworzy  różnego rodzaju surrealistyczne żarty i skojarzenia … Innym aspektem jest też to, że czasem ten otaczający świat bywa tak przygnębiający, iż sama alternatywa ucieczki w światy imaginacyjne i wyobrażone jest czymś niesłychanie atrakcyjnym. I mam nadzieję, że również i taką rolę spełniają moje prace  dla oglądających. Nie tylko dla mnie…

 

Skąd fascynacja kulturą Dalekiego Wschodu ?

Daleki Wschód zawsze przyciągał europejskich artystów swoją odmiennością, tajemniczością, a także pewną aurą mistyki i duchowości. Szczególnie  bliska jest mi , mająca odzwierciedlać uniwersalne prawa kosmiczne,  ornamentyka  starożytnej Persji. Ale też i dzisiejszego Bliskiego Wschodu oraz pełna baśniowości i erotyki kultura Indii.  Jak już wspomniałam mnie w sztuce interesuje właśnie duchowość i myślę, że gdzieś tutaj spotykają się te wszystkie „światy”, gdyż właśnie sztuka indyjska ma przede wszystkim  odzwierciedlać w sposób symboliczny sprawy ponadnaturalne i duchowe. Takie podejście jest mi dużo bliższe, aniżeli typowo europejska, akademicka tendencja do rozsmakowywania się w samej formie, niuansach  światłocienia i kompozycji, bez znaczenia treści… Kolejnym powodem, dla którego kultura Dalekiego Wschodu, a szczególnie Indii, jest mi bliska, jest to, że od lat praktykuję jogę i medytację, zgłębiam filozofię hinduistyczną i jest to dla mnie również źródłem nieskończonej inspiracji…

 

A Pani artystyczny GURU?

Guru, to naprawdę duże słowo, gdyż ja rozumiem, że to jest ktoś taki, kto – gdy coś powie – to jest to niepodważalne i ze wszystkim człowiek – jego „wyznawca” – musi się bezsprzecznie zgodzić. Natomiast – może zabrzmi to cynicznie – ale z czasem, z wiekiem, traci się autorytety w tym sensie, że coraz trudniej jest podporządkować się czyjejś woli szczególnie jeśli ma się samemu silną  osobowość, więc przyznam, że z żyjących twórców chyba nikogo guru swoim bym nie nazwała… Oczywiście są takie postacie, które imponują i inspirują w takim sensie,  że chciałoby się być jak oni. I tutaj nie ograniczam się i czerpię wzorce od artystów z najwyższej półki, od Salvadora Dali czy Niki de Saint Phalle, która  jest dla mnie niedościgłym wzorem działania na szeroką skalę, w dodatku w pokrewnej mi stylistyce …

Natomiast w praktyce, na co dzień niewątpliwie rodzajem mistrza i mentora dla mnie jest mój mąż, Faustyn Chełmecki – malarz o nieco większym artystycznym doświadczeniu i stażu artystycznym. W pracowni czy w domu zawsze wymieniamy sobie poglądy, dyskutujemy na temat naszych prac, tego co na bieżąco tworzymy. Jest to niesamowicie wzbogacające doświadczenie. Niewątpliwie bardzo cenię jego zdanie, co jednak nie oznacza, że to co powie jest święte (śmiech…). Nie chciałabym, aby zabrzmiało to zbyt pyszałkowato, ale tak naprawdę to tym artystycznym guru jestem dla siebie … ja sama. Największe znaczenie w podjęciu decyzji np. czy praca jest skończona,  czy chcę by tak właśnie ona wyglądała, ma moje własne o tym przekonanie. Moje, a nie kogoś innego…

 

Drażni Panią dzisiejsza rzeczywistość – a co najbardziej ?

Myślę, że w dzisiejszej rzeczywistości najbardziej drażni mnie przesadny konsumpcjonizm z towarzyszącym mu coraz większym odwrotem od tego, co naprawdę ważne w życiu… Również brak poszanowania dla naszej planety z czego zresztą wynika pośrednio  bardzo wiele różnych problemów ekologicznych, gospodarczych, społecznych czy wręcz politycznych…

Irytuje mnie też powierzchowność dzisiejszych relacji międzyludzkich. To, jak nowe media – szczególnie te tzw. społecznościowe – paradoksalnie zamiast zbliżać ludzi do siebie, w pewnym sensie nas oddaliły, wypierając kontakt osobisty. O tym też w dużej mierze opowiadam w cyklu moich prac pt. Miłość w czasach cyberkultury czy też Cyberrebel.  Pogoń za kolejnym gadżetem, kolejnymi modelami elektronicznych zabawek, sprawia, że tak naprawdę zapominamy o rzeczach ważnych, gubimy gdzieś ten sens życia, harmonię  z planetą, z kosmosem,  z innymi ludźmi, co powoduje narastające frustracje, agresję, depresję i tym podobne zjawiska…

Bardzo smuci mnie też, a nawet drażni to, że w dziedzinie sztuki np. wideo art wypiera malarstwo, rzeźbę i inne tradycyjne środki wyrazu ponieważ jest łatwy do przewożenia, tani, kompaktowy … Szczególnie w Polsce rzadko która instytucja publiczna dedykowana  sztuce nowoczesnej przeznacza swoją przestrzeń na prezentację malarstwa. Na Zachodzie nie obserwuję  aż tak bardzo tego trendu, wykluczania malarstwa z salonów artystycznych.

 

Czy to SZTUKA przyszła do Pani, czy to Pani odkryła SZTUKĘ?

Czy sztuka przyszła do mnie ... Czy ja wiem? Trudno wyłapać ten pierwszy moment… Jakiś rodzaj twórczości zawsze był obecny gdzieś w moim życiu. Od małego np. robiłam „freski”  świecówkami na ścianach ku rozpaczy moich rodziców … Często nocami lub nad ranem,  ponieważ była to działalność nielegalna, rzucałam się na ściany mieszkania uzbrojona w kredki świecowe niczym graficiarz (śmiech…) Urządzałam wystawy warzyw, zamrażałam dziwne mikstury, pragnąc uzyskać różnokolorowe kryształy lodu  i kolekcjonowałam przeróżne dziwne rzeczy. A później zaczęłam je łączyć w swoiste kompozycje, zwane dzisiaj „asamblażami” (assemblage).

Zawsze pasjonowały mnie też zabawy kolorem, fakturą, materiałami… Te wszystkie poszukiwania nadal mi towarzyszą i ciągle znajduję w nich jakiegoś rodzaju dziecięcą radość… Dość wcześnie zorientowałam się, że będę chciała iść właśnie w tym kierunku, właśnie ze sztuką związać swoje losy. Interesowałam się tym, co działo się w Warszawie w światku artystycznym, chodziłam na różnego rodzaju zajęcia z rysunku, ceramiki, fotografii  i oczywiście malarstwa. Wyszukiwałam informacje o wystawach, a gdy znalazłam, to po prostu musiałam je zobaczyć, pobyć tam, gdzie tyyyle było tak różnych i tak fantastycznych rzeczy…

 

Jak Pani postrzega polski rynek sztuki?

Wydaje mi się, że polski rynek sztuki jest przede wszystkim zbyt mały i dopiero się rozwija. Dlatego nie jest łatwo odnaleźć się w tych realiach. Jedną z rzeczy, które mnie naprawdę smucą w naszym kraju, to właśnie brak tego, co nazwano pozytywnym snobizmem, czyli posiadania we własnym mieszkaniu prawdziwego, oryginalnego obrazu, a nie takiej samej   reprodukcji z Ikei, jaką ma sąsiad. Od jakiegoś czasu coś w tej materii się zmienia, np. aukcje młodej sztuki rozwijają się dynamicznie i mam nadzieję, że już wkrótce nasz rynek zacznie funkcjonować inaczej, że  ludzie zamożni czy też nawet średnio zamożni, mając już wreszcie w swych garażach wspaniałe samochody, bardzo imponujące telewizory i designerskie kanapy, dojdą wreszcie również i do tego luksusowego towaru,  który jest – niestety – na samym końcu łańcucha potrzeb i zaczną otaczać się również  dziełami sztuki nowoczesnej…

Jeszcze nie tak dawno uważano u nas, że najlepiej kupować prace artystów nieżyjących, i to najlepiej od dawna, gdyż to miała być tak zwana bezpieczna inwestycja. I z pewnością  była, a może i nadal jest to prawda również i dlatego, że twórca, który od  dawno leży  w grobie już na pewno nie wyskoczy ze swojej szufladki, w której zamknęli go krytycy sztuki, już na pewno nie zmieni swojego stylu i już na pewno nie zrobi żadnego skandalu (śmiech…) Natomiast inwestycja w sztukę współczesną, sztukę tzw. młodą jest w pewnym sensie rodzajem hazardu, który może przynieść zysk w postaci wielokrotnego pomnożenia zainwestowanej sumy, a w ramach straty cóż może przynieść? Najwyżej to, że będziemy mieli na ścianie oryginalny obraz, który nam się naprawdę podoba, bo zakładam, że przy zakupie tego obrazu będziemy kierować się swoją intuicją i własnym wyczuciem stylu, a nie podszeptami rynku, mody czy też chęci naśladownictwa.

 

 

Czy z malarstwa-tworzenia sztuki w ogóle-można się utrzymać w naszym kraju?

Otóż jest kilka  wspaniałych, krzepiących przykładów pokazujących,  że tak, że można, choć  myślę, że nie jest to proste nie tylko dla mnie, gdyż nieregularność dochodów w tym zawodzie sprawia, że trudno zyskać jakiekolwiek poczucie stabilizacji .. Ja w swoim życiu malarza po prostu staram się łączyć  sprzedawanie obrazów i organizowanie wystaw z wykonywaniem od czasu do czasu  projektów wnętrzarskich,  czasami tworzę pojedyncze, unikatowe przedmioty sztuki użytkowej, co jest całkiem przyjemnym sposobem na połączenie przyjemnego z pożytecznym. Czyli tego co nas pasjonuje z  czymś bardziej użytkowym, a więc teoretycznie łatwiejszym do sprzedania. Ja robię również mozaiki z tłuczki ceramicznej. To jest taka technika, która najbardziej chyba kojarzy się z Gaudim czy Hundertwasserem… Uwielbiam układać nowe, wibrujące całości z drobnych lusterek, kolorowych szkiełek, fragmentów potłuczonych przepięknych niegdyś  filiżanek i tym podobnych rzeczy, a ludzie na szczęście też  lubią takie rzeczy oglądać…

 

 Największe marzenie?

Rozumiem, że chodzi o marzenie w sferze artystycznej? Jak na razie pewnym celem, takim pięknym marzeniem jest – proszę się nie zdziwić ani nie parsknąć śmiechem – Indywidualna wystawa w Tate Modern, ale pod warunkiem, że (śmiech…) nie będzie to wystawa pośmiertna (śmiech…) Ale przede wszystkim, jakkolwiek trywialnie by to zabrzmiało – największym moim marzeniem jest… pokój na świecie i mówię to całkiem poważnie, a nie jak kandydatka na miss Ameryki (śmiech…) Ale tak, właśnie tak, zaprowadzenie światowego pokoju, zakończenie tych wszystkich wojen i wojenek, które trudno zracjonalizować…

 

Skoro jesteśmy przy marzeniach, to z jakimi trzema najwybitniejszymi mistrzami w historii malarstwa, chciałaby się Pani spotkać?

Trochę głupio mi się zrobiło, gdyż właśnie zdałam  sobie sprawę, że w pierwszej chwili przyszli  mi na myśl sami mężczyźni (śmiech…).  Wspomniany już przeze mnie Salvadore Dali jest postacią numer jeden. Od zawsze pragnęłam go poznać  i bardzo żałuję że nie miałam tej okazji; musiała być to niezwykle barwna osobowość! Drugim artystą, który jest mi bardzo bliski zarówno duchowo, jak i poprzez technikę, której używam jest Władysław Hasior. Człowiek obdarzony ogromną wyobraźnią.  Myślę, że jakoś tam pokrewna mi dusza, gdyż ja tego rodzaju montaże – jak wspominałam – zaczęłam tworzyć nawet zanim się dowiedziałam, że to się nazywa assemblage, na długo przed tym, zanim usłyszałam o twórczości pana Władysława, czy surrealistach… Gdy po raz pierwszy zobaczyłam jego prace byłam po prostu wstrząśnięta, byłam pod ogromnym wrażeniem, a zarazem byłam zaszokowana tym, że to co ja robię już było!  Że ktoś myśli podobnie … Naprawdę niewiele brakowało, a miałabym okazję poznać osobiście jednego z moich Mistrzów. Tata mojej przyjaciółki  przyjaźnił się z panem Władysławem i w miarę regularnie go odwiedzał . Pewnego razu zapraszał nas nawet, byśmy mu towarzyszyły, ale coś – z dzisiejszej  perspektywy zapewne idiotycznie błahego – stanęło nam na przeszkodzie i … I nie poznałam Władysława Hasiora, choć wydawało się nam wówczas, że zaraz, za kolejny miesiąc, czy też za kolejne pół roku nadarzy się nowa okazja, ale w międzyczasie pan Władysław odszedł …

Trzecim artystą, którego marzy mi się poznać jest czeski rzeźbiarz David Czerny. Artysta współczesny, żyjący i tworzący równolegle ze mną, więc nie jest w sumie wykluczone, że kiedyś nasze losy się skrzyżują… Jestem wielką fanką prac Davida i jego poczucia humoru.  Jestem przekonana, że spotkanie z nim to byłaby ciekawa przygoda… Zabawne jest to, że właśnie zdałam sobie sprawę, iż zapytana o trzech malarzy przeszłam płynnie  od malarza przez assemblażystę do rzeźbiarza (śmiech…), co być może jest symboliczne, gdyż tak właśnie układa się ostatnio moja ścieżka zainteresowań artystycznych…  Bo będąc absolwentką malarstwa i przez lata eksperymentując z różnymi technikami, przeszłam przez prace łączące w sobie malarstwo i rzeźbę do całkiem przestrzennych form takich jak Harpiosyrena czy Cyberman. Może dlatego właśnie taki przekrój prezentowaliby też moi ulubieni artyści…

 

Nad czym obecnie pracuje pani ?

Nad prototypem pewnego dekoracyjnego przedmiotu użytkowego, który docelowo będzie  odlewany z brązu w krótkich seriach. Mam nadzieję, że będzie to hit, ale o tym na razie nie mogę więcej powiedzieć, gdyż jest to tajemnica artystyczno-biznesowa (śmiech…)

Robię obecnie też dwie prace o wymowie ekologicznej, poruszające tematykę ochrony środowiska w kontekście dewastacji naszej planety … Jedna będzie mówiła o tym jak istotną rolę odgrywa każde, najmniejsze nawet ogniwo ziemskiego ekosystemu, np. pszczoła… I o tym, że każdy z nas ma swój drobny wpływ na to jak szybko ta degradacja będzie postępowała. Równolegle powstaje obiekt nawiązujący do innej mej pasji, którą łatwo zgadnąć z racji użytego materiału, którym są… łańcuchy rowerowe. Rozwijam też swój cykl malarski ORNAMENTAL, któremu chcę poświęcić wystawę w niedalekiej przyszłości.

 

EVA CHEŁMECKA studiowała w Europejskiej Akademii Sztuk po kierunkiem m.in. Jerzego Dudy – Gracza,  Franciszka Starowieyskiego i Wiktora Zina. Dyplom z malarstwa (z aneksem z architektury wnętrz) obroniła w roku 2001 pod kierunkiem prof. Andrzeja Sadowskiego, jednego z czołowych przedstawicieli polskiego hiperrealizmu.

Mieszka i pracuje w Warszawie. Jej obrazy znajdują się w prywatnych kolekcjach w Austrii, Chorwacji, Francji, Holandii, Kanady i Polski. Obok malarstwa Eva Chełmecka tworzy również rzeźby oraz barwne mozaiki. Ciągłe poszukiwania twórcze doprowadziły Artystkę do tworzenia instalacji łączących malarstwo, assamblage, mozaikę i rzeźbę. Motywem przewodnim tych prac są cytaty z cyberrzeczywistości – układy scalone, mikroprocesory, fragmenty telefonów komórkowych, czy zużyte opakowania, czyli wszystko to, co jest pozostałością funkcjonowania człowieka i elementem kultury konsumpcji. W twórczości Evy Chełmeckiej staja się one symbolami naszych czasów i wchłaniającej nas cyberkultuty.

 

WYBRANE WYSTAWY

2016-wystawa zbiorowa – Self Identities-Laura Haber Gallery-Buenos Aires, Argentyna

2015 – wystawy zbiorowe Future Memories, Self Memmories i Fractal Identities w Venice Art House, Wenecja, Włochy

2015 – wystawa indywidualna Cyberrebel, Galeria Kunstraum Ewigkeitgasse, Wiedeń, Austria

2014 – wystawa indywidualna, Galeria 31, Winosfera – Where Wine Meets Culture, warszawa

2014 – wystawa indywidualna, Pure Sky Club, Warszawa

2013 – wystawa zbiorowa, Unlimited Art Space, Art Space Warszawa